Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Ciekawe, co się stanie?

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Ta dziecięca zabawa nie tylko się nie skończyła, lecz stała się globalną rozrywką ignorantów wyposażonych w AI.

„Zabije nas, czy tylko zabierze nam pracę?” – przeczytałem głośno z gazety leżącej na murku obok sąsiadki, która miała twarz zwróconą ku jesiennemu słońcu. – Jak pani sobie z tym radzi? – próbowałem zmusić ją do otwarcia oczu.

– Całe dzieciństwo straszyli mnie bombą atomową – odpowiedziała, nie otwierając. – Na ludzi zrzucili tylko te dwie w Japonii, za to elektrownie psuły się wiele razy. I co? Budujemy taką u nas.

– Ale nad sztuczną inteligencją nikt nie panuje! Kurzweil twierdzi, że po takich istotach jak pani czy ja zostanie tylko kurz historii.

– Będzie inaczej – spojrzała na mnie w końcu. – Żadna wielka przepowiednia się nie spełniła. – Chce pan śliwkę? – podała mi torebkę z węgierkami. Wziąłem.

Jedną z ulubionych zabaw mojego dzieciństwa była: „Ciekawe, co się stanie?”. Nie miała żadnych reguł, a tylko jeden cel – przekonać się o skutku bez rozważań o przyczynach i konsekwencjach. Co będzie, jak wrzucimy pusty dezodorant do ogniska? Czy pierwszy grudniowy lód na rzece wytrzyma nas dwóch? Może trzech? A jeśli wypuścimy tego królika z klatki? Aha, złapie go pies. I tak prawie do końca podstawówki. Być może wiele z niepoliczonych głupstw nie miałoby miejsca i uwierzyłbym wcześniej nauczycielom i podręcznikom, że nie trzeba próbować wszystkiego, żeby wiedzieć. Ale ja miałem dorosłego Mistrza w tej grze.

Wuj Gustaw, czyli Gusza, chciał wiedzieć i doświadczać, tylko nie miał czasu się uczyć. Znał się na wszystkim, ale na niczym dobrze. Zawodówka, praca, rodzina, gospodarstwo wypełniały niejedno życie po brzegi. Ale nie jego. Czuł, że wszystko jest ciekawe i trzeba tego spróbować.

W okolicy nie było jezior ani żeglownych rzek.

Polityka 41.2026 (3585) z dnia 06.10.2026; Felietony; s. 83
Reklama