Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Felietony Ludwika Stommy

Kochanek katówki

Za dawnych studenckich lat, ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi, śpiewaliśmy na popijawach (poseł Józef Oleksy woli je nazywać „biesiadami”) piosenkę, z której zapamiętałem dzisiaj już tylko dwie zwrotki, acz było ich wiele więcej:

„I zabił poeta panienkę, zabił ją tępym nożem
A żeby było śmieszniej, to nabił ją na rożen. (…)
I zabił poeta panienkę, zabił ją w amarantach,
A że ukochał sztukę, to na tle obrazu Rembrandta”.

Były w tym jakieś echa „Ernestynki” Tadeusza Boya-Żeleńskiego: „Na co człowiek się naraża, kiedy ojca ma masarza”, ale przede wszystkim przekora, czarny dowcip i śmiech z obowiązujących społecznie obrzydzeń i patosów. Jednocześnie purnonsens. Nic wspólnego z rzeczywistością. Surrealistyczny żart. Okazuje się jednak, iż omal dwa wieki przed nami ktoś postanowił wcielić je w życie. Młodziutki Heinrich Heine wiąże się z córką kata z Düsseldorfu.

„Katówka” była to podówczas osoba wyklęta. „Córką kata gardzili wszyscy, nawet żebracy i prostytutki”. Miała szanse związać się tylko z członkiem swojego katowskiego rodu. Stąd też nieprzenikalne dynastie niemieckich i francuskich katów.

Polityka 43.2014 (2981) z dnia 21.10.2014; Felietony; s. 104
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >