Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

PESEL bez wesel

Preferuj w Google
Dzieci nasze, czyli zetki, do ołtarza się nie spieszą, bo tak ich po 30 latach urządzili spece od gospodarki i finansów, że słabo okazują radość z sukcesu marki Polska.

Cztery pogrzeby i jedna stypa – to moja propozycja kontynuacji kinowego szlagieru w wersji nadwiślańskiej. Przypominam, że wersja oryginalna miała premierę w 1994 r. Dziś ta romantyczna komedyjka z zamierzchłych czasów, gdy odziany w jedwabne kamizelki Hugh Grant uśmiechem nieporadnego chłopca doprowadzał każdą kobietę do zdjęcia kapelusza i tekstyliów, nie pasuje mi już, niestety, do mojego krajobrazu po bitwie. Od paru lat miastowe gogusie noszą się na dawnych mechaników samochodowych, którzy luzowali flanele i ogrodniczki, dusząc się i pocąc w ciasnych garażach.

Być może moda na męskie dekolty do pępka to przejaw tęsknoty do bycia południowcem. Na Południe część Polaków przesunęła się w sensie ścisłym, uciekając przed inflacją i wojną do słonecznej Italii i rozkosznie pacyfistycznej Hiszpanii, ustępując miejsca w tramwajach i parkach uchodźcom z Ukrainy i Białorusi.

Do moich obecnych realiów nie pasuje też liczba wesel. Powody są dwa. Jednym jest mój PESEL. Ja i znajomi „hejboomerzy” wyprztykaliśmy się z wesel jak z wykorzystanych ze stosiku bierek. Pierwsze wesele było dla babci, drugie dla kredytu, ale kredyt spłacony, babcie w DPS lub rozwiązują odwieczny problem mieszkaniowy Warszawiaków, przenosząc się na Powązki.

I tu punkt drugi. Czas jest bardzo niemiły i jakoś przyspieszył! Któregoś dnia w pandemii zatelefonował do mnie Stanisław Tym. Nie znaliśmy się dobrze, był przecież bardziej znajomym moich rodziców z czasów STS niż moim, ale czasem dzwonił. Sprawa dotyczyła YouTube, gdzie pan Staszek zaczynał sobie śmiało poczynać. Zeszło na pisanie felietonów: „Wiesz, tak naprawdę to mógłbym zarabiać fortunę, pisząc co tydzień kolejny nekrolog jakiegoś przyjaciela”.

Nie sądziłam, że czas to taki łotr i znajdę się niebezpiecznie blisko tego punktu.

Polityka 35.2026 (3579) z dnia 25.08.2026; Felietony; s. 91
Reklama