Felietony Ludwika Stommy

Wieczór z Andrzejem

Andrzej jednak odszedł.

Jakże dobrze pamiętam ten wieczór, kiedy siedzieliśmy z Andrzejem Żuławskim, Sophie Marceau i Basią na przyzbie naszego domu w Saacy-sur-Marne i zrywaliśmy jagody z winnicy tworzącej nad nami pozorny daszek. Potem oczywiście sąsiedzi, których wiejskim oczom nic nie ujdzie, przybiegli po autografy. Nic to nie zaszkodziło. Zapadała noc, zostaliśmy sami, a dusza wina śpiewała w butelkach. Nagle, dzisiaj, muszę sobie uprzytomnić, że to było tak dawno. I już się nie powtórzy. Zadzwoniłem do Kasi Merty – jego najbliższej przyjaciółki z kondolencjami.

Polityka 9.2016 (3048) z dnia 23.02.2016; Felietony; s. 95