Zamach na de Gaulle’a i śmierć OAS

Noc Szakala
50 lat temu, 11 marca 1963 r., rozstrzelany został w Paryżu 36-letni pułkownik sił powietrznych Jean Bastien-Thiry, organizator nieudanego zamachu na de Gaulle’a. Dzień ten historycy uznali za symboliczną datę klęski Organizacji Armii Podziemnej, która przez parę lat terroryzowała Algierię i Francję.
Generał Charles de Gaulle, z tyłu po prawej gen. Raoul Salan, Algier, czerwiec 1958 r.
Bernard Lipnitzki/Roger-Viollet/EAST NEWS

Generał Charles de Gaulle, z tyłu po prawej gen. Raoul Salan, Algier, czerwiec 1958 r.

Płk Jean Bastien-Thiry, organizator nieudanego zamachu. Został rozstrzelany 11 marca 1963 r.
AFP/EAST NEWS

Płk Jean Bastien-Thiry, organizator nieudanego zamachu. Został rozstrzelany 11 marca 1963 r.

Plakat propagandowy „Bracia OAS”.
Photo12/Hached/BEW

Plakat propagandowy „Bracia OAS”.

Gen. Salan w areszcie domowym. Dowódca OAS, skazany na dożywocie, wyszedł na wolność w 1968 r.
Photo12/Hached/BEW

Gen. Salan w areszcie domowym. Dowódca OAS, skazany na dożywocie, wyszedł na wolność w 1968 r.

Rozpoczęta w nocy z 31 października na 1 listopada 1954 r. wojna algierska nie była zwykłym powstaniem antykolonialnym. O ile dla większości Arabów algierskich miała ona charakter narodowowyzwoleńczy, o tyle dla Francuzów była walką o jedność i całość państwa. Druga Republika (1848–51) uznała bowiem Algierię nie za kolonię, ale integralną część Francji podzieloną na trzy departamenty. W 1865 r. Napoleon III nadał wszystkim ich mieszkańcom, zarówno muzułmańskim, jak i europejskim, obywatelstwo francuskie. Nic dziwnego, że dla kolejnych pokoleń osadników i mieszkańców Francji metropolitarnej francuskość Algierii stała się faktem oczywistym. Przesądzało to z góry, iż w rozpoczynającym się konflikcie trudno będzie o kompromis.

W 1954 r. mieszkało w Algierii około miliona pieds noirs (czarnych stóp), czyli Europejczyków różnorakiego pochodzenia (przede wszystkim francuskiego, hiszpańskiego, włoskiego), uważających się jednak za stuprocentowych Francuzów, 200 tys. Żydów i 8 mln muzułmanów, która to liczba obejmowała także skłóconych z Arabami Kabylów i tzw. Harkis – Arabów wspierających obecność francuską. Jak było w tej sytuacji do przewidzenia, wojna od razu zaczęła się ślimaczyć. Przysyłane z metropolii wojska Republiki brały przeważnie górę, były to jednak sukcesy lokalne, które nie mogły się przyczynić do realnego osłabienia arabskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego (FLN), wspieranego przez Egipt i Tunezję.

Nie unicestwiło go nawet wyczyszczenie Algieru z powstańców (1957 r.), osiągnięte przez spadochroniarzy gen. Jacques’a Massu przy użyciu najbrutalniejszych metod, z masowymi torturami na czele. Trwał obustronny terror, po jednej i drugiej stronie rosła liczba zabitych. Bezsilność i brak koncepcji rozdartych partyjnymi rozgrywkami władz IV Republiki wyniosły do władzy „silnego człowieka” Charles’a de Gaulle’a (1 czerwca 1958 r.). Paradoksalnie wiązali z nim wielkie nadzieje zarówno algierscy Francuzi, jak i coraz liczniejsi zwolennicy rezygnacji z Algierii. Tymczasem sam de Gaulle nie miał w tej kwestii jasnej koncepcji.

Znamienity historyk angielski Alistair Horne zebrał jego wypowiedzi w miesiącach po objęciu rządów. Czerwiec 1958 r. (w Algierze, przed tłumem pieds noirs żywiołowo domagający się pozostania w Republice): „Zrozumiałem was!”; także czerwiec 1958 r.: „Niech żyje Algieria francuska!”; październik 1958 r.: „Niepodległość Algierii? – Może za 25 lat”; marzec 1959 r.: „Armia francuska nigdy nie opuści Algierii, a ja – generał de Gaulle – nie będę nigdy dyskutował z tymi panami z Kairu czy Tunisu”; kwiecień 1959 r.: „Jestem jedyną osobą mogącą przynieść rozwiązanie kwestii algierskiej”; wrzesień 1959 r.: „Uważam za konieczność proklamowanie prawa do samostanowienia mieszkańców Algierii”; styczeń 1960 r.: „Rozwiązanie musi być francuskie”.

Bierzemy sprawy we własne ręce

Jeszcze parę razy pomacha de Gaulle szabelką. Słowo „samostanowienie” już jednak padło i w ciągu następnego roku powtarzać je będzie prezydent coraz częściej. Zwolennicy Algierii francuskiej nie są głupi. Rozumieją doskonale, że to eufemizm. Skoro zdradza nas metropolia, musimy wziąć sprawy we własne ręce. Z tej koncepcji latem 1960 r. rodzi się Organizacja Armii Podziemnej (OAS) wzywająca do walki o Algierię francuską bez względu na Paryż, który postawić trzeba przed faktami dokonanymi.

Na razie jest to konspiracja bez większego znaczenia. W armii wszakże też zaczyna się wrzenie. 21 kwietnia generałowie Edmond Jouhaud, Marie-André Zeller i Maurice Challe (uznający skądinąd zwierzchnictwo przebywającego w Madrycie Raoula Salana, który też wkrótce przybędzie) przeprowadzają wojskowy zamach stanu. Zrywają z metropolią i stają na czele Algierii, francuskiej oczywiście. W Paryżu władze liczą się poważnie z możliwością desantu buntowników. Na wszystkich placach ustawione zostają baterie dział przeciwlotniczych, z hangarów wyjeżdżają czołgi. Znający się na sprawach wojskowych patrzą na nie przerażeni. Toż to przestarzałe Shermany z czasów II wojny światowej. Ale taka jest rzeczywistość. Wszystkie doborowe i nowoczesne jednostki pancerne są przecież w Algierii. Eksperci twierdzą, iż gdyby wszystkie oddziały stacjonujące w Algierii poszły za puczystami i chciały zaatakować stolicę, opanowałyby ją bez trudu.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną