Fakt, że próbuje się zrobić prezydenta Nawrockiego w konia, a nawet w trzy konie (Edzia, Ramzesa i Aramisa), budzi niesmak nie tylko dlatego, że co komu szkodzi, że Karol Nawrocki pojeździ konno z rodziną na świeżym powietrzu, zamiast przypakowywać w dusznej siłowni albo nieustannie odurzać się nikotyną. Prezydentowi należy się wypoczynek po fantastycznej robocie, którą – jak przyznaje – wykonał dla Polski, otwierając drzwi do stałej amerykańskiej bazy, o której rząd Tuska mógł sobie tylko pomarzyć.
Sytuacja amerykańskiej bazy w Polsce wygląda tak, że samej bazy jeszcze nie mamy, jak również oficjalnej zgody Amerykanów na bazę. Mamy za to doskonałe lokalizacje na bazę (a nawet dwie bazy) i – co według mnie kluczowe – drzwi do bazy, do których można bez trudu dobudować resztę. Z tym że zdaniem europosła Bielana rząd Tuska od miesięcy powstanie bazy celowo opóźnia, ryzykując, że prezydent straci cierpliwość i drzwi do bazy z powrotem zamknie.
Donald Trump miał rozważać wymianę nieudolnego rządu Tuska na rząd PiS i PSL, co przyspieszyłoby powstanie bazy, a przy okazji pozwoliło zakończyć nieszczęsną wojnę polsko-polską. W zestawieniu z ośmioma wojnami już przez Trumpa zakończonymi oraz wojnami w Iranie i Ukrainie, których zakańczanie właśnie trwa, przybliżyłoby to Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla, której zimna i pozbawiona empatii Norwegia mu odmawia i czego – jak ostrzegł – nigdy Norwegii nie zapomni. Mówi się, że Trump jest do tego stopnia Norwegią rozczarowany, że gdyby była Danią, to odebrałby jej Grenlandię. Na szczęście wenezuelska opozycjonistka Maria C. Machado zachowała się bardziej przyzwoicie niż Norwegia i oddała mu swojego Nobla, co, miejmy nadzieję, dla kolejnych laureatów stanie się niepisanym prawem, które sprawi, że na świecie będzie coraz więcej pokoju.