Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Rozumiecie?

Każdy Polak dostanie mandat, nawet o niego nie prosząc, i będzie go musiał przyjąć z wdzięcznością.

Prawie 50 lat temu byłem bohaterem następującej sytuacji. Jechałem w Warszawie samochodem ul. Książęcą prościutko w górę. Dość szybko jechałem i Nowy Świat przekroczyłem już na żółtym świetle. Parę sekund później zatrzymał mnie zachwycony milicjant. Przyznałem się od razu: Wiem, na żółtym przejechałem. Aha, czyli wasze przejechanie na tym kolorze było rozmyślne – powiedział mundurowy w błękicie. Prawo jazdy, dowód rejestracyjny – zażądał. Podałem. Długo pisał w swojej milicyjnej książeczce, a ja z portfelem w ręku poprosiłem, żeby dał mi mandat i ja go na miejscu zapłacę. Aktor jesteście? – przeczytał z dowodu, bo wtedy zawód i stan cywilny były tam obowiązkowo wpisywane. Potwierdziłem i skłamałem, że mam próbę w teatrze, więc strasznie się śpieszę. Dokonaliście przekroczenia… Tak, wiem, przekroczenia drogowego… Ja mówię – groźnie przerwał mi milicjant – przekroczenia paragrafu Kodeksu drogowego, który brzmi… Tu wyjął z kieszeni kodeks i przeczytał. Błagam pana – jęknąłem – mandat i płacę. Ile? Popatrzył na mnie, oddał mi dokumenty i powiedział: Nic nie płacicie, zostaliście upomniany. To ja decyduję, czy was ukarać. Rozumiecie? Ja!

Teraz ma być trochę inaczej niż w PRL. Każdy Polak dostanie mandat, nawet o niego nie prosząc, i będzie go musiał przyjąć z wdzięcznością. A wdzięczność zademonstruje obligatoryjną zapłatą. Potem może starać się przed sądem udowodnić swoją niewinność. To jest niczym otwarte złamanie kości, czyli konstytucji, w której każdy jest niewinny, dopóki mu się winy nie udowodni w sądzie. Ale co to obchodzi pana Kanthaka (chusteczkę do nosa w kieszeni Ziobry) i posłów PiS zgłaszających ten projekt? Dla nich to tak jakby złamać patyk. A przy tym łżą, aż im się łyżeczki do kawy wyginają, że chodzi o odciążenie sądów, by mogły zająć się ważniejszymi procesami.

Polityka 3.2021 (3295) z dnia 12.01.2021; Felietony; s. 81
Reklama