Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Felietony Ludwika Stommy

Towarzysz Kania

Sąd odrzucił ipeenowską apelację prokuratorską w sprawie byłego I sekretarza KC PZPR Stanisława Kani i bardzo dobrze: prawu i sprawiedliwości stało się zadość. Niestety, uniewinniony Kania uznał za stosowne podzielić się z dziennikarzami opowieściami o swoim sprzeciwie wobec projektów wprowadzenia stanu wojennego, z których powodu ustąpił ze stanowiska. Duch Rejtana pojawia się wręcz w warszawskich sądach. Jak pisał Mickiewicz:

Siedzi Rejtan żałosny po wolności stracie,
W ręku trzyma nóż, ostrzem zwrócony do łona,
A przed nim leży „Fedon” i żywot Katona.

Tyle że to już zupełnie inna bajka. Zacznę niewinnie od wspomnień taty z 10 lutego 1976 r., kiedy miało się odbywać głosowanie nad służalczymi poprawkami do konstytucji: „W pewnej chwili któryś z urzędników sejmowych wywołał mnie za kulisy mówiąc, że tow. Kania chciałby ze mną pomówić. Ponieważ parę minut wcześniej widziałem posła Kanię szepczącego z ożywieniem z I sekretarzem Gierkiem, więc pomyślałem sobie, że usłyszę opinie miarodajnie uzgodnione. Kania bez ogródek przeszedł do sedna sprawy. Słyszę głosy – powiedział – że nie będzie pan głosował za zmianą konstytucji. Jeśli to prawda, sądzę, że byłoby dobrze, aby zechciał pan opuścić gmach Sejmu, nie biorąc udziału w głosowaniu. Zachowa pan »niezłomność swoich przekonań«, a nam nie zepsuje efektu jednomyślności.

Odpowiedziałem, że sugestii takiej przyjąć nie mogę. Sprawa jest ważna i poważna. Przez 19 lat byłem w Sejmie i wyborcy moi mają pełne prawo wiedzieć, jakie mam stanowisko w tej kwestii. Nieobecność byłaby tchórzliwą ucieczką.

Polityka 25.2013 (2912) z dnia 18.06.2013; Felietony; s. 103
Reklama