Kraj bez strategii
Kraj bez strategii. Dlaczego ćwiczenie systemu obronnego przeszło bez większego echa?
Bez większego rozgłosu w ubiegłym tygodniu odbyło się kluczowe dla systemu obronnego Polski ćwiczenie z reagowania, kierowania i współpracy najwyższych władz, wszystkich poziomów administracji, najwyższych rangą wojskowych i pozamilitarnego aparatu bezpieczeństwa. Przygotowania trwały od miesięcy, ustalenia między BBN a rządem nie szły łatwo, sam moment wydarzenia miał pozostać tajny. Gdy jednak podczas audycji radiowej jednemu z ministrów wymsknęła się uwaga o jakimś wielogodzinnym szkoleniu z udziałem prezydenta i rządu, stało się jasne, że chodzi o „Kraj”.
To krajowe ćwiczenie systemu obronnego, najważniejsze z tych, w których nie strzela się na poligonach, ale próbuje symulować walkę o ciągłość państwa w godzinie próby. Aż trudno uwierzyć, że w kraju, który uważa się za lidera przygotowań obronnych, ostatnie takie sprawdzenie gotowości władz obyło się w 2019 r., przed wojną Rosji z Ukrainą; przed skokiem inwestycji w obronność, przy słabszej świadomości zagrożeń (np. ataków dronowych czy dywersji) i przy niższym poziomie gotowości sojuszniczej.
Nie do wiary też to, że mimo takiego wymogu podobnych ćwiczeń nie przeprowadzono od przyjęcia w 2020 r. – dziś zdezaktualizowanej już – Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Podobnie trudno zrozumieć, że mimo upływu ponad czterech lat Polska nowej strategii wciąż nie ma. Właśnie to stawia pod znakiem zapytania sensowność – a zdaniem niektórych znawców tematu nawet legalność – ćwiczeń „Kraj”. Wszystko sprowadza się do hierarchii dokumentów, procesów i procedur, które nieprzypadkowo zaczynają się od zatwierdzenia strategii. Potem powinno nastąpić wydanie Polityczno-Strategicznej Dyrektywy Obronnej, której – uwaga – sprawdzeniem są właśnie ćwiczenia władz zwierzchnich i administracji.