Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Magiczne moce

Mamy wbite w głowę, że Helmut był zawsze lepszy od Ryśka, a jest odwrotnie. Jako Polacy wykonaliśmy wielki skok

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Hanna Gill-Piątek i Bartłomiej Sienkiewicz Hanna Gill-Piątek i Bartłomiej Sienkiewicz Leszek Zych / Polityka
O tym, jak wykorzystać polskie przywary do budowy lepszego państwa, mówią Hanna Gill-Piątek i Bartłomiej Sienkiewicz w rozmowie z redaktorem naczelnym POLITYKI Jerzym Baczyńskim.
„Naród do zadań specjalnych”, Hanna Gill-Piątek i Bartłomiej SienkiewiczWydawnictwo Poznańskie „Naród do zadań specjalnych”, Hanna Gill-Piątek i Bartłomiej Sienkiewicz

JERZY BACZYŃSKI: – Napisaliście państwo książkę „Naród do zadań specjalnych” i trudno powiedzieć, co to jest za gatunek: esej polityczny, histo, studium psychologii społecznej, zarys programu wyborczego? Ale bardzo nietypowa jest i państwa spółka autorska. Bartłomiej Sienkiewicz, wiadomo, prawnuk Henryka, dwukrotny minister, dziś europoseł, od dawna związany z Platformą, teraz Koalicją Obywatelską. Ale pani Hanna Gill-Piątek zaczynała jako działaczka ruchów miejskich i autorka „Krytyki Politycznej”, potem była partia Zieloni, posłowanie z Lewicy, przejście do Polski 2050 Hołowni, potem do KO. Kiedy te wasze drogi się przecięły i skąd w ogóle pomysł na wspólne pisanie?
BARTŁOMIEJ SIENKIEWICZ: – Znamy się z Sejmu poprzedniej kadencji.

HANNA GILL-PIĄTEK: – Konkretnie, trzeba przyznać, z palarni.

B.S.: – Ale pomysł na książkę powstał z esemesów, chociaż to mało powiedziane: pisaliśmy do siebie takie felietony na smartfony o tym, co nas denerwuje, boli, dziwi. Ja miałem dość bycia „konserwatywnym liberałem”, a Hanna miała dość aktywistycznej lewicy, przekonanej o własnej niepodważalnej słuszności. Naturalnie zrodził się pomysł, żeby te nasze zapiski poszerzyć, ułożyć w książkę. Tam nie ma ani jednego akapitu, który został napisany tylko przez jednego autora.

H.G.-P.: – Tak, coraz mniej mi się podobała arbitralność sporej części lewicy, która mówi ludziom, jak powinni żyć. To był także mój grzech, gdy pisałam felietony do „Krytyki Politycznej”. Oboje nie udajemy, że jesteśmy spoza polityki, mamy swoje za paznokciami.

J.B.: – Ale że w tej palarni nie było między państwem nieufności: bo, mówiąc skrótem, z jednej strony klasyczny libek, z drugiej lewaczka.

Polityka 41.2026 (3585) z dnia 06.10.2026; Rozmowa Polityki; s. 16
Oryginalny tytuł tekstu: "Magiczne moce"
Reklama