Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Wielka draka o śmieciówki

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i Donald Tusk Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i Donald Tusk Jacek Szydłowski / Forum

Długo wydawało się, że zapisana jako jeden z tzw. kamieni milowych KPO ustawa o zwiększeniu uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy bez większych przygód wyjdzie z rządu. Nad tym, żeby nowe przepisy zaproponowane przez lewicową ministrę pracy Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk nie były zbyt radykalne, czuwał szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Maciej Berek, legislacyjne oko i ucho premiera oraz polityk niesłynący – delikatnie rzecz ujmując – ze szczególnie socjaldemokratycznych poglądów. Jednak na ostatniej prostej do gry bezceremonialnie wszedł Donald Tusk, jednym zdaniem wyrzucając ustawę do kosza. Skąd ta brutalna ingerencja szefa rządu?

Wykwit umów śmieciowych to efekt światowego kryzysu z 2008 r. Gdy jego efekty dotarły do Polski, by uniknąć wzrostu bezrobocia, ówczesny rząd koalicji PO-PSL zawarł niepisaną umowę z pracodawcami: wy nie będziecie masowo zwalniać, my przymkniemy oko na to, że łamiecie prawo. Tak nastąpiło gwałtowne i oddolne „uelastycznienie rynku pracy”. Recepta na kryzys z czasem stała się normą, a wraz z poprawą sytuacji gospodarczej zyskała również walor ekonomicznego przywileju dla lepiej sytuowanych pracowników, którzy coraz częściej z etatów przechodzili na umowy B2B, czyli na tzw. firmę, by płacić mniejsze składki i maksymalizować dochód. I to właśnie reakcji tej ostatniej grupy mógł przestraszyć się Tusk.

Chociaż projektowane zmiany w uprawnieniach PIP były w dużym stopniu symboliczne i bezzębne, w toku debaty publicznej coraz wyraźniej rysował się obraz nowych przepisów jako lewackiego zamachu na przedsiębiorczość, inspektorzy pracy zaś wyposażeni w nowe uprawnienia zaczęli być przedstawiani niczym oddziały maoistycznej partyzantki, które za chwilę dokonają zamachu na dobrobyt pracowników korporacji zatrudnionych na B2B.

Polityka 3.2026 (3547) z dnia 13.01.2026; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 8
Reklama