Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Demokracja po krakowsku

Niechaj „ci od Miszalskiego” staną do rywalizacji z „tymi od Gibały”! Takie są wszak prawa obywatelskiej wspólnoty.

Kraków kocham szczerze i przemierzam jego bruki zawzięcie od Krzesławickich Pagórów aż po wapienne Mydlniki. Jest mi Kraków życiem i mitem. A częścią krakowskiego mitu jest słynna krakowska demokracja. Któż nie słyszał o krakowskich CK posłach brylujących w wiedeńskim parlamencie! Ino żeby na nich głosować, trzeba było być kimś, a przy urnie dokładnie się oświadczyć, na kogo głos się oddaje, aby nie było pomyłek. Kandydat i jego pachołkowie dobrze swego interesu pilnowali.

Śmiech na sali ta galicyjska demokracja. Ale i tak jesteśmy z niej dumni. Bo naszą ona jest i basta! Tym bardziej musimy wytłumaczyć się z sytuacji, która może narazić na szwank dobre imię obywateli krakowskich. Oto bowiem część ich rzuciła wyzwanie pozostałym, domagając się od nich stawienia na referendum w sprawie odwołania obecnego prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Jeśli się bowiem nie stawią, referendum będzie nieważne, a to oznacza, że obywatele zamiast okazać swoje przywiązanie do demokracji, swym bojkotem podetną jej skrzydła.

Na najniższym, pragmatycznym poziomie łatwo odeprzeć ten moralny szantaż. Jednakże o wiele ciekawsze jest rozpatrzenie tej sprawy na szerszym tle teorii demokracji. Zacznijmy jednak od owej pragmatyki. Po pierwsze, referendum w sprawie odwołania władz samorządowych jest instytucją powołaną na wypadek jakiejś sytuacji nadzwyczajnej, a takiej w Krakowie nie ma. Samo parcie do referendum jest nadużyciem demokracji i brakiem poszanowania kadencyjności władzy. Po drugie, skoro już referendum jest, to jego ważność uzależniona jest od frekwencji, żeby ci, którzy uważają je za bezpodstawne, mieli szansę wyrazić swoje stanowisko przez bojkot. Wydaje się to wszystko całkiem rozsądne.

Gdy rozumie się ten system, a nie chce obalać prezydenta, to zostaje się w domu.

Polityka 20.2026 (3564) z dnia 12.05.2026; Felietony; s. 97
Reklama