Dzieci IPN

Książka „Resortowe dzieci – media” jest oczywiście śmierdzącą rzygowiną. Zgadzam się w tym względzie z wszystkimi przytomnymi recenzentami. Wydaje mi się jednak, iż zrozumiałe oburzenie nie pozwoliło im zauważyć istoty zjawiska. Nie zauważyli więc drugiego, wallenrodycznego piętra opowieści pani Doroty Kani, panów Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza.

O mnie jest tam sama prawda: „Na swoim koncie publikacje w »Nie« ma choćby felietonista POLITYKI – Ludwik Stomma. Z wykształcenia etnograf, syn znanego działacza katolickiego Stanisława Stommy (1908–2005), który przez dziesięciolecia związany był z »Tygodnikiem Powszechnym«. W swojej publicystyce Ludwik Stomma prezentuje pochwałę dla obecnej Rosji. W felietonie poświęconym tragedii Czeczenii przedstawił ją tak, by zbagatelizować rosyjskie ludobójstwo…”.

Owszem, jestem synem Stanisława Stommy, wbrew insynuacjom Stefana Kisielewskiego, który rozpowiadał wszem i wobec, że jest sprawcą mojego poczęcia. Pisałem do „Nie” i wcale się tego nie wstydzę. Skończyłem studia etnograficzne na Uniwersytecie Warszawskim, jestem też rusofilem głęboko przekonanym, iż prezydent Putin miał rację, zwalczając, jak dotychczas ze znacznym, choć oczywiście częściowym tylko sukcesem, terroryzm integrystów muzułmańskich, co w żadnej porównywalnej mierze nie udało się Amerykanom i ich sojusznikom w Afganistanie albo Iraku, acz dalibóg metody były identyczne.

(...)

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj