Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Zwój

W pisowskich gabinetach w Alejach Ujazdowskich urzędują kłęby drutu kolczastego i wszędzie chrzęści jedno hasło: „Musimy strzec naszej suwerenności i bezpieczeństwa wielkiej rodziny Polaków”.

Dławi mnie, jakbym zapiął kołnierzyk koszuli o dwa numery za mały. Jest tak, jak się tego spodziewałem. Po 32 latach od nadziei przyniesionej 4 czerwca znów widzę to samo. Kraj, w którym zdrowie, życie i godność człowieka są uważane za drugorzędne. Najważniejsza jest propaganda sukcesu, czyli oszustwo.

W pisowskich gabinetach w Alejach Ujazdowskich urzędują kłęby drutu kolczastego i wszędzie chrzęści jedno hasło: „Musimy strzec naszej suwerenności i bezpieczeństwa wielkiej rodziny Polaków”. Pod Radę Ministrów podjeżdża limuzyna. Wytacza się z niej zwój główny i ogłasza, że nie wpuści migrantów koczujących na granicy polsko-białoruskiej. Podjeżdża druga – wyskakuje z niej zwój obrony narodowej, bardzo z siebie zadowolony. Uzbrojone po zęby wojsko postawił szczelnym murem naprzeciwko uchodźców, by żaden z nich nie przedostał się do naszego raju demokracji. Żołnierze mają biało-czerwone naszywki, by przybysze wiedzieli, komu zawdzięczają te wczasy.

Mieszkańcy pobliskich wsi, organizacje humanitarne i opozycja, która chce pomóc migrantom z Afganistanu, to „pożyteczni idioci”, ogłasza niepożyteczny, czyli Błaszczak. Straszy, że przyniesienie marznącym na trawie koca czy jedzenia to „działanie wymierzone wprost w bezpieczeństwo Rzeczpospolitej”. Niech więc biedacy czekają, aż ciepły Łukaszenka podrzuci im chleb i wodę. Przecież to on ich tu wepchnął. Tymczasem TVP informuje o „szturmie” na nasze granice. Rzeczywiście, 30 osób, które leżą na mokrej polanie i czekają na ratunek, to prawdziwy najazd, jakiego w historii świata nie było. Skądś znamy tę polityczną tandetę. Oczywiście, że z 2015 r. Wtedy chodziło o Syryjczyków, którzy według wciąż niedoszłego zbawcy narodu polskiego mieli roznosić pasożyty, pierwotniaki i groźne egzotyczne choroby „dawno niewidziane w Europie”.

Polityka 35.2021 (3327) z dnia 24.08.2021; Felietony; s. 89
Reklama