Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kraj

Władyka o Passencie. „Ja zawsze wracam”

Daniel Passent w 2008 r. Daniel Passent w 2008 r. Krzysztof Kuczyk / Forum
Jak sam mówił, nie istniałby, gdyby nie „Polityka”, w końcu pracował w niej od 1958 r. Przecież nie byłoby „Polityki” bez Daniela Passenta – fragment wspomnienia Wiesława Władyki.

I nie tylko chodzi o teksty, a były ich miliony, a o rolę, jaką w niej odgrywał jako redaktor, sekretarz redakcji, zastępca redaktora naczelnego i jako jeden z najbardziej lojalnych kolegów, gorący patriota swojego tygodnika. Co przejawiało się również w tym, że do końca uczestniczył w życiu redakcji, znajdował wspólny język z coraz młodszymi dziennikarzami, dyskutował na kolegiach, zawsze żywy w swoich reakcjach, zawsze błyskotliwie dowcipny.

Nawet jeśli dwukrotnie wyjeżdżał, i to na kilka lat, za granicę, zawsze wracał do swojego pisma jak do domu, do portu macierzystego – mówił. „Wróciłem, bo ja zawsze wracam”. Można więc powiedzieć, że Passenta biografia zespoliła się z „Polityką”, bo zaczynał w niej pisać jako 20-letni student ekonomii po uprzednim początku w „Sztandarze Młodych”.

Debiutował tekstem „Czy ekonometria jest nauką burżuazyjną?”, a więc na kierunku i na ścieżce, ale jednak z odświeżającym znakiem zapytania. Powoli budował swoją karierę, a ona stawała się coraz jaśniejsza, bo i pismo zaczęło swoją karierę. Passent przyczynił się do jednego z pierwszych wielkich sukcesów „Polityki”, co oznaczało przyrost sprzedaży i popularności u czytelników. To dzięki jego refleksowi i darowi dotarcia do autentycznych „Wyznań mordercy”, czyli sześcioodcinkowej rozmowy z Adolfem Eichmannem, „Polityka” wzięła całą pulę, stała się sensacją – bez żadnej przesady – światową. Przestała być wstydliwym i podejrzanym miejscem pracy, rozwinęła skrzydła, niebawem będzie uchodzić za najlepsze pismo w obozie socjalistycznym.

Passent na pytanie, czy nie myślał o przejściu do jakiejś innej redakcji, odpowiedział: „Im lepsza stawała się »Polityka«, im więcej mieliśmy pomysłów, czytelników i uznania, tym głupsze byłoby odchodzenie do innej redakcji. Z czasem zyskiwałem coraz bardziej status mandaryna i jednego z ojców założycieli. Dokąd miałbym odchodzić? Nie było lepszego pisma. Grałem jedną z głównych ról w najlepszym teatrze, co tydzień – komplet na widowni”. Chodziło oczywiście o felieton Passenta na ostatniej stronie „Polityki”.

Obszerne wspomnienie Wiesława Władyki o Danielu Passencie w najbliższym numerze „Polityki”.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną