Zapowiadano, że pokaże całą prawdę o źródłach patologii III RP, że odsłoni znaczną cześć tak zwanego układu oplatającego Polskę siatką niejasnych powiązań; że wyłamie jakąś nogę z tego słynnego już stolika, przy którym siedzą służby specjalne, biznes, politycy i gangsterzy. Zapowiadano, że pokaże, jak przez lata sterowane były media. Nic takiego się nie stało.
Raport z weryfikacji WSI jest dokumentem pokazującym jakieś zdarzenia i nazwiska bez związku przyczynowo-skutkowego, bez wyjaśnienia, co było patologią, przestępstwem, a co po prostu zwykłą działalnością służb specjalnych. Jak się okazuje (już płynie fala sprostowań), nie wolnym od błędów, a także dekonspiracji aktywów tych służb, na co kraje cywilizowane sobie nie pozwalają.
Być może w WSI były patologie, były nawet przestępstwa, ale raport w najmniejszym stopniu nie uzasadnia konieczności rozwiązania tych służb. Nie wskazuje, jakich to zaniedbań i zaniechań dopuścili się kolejni szefowie MON czy prezydenci RP. Jest bardziej beletrystyką niż materiałem dla prokuratora, a takim zgodnie z ustawą być powinien.
Raport to porażka nie tylko komisji weryfikacyjnej, ale także prezydenta RP, który skierował do komisji swoich przedstawicieli, m.in. po to, by pilnowali rzetelności wykonywanej pracy. Ważnej także ze względu na dobro polskich zagranicznych misji wojskowych i bezpieczeństwo państwa. Można nawet mieć poważne wątpliwości, czy to dobro w procesie weryfikacji w sposób należyty chroniono.
WIĘCEJ
- Opinie prezydenta oraz szefa MON na temat ujawnionego dokumentu
- Cały raport to nieporozumienie - Lech Wałęsa o raporcie Macierewicza
- Wywiad na tacy - artykuł Bianki Mikołajewskiej
- Serial o WSI - Janina Paradowska o Wojskowych Służbach Informacyjnych
- Bianka Mikołajewska opowiada, jak w oparciu opublicznie dostępne informacje można ustalićnazwiska agentów WSI
- Polska nie była WSIstanem, mówi Bogdan Borusewicz w Radiu TOK FM