Nie macie nic do ukrycia? To bardzo niedobrze. Już tłumaczę. Zacznę od popularnego ostatnio trendu #2016challenge – pokazywania na platformach społecznościowych, co się robiło dziesięć lat temu. Im dłużej na to patrzę, tym bardziej nieswojo się czuję. Nie chcę tego wszystkiego wiedzieć. Dlaczego większość moich znajomych zechciała nagle pokazać publicznie zawartość swoich szuflad ze wspomnieniami?
To, co najcenniejsze, chowało się kiedyś dla siebie, dla najbardziej zaufanych. Teraz ląduje na publicznej, korporacyjnej platformie, której oddaliśmy prawo do posługiwania się naszymi danymi. W zamian mamy fajną zabawę, miłe komentarze i serduszka.
Sprzedaliśmy się naprawdę bardzo tanio. Trochę zaklętej w emotikonki życzliwości, garść dopaminy, odrobinę mniej codziennej nudy i Weltschmerzu. Okazało się, że wcale nie cenimy naszej wolności wysoko. Sprzedajemy własną przeszłość, żeby łatwiej nam było sprzedawać naszą przyszłość. W mediach społecznościowych jest tylko jeden czas – pieniądz.
Pokażmy, jak wyglądaliśmy na wakacjach! Spróbujmy nowego układu tanecznego! Mikrotrendy bywają absurdalne, ale to nie ma znaczenia – niesie się, to znaczy trzeba się podpiąć. Jak to działa, dlaczego się zmieniają? Nie udawajmy, że wiemy – nikt nie wie, jak działa algorytm, dlatego tak trudno się przeciw niemu buntować. Nie ma odgórnej autorytarnej strategii, wobec której możemy stosować partyzanckie taktyki. Nikt nas nie torturuje, nie razi prądem, nie zamyka nam drogi, wręcz przeciwnie, jest powiedziane, że możemy mieć wszystko, być, kim chcemy, wybrać, co chcemy. Gdzie problem?
Algorytmy to mechanizmy totalitarne nowego typu – nie strażnicy, ale naganiacze. Uparci, darmowi i cwani, użyją całej wiedzy na nasz temat, żeby nas zwabić.