Jeszcze przed ucieczką Ziobry z Budapesztu Polska uprzedziła stronę amerykańską, że ewentualne udzielenie schronienia Ziobrze stanowiłoby „niedopuszczalną ingerencję polityczną w niezależny polski wymiar sprawiedliwości”. Polska nie dodała, czym taka ingerencja grozi, ale moim zdaniem nie musiała; upadek premiera Orbána jasno pokazał, jak kończą reżimy ingerujące w polski wymiar sprawiedliwości poprzez udzielanie schronienia Ziobrze.
W tej sytuacji trochę dziwi, że Stany Zjednoczone się nie przestraszyły i Ziobrę wpuściły. Wprawdzie ambasador Rose i sekretarz stanu Rubio przyznali, że zdają sobie sprawę z konsekwencji, jakie mogą spaść na ich kraj po wpuszczeniu Ziobry, ale prezydent Trump nie wygląda na przestraszonego ani zakłopotanego, co niestety potwierdza doniesienia o jego kurczących się zdolnościach poznawczych i kompletnym braku wyobraźni.
Gdy idzie o Romanowskiego, jedyne, co o nim na pewno wiadomo, to że nie wiadomo, gdzie jest ani jak się tam znalazł. Romanowski zmienia miejsca pobytu, ale jak deklaruje: „Jedno pozostaje niezmienne: walka o Polskę trwa”. W dodatku sprawia on wrażenie niebezpiecznie rozpędzonego. „Nie cofniemy się. Nie zatrzymamy się” – ogłosił w sieci, chcąc dodać otuchy i sobie, i Polsce.
Specjaliści uspokajają, że jeśli Romanowski razem z Ziobrą wylądował w Waszyngtonie i skierował się na zachód, to i tak zatrzyma go Pacyfik. Ale niewykluczone, że jeśli nie będzie chciał się cofać, to ruszy na północ, przejdzie lasami Kanadę i dotrze do Alaski. Znając go, można oczekiwać, że – aby w dalszym ciągu się nie cofać i nie zatrzymywać – pokona Cieśninę Beringa i przedostanie się do Rosji, co moim zdaniem oznaczałoby jego niekwestionowane zwycięstwo, gdyż mimo że coraz dalej ucieka, znajdowałby się coraz bliżej Polski, o którą walczy, czym z pewnością doprowadziłby Tuska do szału.