Kraj

Koniec sporu o dziecko

Nie Moritz - znajdzie się inne dziecko, którego nie damy zniemczyć.
Oto zakończenie jednego z ważniejszych wątków polskiej wojny z Jugendamtami. Niemieckimi organizacjami do spraw dzieci, w Polsce oskarżanymi o nazizm. Beata Pokrzeptowicz - Meyer, współzałożycielka stowarzyszenia domagającego się likwidacji Jugendamtów, po czterech miesiącach od porwania syna Moritza z Niemiec, porozumiała się z jego ojcem. Dziecko czasowo będzie mieszkać tam.

Konfliktem żyła i Polska, i Niemcy, choć my chyba bardziej. Tu wypominano Jugendamtom niechlubną działalność z czasów drugiej wojny światowej, tam ubolewano nad antymiemiecką nagonką. Bo Jugendamt przeciętnemu Niemcowi kojarzy się mniej wiecej tak, jak Polakom - Komitet Ochrony Praw Dziecka. Ot, instytucja z długą, dobrą historią. W ktorej pewnie czasem może się zdarzyć konformizm, niechciejstwo, niechlujstwo - jak wszędzie.

Z matką Moritza było tak: już wcześniej złamała wyrok sądu, zabierając dziecko do Polski. Sąd zdecydował, że odtąd będzie spotykać się z synem w obecności kuratora. Jakaś urzędniczka próbowała wymóc, by matka mówiła z synem po niemiecku, bo przecież inaczej ona - ta urzędniczka - nie rozumie. Nie będzie więc mogła zapobiec ponownemu porwaniu.

Matka Moritza mogła tę sprawę poprowadzić inaczej. Do końca walczyć w sądzie, potem pójść do niemieckich mediów. Ale matka Moritza poszła do polskich polityków. A ci, zamiast mówić Niemcom o świetnym polskim ustawodawstwie dotyczącym mniejszości (gwarantującym między innymi prawo do języka) i o ewentualnej wzajemności w tych kwestiach, woleli wziąć małego Moritza na sztandary. I krzyczeć do swoich wyborców: "Triumfują naziści".

Teraz odzice Moritza dogadali się. Być może dlatego, że byli już pod ścianą: za matką wydano list gończy. Z pewnością jednak rodzice dostrzegli też, że krzywdzą własne dziecko. Jednak to, co jest możliwe w cztery oczy, w tym szerszym, publicznym kontekście będzie dużo trudniejsze. Sztandary zostały dobyte, hasło do walki padło. Nie Moritz - znajdzie się inne dziecko, którego nie damy zniemczyć.

Wolimy się bić niż chwalić.
Reklama

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną