Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Baju, baju

Czy to możliwe, aby żył na świecie człowiek utalentowany we wszystkich dziedzinach?

Do tej pory myślałem, że nie, ale powoli zmieniam zdanie. Jest taki. Jedną ręką strzeże „z całych sił” polskich granic, drugą udowadnia, że subtelna poezja nie jest mu obca. Jak kilka dni temu w Budapeszcie, gdy odznaczany przez prezydenta Węgier, dziękował premierowi Orbánowi: Nasza służba polega na zaplataniu. Zaplataniu nitek łączących nasze narody – mówił Andrzej Duda i swe polskie dłonie złączył w piękny węgierski koszyczek. Tak, nitka po nitce – ciągnął dalej – dodaje się ściegi, tkając wielki kobierzec przyjaźni od Dunaju po Wisłę. Oczywiście omijając Turów. Tego ostatniego już nie dodał, chociaż mógł. Nie chciał zapewne umorusać piękna poezji w pyle brunatnego węgla.

Muza Kaliope ciągnęła jednak prezydenta w swoją stronę. Ale był bardzo ważny powód. Po 16 latach Angela Merkel odchodzi z urzędu kanclerza. Nasza sąsiadka wspierała Polskę, puszczała mimo uszu niewybredne antyniemieckie wypowiedzi partii Kaczyńskiego, wolność słowa traktując jako priorytet demokracji. Na zakończenie swojego urzędowania przyjechała na parę godzin do Polski, aby się pożegnać. Głowa naszego państwa zachowała się zgodnie ze swoim prowincjonalnym rozumieniem polityki. Prezydent nie znalazł nawet kwadransa, by się z panią kanclerz spotkać. Na chwilę jej przyjazdu zorganizował sobie natłok wydarzeń, w których absolutnie musi wziąć udział. Nazwijmy to wprost – odważnie uciekł z Warszawy. Do Dąbrowy Górniczej, gdzie w 41. rocznicę porozumień katowickich wspominał boje o Solidarność, a Kaliope mu szeptała: znajdź piękną metaforę o ojczyźnie. I znalazł: „Nasza Polska oczyszcza się jak rzeka – powoli, ale stale”. Hałdy czarnego górniczego dorobku uśmiechnęły się w blasku wrześniowego słońca. Tak, Andrzej Duda zawsze leje optymizm w dusze suwerena… Z pisowskiego bajorka, które się nie oczyszcza, ale wciąż pogłębia.

Polityka 38.2021 (3330) z dnia 14.09.2021; Felietony; s. 97
Reklama