Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Elastyczni

Weszliśmy właśnie w siódmy rok rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Polska stała się kołem zamachowym europejskiej gospodarki, a my, jako społeczeństwo, jesteśmy trochę rozleniwieni i zepsuci komfortem życia. Prawa człowieka są oczkiem w głowie naszej cenionej w świecie demokracji, a pieniądze z budżetu władza równo dzieli, podobnie jak stanowiska w spółkach Skarbu Państwa. Czyli uczciwie. Słowo to nabrało zresztą w ostatnich latach nowych barw i wzbogaciło nasz język. Na przykład: były wójt Pcimia uczciwie doszedł do swojego wielomilionowego majątku.

Aż tu nagle kryzys na granicy z Białorusią. Nasz pupilek Mateuszek nie zasypia w popiele gruszek (jak mi napisał jeden pan, żebym zamieścił w felietonie). Na słowo „kryzys” premier tylko się uśmiechnął. On taki kryzys to nosem wciąga i dym wypuszcza. 9 listopada w Sejmie, na posiedzeniu „najwyższej wagi”, bo w sprawie obrony ojczyzny, było tak, jak nas Staszek Bareja nauczył. Nie przybył prezes klubu sportowego Tęcza, więc Morawiecki składał kadzidlane hołdy do prezesowskiej szafy. Nie mógł przyjść, bo jest zajęty wychodzeniem z choroby, ale – kontynuował premier – „prowadzone przez niego działania, bardzo wcześnie rozpoczęte, prowadziły do podjęcia decyzji, które dzisiaj skutkują większą efektywnością naszych działań na granicy”. Następnie mydlaną pianę zachwytu nad geniuszem prezesa ubijał minister obrony, a na koniec hołdy złotem szyte składał minister spraw wewnętrznych. Szafa, przepraszam, Sejm słuchał. Gdy już nikt nie wiedział, jak wielkiego nieobecnego dopieścić, wszyscy oblepieni folią troski o ojczyznę poderwali się do aplauzu. Nie wstali tylko Niemcy. Najważniejsze jednak, że białoruski dyktator leżał w kurzu i pyle, pokonany przez tytanów z PiS.

Następnego dnia prezes naszej ojczyzny odsłuchał nagrania z szafy i wyzdrowiał.

Polityka 47.2021 (3339) z dnia 16.11.2021; Felietony; s. 88
Reklama