Polska 2050 po długich, prowadzonych publicznie deliberacjach ostatecznie doszła do wniosku, że nie warto rozbijać koalicji w imię personalnego konfliktu i zagłosowała w Sejmie przeciwko wotum nieufności dla byłej partyjnej koleżanki, minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski. Większość rządowa obroniła także przed odwołaniem szefową resortu zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę, a premier Donald Tusk optymistycznie ogłosił, że solidarność i jedność obozu władzy została wzmocniona. Wydaje się jednak, że kryzys polityczny został zażegnany tylko na chwilę.
W niedzielę portal Onet poinformował, że prokuratura szykuje się do postawienia zarzutów Szymonowi Hołowni w sprawie studiów na Collegium Humanum, a do Sejmu ma wpłynąć wniosek o uchylenie immunitetu byłemu marszałkowi. Hołownia odpowiedział w mediach społecznościowych, że nic takiego się nie wydarzy, i zasugerował, że w innym przypadku będzie to wynik knowań politycznych, wymierzonych przeciwko Polsce 2050. Na horyzoncie rysuje się więc nowa awantura w koalicji, tym bardziej że zarówno Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, jak i Hołownia są święcie przekonani, że wewnątrz obozu rządowego są nieustannie sekowani i prześladowani.
Właśnie owo głębokie poczucie krzywdy oraz alergia na Donalda Tuska (odwzajemniana przez premiera) to ważne przyczyny kołysania koalicyjną łodzią przez Polskę 2050. Kolejnym istotnym powodem jest fatalna sytuacja sondażowa partii, która wymusza na niej desperackie działania. Kłopotem jest również fakt, że formacja Pełczyńskiej-Nałęcz i Hołowni nie bardzo wie, w którym miejscu chce stać na scenie politycznej. Jeszcze niedawno była klasyczną liberalną partią z umiarkowanym konserwatyzmem w tle, dziś to raczej formacja aspirująca do reprezentowania zbuntowanych mieszczan, której bliżej do lewicy w stylu partii Razem niż do centroprawicy na modłę Koalicji Obywatelskiej.