Wieczór z Andrzejem
Andrzej jednak odszedł.

Jakże dobrze pamiętam ten wieczór, kiedy siedzieliśmy z Andrzejem Żuławskim, Sophie Marceau i Basią na przyzbie naszego domu w Saacy-sur-Marne i zrywaliśmy jagody z winnicy tworzącej nad nami pozorny daszek. Potem oczywiście sąsiedzi, których wiejskim oczom nic nie ujdzie, przybiegli po autografy. Nic to nie zaszkodziło. Zapadała noc, zostaliśmy sami, a dusza wina śpiewała w butelkach. Nagle, dzisiaj, muszę sobie uprzytomnić, że to było tak dawno. I już się nie powtórzy. Zadzwoniłem do Kasi Merty – jego najbliższej przyjaciółki z kondolencjami.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj