Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kraj

Odszedł Passent. Żyła w nim wielka ostrożna mądrość

Daniel Passent w 2008 r. Daniel Passent w 2008 r. Krzysztof Kuczyk / Forum
Daniel był bardzo delikatny, skłonny do ugody, porozumienia, zamyślonego uśmiechu. Zdobył wielką ostrożną mądrość życiową, dar rzadki w dzisiejszym chaosie świata.

W tym wspomnieniu nie będzie faktografii, wiele już napisano o Danielu Passencie – królu polskiego felietonu, Passencie – jednym z głównych twórców tygodnika „Polityka”, Passencie – satyryku, dyplomacie, bywalcu, redaktorze i Passencie – dziennikarzu wszechstronnym, który był w misji rozjemczej w Wietnamie, pisał o tenisie, kierował światową gazetą, studiował w Leningradzie i na Princeton. Chciałbym powiedzieć coś bardziej osobistego, o człowieku. Oczywiście to trudne, a nawet wątpliwe zadanie, bo nikt nie odsłania zakamarków swej duszy, a ja tylko w ostatniej ćwiartce Jego życia trochę uczestniczyłem. Uważam to za wielki przywilej i jestem Danielowi wdzięczny za okazywaną mi ogromną sympatię i pomoc w potrzebie.

Czytaj też: Chore dusze Europy. Ostatni felieton Daniela Passenta

Tragedia Holokaustu

W tym, co można teraz o nim przeczytać we wspomnieniach, brakuje – moim zdaniem – oceny wpływu tragedii jego dzieciństwa na całe dorosłe życie. W okrutnych czasach okupacji stracił rodziców, a nawet ich cienie, bo niedane mu było zachować w pamięci twarzy matki. Jakaś dobra kobieta z Warszawy ukrywała żydowskie dziecko za szafą. Powiedział mi, że przez lata nie chciał ani nie umiał zajmować się problematyką Holokaustu. Ale też że nie może naprawdę go zrozumieć nikt, kto nie musiał całymi latami doznawać takiego losu. Z wielkim wzruszeniem kupił odnalezioną po prawie stuleciu pamiątkę po ojcu: laseczkę ze srebrną różą. Ojciec Daniela był agronomem i szefem zieleni miejskiej w dawnym polskim Stanisławowie na Ukrainie. To była jedyna pamiątka, a jej kruchość i delikatność była jakoś i dla mnie wzruszająca i symboliczna.

Bo Daniel był bardzo delikatny, skłonny do ugody, do porozumienia, do zamyślonego uśmiechu. Kiedy los nie oszczędził mi wielkiej katastrofy – poszedłem ze zwierzeniami do Niego, bo wiedziałem, że ten, kto wiele przeżył, zrozumie i że to, co mi powie, będzie wyważone, niestronnicze, emocjonalne bardzo, ale naładowane tym spokojem, z jakim mędrcy przyjmują zły los. I przekonaniem, że zły los przemija. Z tego mógłby napisać podręcznik.

Sierota, wiele zawdzięczał przybranym rodzicom – swemu wujowi generałowi Jakubowi Prawinowi, szefowi powojennej Polskiej Misji Wojskowej w Niemczech. Z pewnością wuj był komunistą, ale też kiedy odkrył rzeczywistość i warunki studiów ekonomicznych Daniela w dawnym Leningradzie, zabrał go szybko do Warszawy na inne studia. Wuj, sportowiec, wioślarz, zginął tragicznie w nurtach Wisły. To była dla Daniela kolejna wielka strata.

Czytaj też: Jak wyznania Eichmanna znalazły się w „Polityce”

Nie był materiałem na rewolucjonistę

Daniel nie był ani komunistą, ani gorącym zwolennikiem dawnego ustroju. Bolało Go, że tak Go malowano. Jeśli opowiadał się za ówczesnymi władzami, to nie bezkrytycznie i z głębokiego przekonania, że nie można porywać się na przedsięwzięcia ryzykowne, niemal niemożliwe. Był raczej lojalny wobec Mieczysława F. Rakowskiego, ówczesnego szefa „Polityki”, a kim był Rakowski, niech zaświadczą Jego pamiętniki, naszpikowane ogromnymi złudzeniami, strachami i wątpliwościami.

Nigdy nie był materiałem na rewolucjonistę i starał się mitygować Agnieszkę Osiecką, swą pierwszą żonę. Łączył ich prawdziwy genialny talent – lekkość słowa. Przecież zwykli ludzie nierzadko mówią słowa i zwroty piosenek Osieckiej, nawet o tym nie wiedząc, tak jak pan Jourdain nie wiedział, że mówi prozą. Osiecka była poetką, Daniel „tylko” felietonistą, ale chciałbym kiedyś przeczytać rzetelne studium o tym, jak Jej „śmiechy, które się śmieją w ciemności”, wpłynęły na pisanie Daniela.

Daniel – mężczyzna – trafił w ręce wspaniałej, serdecznej kobiety – Marty. Marta nie bała się podjąć roli trudnej, wspierania Fundacji Okularnicy poświęconej twórczości Agnieszki. Ale przede wszystkim Daniel z Martą tworzyli dom służący Jemu w postaci i roli Bywalca, dom otwarty dla ludzi niebanalnych, z całej gamy zawodów i zainteresowań, z których Daniel umiał korzystać. Bo też taka była jego metoda pracy – każdą sytuację, każdą postać oceniał jak okruch tworzywa do felietonu. Na tym też ciągle budował nie tylko swą zawodową pozycję, ale i tę swą życiową mądrość. Ona też łagodziła Jego los w ciężkiej chorobie Parkinsona, którą znosił z imponującą cierpliwością.

Passent & Passent. Wszystkie odcinki podkastu

Liczcie na lepszą passę

Mimo że studiował i w Rosji, i w Polsce, i w Ameryce – mówił mi, że stale żałował, iż nie skupił się na porządnych studiach, że brak mu systematyczności i głębokiego naukowego podkładu. Czy ja wiem, chyba niepotrzebnie to sobie wypominał. Zdobył bowiem wielką ostrożną mądrość życiową, dar rzadki w dzisiejszym chaosie świata. Myślę, że teraz w naszej żałobie raczej by rozpędzał smutek łagodnym żartem. Patrzcie, powiedziałby, ja nie raz się odrodziłem po przejściach, trafiła mi się przecież dobra Passa. Wy też liczcie na lepszą passę w waszym życiu.

Czytaj też: Fragment książki „Choroba dyplomatyczna”

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną