Pan mi powie, czy Ameryka jest nadal naszym sojusznikiem – bardziej zażądała, niż zapytała sąsiadka. Wiedziałem, że nie ma sensu zaczynać od tych wszystkich defensywnych wstępów w rodzaju: „to zależy”; „ale zastanówmy się, co to dziś znaczy”; „rzecz jest bardziej skomplikowana”. Odpowiedziałem więc: „Jest”.
– Niczego tak dobrze nie zapamiętałam z historii, jak że nas Francuzi i Anglicy wystawili w trzydziestym dziewiątym. I to podwójnie – Hitlerowi i Stalinowi. A jak by było dziś? – naciskała.
– Nie wiem, wszystko jest inne. Jesteśmy w NATO i w Unii, mamy lepsze umowy i wspólnych wrogów – szukałem gorączkowo argumentów dla samego siebie.
– Żeby iść umierać za kogoś obcego, trzeba czegoś więcej niż najlepszy traktat. A słowo „sojusz” za bardzo przypomina mi „sojuz” – skwitowała.
Ignacy Rzecki razem z najbliższym przyjacielem Augustem Katzem wyruszyli w 1848 r. bić się o wolność Węgrów w ramach ogólnoeuropejskiego powstania, znanego jako Wiosna Ludów. Początkowo powstańcy odnosili sukcesy, bo armia austriacka była zajęta we Włoszech. Dopiero kiedy Franciszek Józef wezwał na pomoc sojusznika – cesarza Mikołaja I – powstanie upadło. Wojskami rosyjskimi dowodził feldmarszałek Iwan Paskiewicz. Ten sam, który wcześniej stłumił powstanie listopadowe, wsławił się terrorem na Litwie, rozpoczął gruntowną politykę rusyfikacyjną, a jego rządy w Królestwie Polskim nieprzypadkowo nazywa się „nocą paskiewiczowską”. Bezwzględność tej polityki wywołała powstanie styczniowe, w którym wziął udział Stanisław Wokulski.
Nie przestaje olśniewać wizjonerstwo „Lalki”. Bolesław Prus, Polak bez państwa, opisuje niezmienny polski dylemat historiozoficzny: co bardziej sprzyja polskiej niepodległości i suwerenności?