Kultura

Madonna dla młodzieży

Matka Boska w Muzeum Narodowym w Krakowie

„Matka Boska karmiąca”, Hans Memling „Matka Boska karmiąca”, Hans Memling Muzeum Narodowe w Krakowie
Jeśli na lato Muzeum Narodowe w Krakowie przygotowało wystawę poświęconą Matce Boskiej, to znaczy, że Światowe Dni Młodzieży blisko.
„Pieta”, nieznany rzeźbiarz marchijskiMuzeum Narodowe w Krakowie „Pieta”, nieznany rzeźbiarz marchijski
„Matka Boska z dzieciątkiem”, DonatelloMuzeum Narodowe w Krakowie „Matka Boska z dzieciątkiem”, Donatello
Gobelin flamandzki, I poł. XVII w., wykonany na podstawie obrazu RubensaMuzeum Narodowe w Krakowie Gobelin flamandzki, I poł. XVII w., wykonany na podstawie obrazu Rubensa
„Maria Matka Miłosierdzia”, Barnaba da ModenaMuzeum Narodowe w Krakowie „Maria Matka Miłosierdzia”, Barnaba da Modena

Polak najczęściej spotka dwa wizerunki Matki Boskiej: ten z Jasnej Góry i ten ze swego parafialnego kościoła. Czasem jeszcze trzeci – ostrobramski. Tymczasem towarzysząca historii Kościoła historia sztuki wytworzyła przez wieki całe mnóstwo ikonograficznych motywów z Marią w roli głównej. Na liście przebojów króluje oczywiście Madonna z Dzieciątkiem na ręku, w czołówce popularności tematów – gdyby ktoś to podliczył – znalazłaby się zapewne także scena pokłonu Trzech Króli, no i annunziata, czyli scena zwiastowania.

Do pewnego momentu Maryja świeciła w sztuce – rzec by można – światłem odbitym swego syna. To on był bohaterem dzieł, zaś ona o tyle, o ile uczestniczyła w jego heroicznym życiu. Ale z czasem się usamodzielniła. Ta zmiana optyki musiała mieć oparcie w wytycznych Kościoła. Po raz pierwszy, w 431 r., gdy na soborze efeskim Maryi Dziewicy nadano oficjalny tytuł „Matki Boga”. Od około XII w. jej kult potężniał, zaczęła być określana jako „Madonna” czy „Nasza umiłowana Pani”. I wreszcie na soborze trydenckim (1545–63) utrwalono narastającą od kilku stuleci wielowątkową adorację jej osoby.

Na krakowskiej wystawie, otwieranej 24 czerwca i oficjalnie towarzyszącej Światowym Dniom Młodzieży, zdecydowano się pokazać ów bardziej autonomiczny wizerunek Matki Boskiej. Ale w pewnym szczególnym kontekście, sprecyzowanym już w tytule: „Maria. Mater Misericordiae”, czyli „Maria. Matka Miłosierdzia”.

Matka Miłosierdzia

W centralnym elemencie wystawy główna bohaterka zerka ku niebu, bardziej w tym momencie myśląc o spotkaniu z synem niż o czynieniu dobra na ziemi. Miłosierdzia w tym może niewiele, ale ta ekspozycja potężnego (5x3,5 m) gobelinu – powstałego we Flandrii w pierwszej połowie XVII w. i będącego dość wierną kopią obrazu Rubensa „Wniebowzięcie Marii” – ma sens. Prezentuje bowiem przesłanie, które pozwoliło z Maryi uczynić główną rzeczniczkę ludzkich interesów: oto dostąpiła chwały i za chwilę znajdzie się obok niebiańskich, mogących sprawić wszystko, decydentów. Zatem warto zabiegać o jej wstawiennictwo i przychylność, bo ma nie tylko najlepsze z możliwych boskich koneksji, a równocześnie rozumie problemy nas, maluczkich.

Otwierającym ekspozycję uzupełnieniem „Wniebowzięcia” jest niezwykle cenny i ciekawy cykl 18 drzeworytów Albrechta Dürera przedstawiający „Żywot Maryi” (1501–05). Dołączono do niego dwa miedziorytnicze falsyfikaty tych grafik autorstwa Włocha Antonio Raimondiego. Powstały w tych samych czasach co oryginały i świadczą o ogromnym zapotrzebowaniu ówczesnego rynku na artystyczne wizerunki Matki Boskiej. Wystawę podzielono na kilka sekcji wedle rzetelnej naukowej kategoryzacji wizji maryjnego miłosierdzia.

Najciekawsza wydaje się część poświęcona Matce Boskiej Opiekuńczej, której atrybutem stał się płaszcz szeroko rozpościerany nad tymi, których chce chronić. To jeden ze starszych chrześcijańskich motywów. Rozważania na jego temat snuł teolog Teodor Synkellos już w VII w. Przyjmuje się, że w Europie pierwszy artystyczny jej wizerunek stworzył malarz ze Sieny Duccio di Buoninsegna, a było to ok. 1300 r. Wówczas to pod płaszczem Maryi skryli się trzej zakonnicy franciszkańscy. Madonna z rozchyloną szatą stała się wyjątkowo popularna w środkowych Włoszech (Umbria, Toskania, Marchia), choć już nie w Rzymie. Taki wizerunek zamawiały sobie zakony, kongregacje, gildie, książęta, zlecając mniej lub bardziej utalentowanym artystom, by wśród otoczonych cudowną materią znaleźli się najznamienitsi wpośród nich.

Z czasem miłosierdzie się demokratyzowało; pod płaszcz trafiali, obok papieży, biskupów i możnowładców, także przedstawiciele ludu. Rzecz ciekawa, że malutkie w średniowieczu postaci śmiertelników z czasem rosną, by w renesansie osiągnąć wzrost równy pani opiekunce. A u nas? Jak pisze w eseju towarzyszącym wystawie Piotr Krasny: „Na terenie Królestwa Polskiego bardzo trudno znaleźć przedstawienia Miłosiernej Marii, pod której płaszcz chronią się obok duchownych, także osoby świeckie”. Choć już u sąsiadujących z nami Krzyżaków uwzględniano w takich przypadkach wszelkie stany. Z wielkich twórców ten motyw wykorzystał m.in. El Greco (praca w Toledo) i de Zurbarán, ale najsłynniejszy pozostaje bez wątpienia ołtarz z Sansepolcro autorstwa Piera della Francesci. To jedna z najbardziej nieodgadnionych Maryj w historii sztuki.

Na krakowskiej wystawie oczywiście owo dzieło pojawić się nie mogło, ale te, które są, także przyciągają uwagę. Większość pochodzi z XIV i XV w., a niektóre spośród nich to rozbudowane, pełne dramatyzmu opowieści. Oto na obrazie Barnaby da Modeny z 1375 r. anioły ślą na ludzi mrowie strzał symbolizujących zarazę. Część odbija się od płaszcza Panienki, efektownie się gnąc. Ale kto niefrasobliwie nie schował się pod kapotą, jest przegrany. Tych niedowiarków strzały celnie trafiają w głowy, serca, szyje, krew się leje.

Matka karmiąca

Niezwykle osobliwe jest XIV-wieczne dzieło anonimowego malarza z Marchii, na którym Maryja, rozchylając płaszcz, prezentuje dodatkowo otwarte łono (coś na wzór malarskiego USG) z nienarodzonym Jezuskiem. Z kolei na obrazach Boldo de Serafini i Nicolo di Liberatore zagniewana Matka Boża okłada pałką diabła, który porywa małe dziecko. Zwano ją Soccorso, czyli Wspomożycielką.

Sporą grupę stanowią na wystawie wizerunki „Marii Karmiącej” (Mariae Lactantis). Chronologicznie jednej z najstarszych – pojawiającej się w ikonografii już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Dlaczego miłosierna? Rozumowano następująco: skoro własnym mlekiem wykarmiła Jezusa, to ma szczególne prawa, by dopraszać się u niego o łaskę dla ludzi. Ów motyw, szczególnie popularny w malarstwie XIII i XIV w., praktycznie zaniknął po soborze trydenckim, na którym uznano, że nie godzi się Bożej Matki pokazywać z obnażoną piersią. To w tej części wystawy natrafimy na prace takich mistrzów, jak Hans Memling czy Lorenzo di Credi. Oraz na subtelne wariacje tematu jak Madonna della Tenerezza (Czuła), Madonna della Consolazione (Pocieszycielka) czy Madonna dell’Umiltà (Pokorna). Warto zagłębić się w te niuanse, bo pokazują one, jak bogata była dawna ikonografia tematu.

A kto woli coś nietypowego, ten z pewnością zatrzyma się przy pracy anonima z XV w. przedstawiającej Matkę Boską tryskającą z obu piersi strumieniami mleka na taplających się w błocie (symbol czyśćca) ludzi. Oj, miewali ongiś malarze wyobraźnię. Podobne osobliwe teologiczne wyjaśnienia towarzyszyły wizerunkowi Marii Czułej (Eleusa), czyli z miłością przytulającej do policzka małego Jezusa. Tłumaczono: skoro tak czuła była dla syna, to także czuła będzie dla ludzi, którzy czują się jej dziećmi. I uwieczniano. W Krakowie pokazano poświęconą Czułej m.in. terakotową rzeźbę Donatella, prace Luca i Andrei della Robbia oraz rysunek Andrei Mantegni.

Jest jeszcze na wystawie sala poświęcona pietom z – kto wie, czy nie największą atrakcją ekspozycji – kopią w skali 1:1 słynnej rzeźby Michała Anioła znajdującej się w Watykanie. A także kącik poświęcony Orantce, czyli Maryi modlącej się i wypraszającej u syna łaski i zmiłowania dla śmiertelnych. I znowu w kilku historycznie umocowanych wariantach: wznoszącej ręce ku niebu (najstarszy), krzyżującej je na piersiach lub splątanych w sposób najlepiej nam znany. Żyjący w XVII w. włoski artysta Giovanni Battista Salvi, zwany Sassoferrato, wręcz uczynił z Orantki swą malarską specjalność, malując ją w niezliczonych, bardzo sentymentalnych wersjach (na wystawie – trzy jego prace).

W kraju, w którym dewocyjny kult maryjny jest wyjątkowo silny, pożyteczna wydaje się próba pokazania, że jego artystyczna emanacja była niegdyś zróżnicowana daleko bardziej niż dziś. A jakość – znacznie powyżej dzisiejszego, najczęściej ocierającego się o kicz.

Polityka 25.2016 (3064) z dnia 14.06.2016; Kultura; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Madonna dla młodzieży"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną