Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Dla Baśki

Zawsze dzwoniłem do Basi Krafftówny w imieninowe grudniowe przedpołudnie.

Spotkanie odkładaliśmy, od wielu już lat, na przedświąteczne kolędowanie z przyjaciółmi w teatrze Krystyny Jandy. – Prezentów mi nie przynoś, nie zapomnij tylko zabrać organków – mówiła Basia. Wtedy ja musiałem odpowiedzieć: – A ty weź kapcie! – Te nasze kapcie to chyba będą wieczne – zaśmiewała się krótkim sopranowym hi, hi, hi. No, trzeba przyznać, że utrzymały się prawie 60 lat.

Pierwszy raz Baśkę widziałem na scenie w „Paradach” Potockiego w 1958 r. Grała Zerzabellę. Drobniutka, ruda dziewczyna z wielkimi oczami – czasami wydawało się, że fruwa nad ziemią. Uwiodło mnie to przedstawienie, ganiałem na nie przez kilka wieczorów jak uzależniony od narkotyku. Byłem wtedy początkującym studentem szkoły teatralnej. Wciąż naiwnym, bo oglądając Krafftównę, Gołasa i Pokorę, wierzyłem, że aktorstwo to coś dla mnie – po prostu lekka i łatwa zabawa. Wkrótce czekał mnie zimny prysznic. Gdy wyleciałem ze studiów „za brak postępów”, zacumowałem w warszawskim Studenckim Teatrze Satyryków. Wtedy (były to lata 60.) – jakby Dudek Dziewoński powiedział – czartowskim podbechtaniem wiedziony, postanowiłem napisać komedię. W głównej roli, chyba nawet w tajemnicy przed samym sobą, widziałem Basię Krafftównę. Tekst dałem Agnieszce Osieckiej. – A wiesz, że to nawet śmieszne – powiedziała. W ten sposób spełniły się marzenia młodego grafomana. Komedię „Poczta się nie myli” w STS reżyserowała Iza Cywińska, wystąpili: Krafftówna, Bronek Pawlik i Aleksander Dzwonkowski.

Do domu Basi na Kredytową wpadałem często na herbatę. Witała mnie gospodyni i wielki owczarek niemiecki, do którego zawsze mówiłem: Witaj, panie wilku. – On szczeka na ciebie jakoś inaczej – mówiła ze swoim bezbłędnym słuchem.

Polityka 5.2022 (3348) z dnia 25.01.2022; Felietony; s. 89
Reklama