Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Nieprzyzwoitość formy

Hanna Krall: Bohaterów i zdarzeń się nie zostawia

Hanna Krall Hanna Krall Filip Pawlak/Nowy Teatr
Pamiętam informację, że w jakiejś wsi pojawił się napis „Żydom do wsi wstęp wzbroniony”. I komentarz: „oto przykład godny naśladowania”. Czasami jest to strefa wolna od Żydów, czasami od LGBT – mówi Hanna Krall, której nowa książka „Synapsy Marii H.” ukaże się we wrześniu.
Wydawnictwo Literackie

JUSTYNA SOBOLEWSKA: – Zacznijmy od POLITYKI...
HANNA KRALL: – POLITYKA była jedynym miejscem w moim życiu, jedynym zespołem, o którym myślę „my”. Po studiach pracowałam w „Życiu Warszawy” i byli tam dziennikarze przedwojenni, o całe pokolenie starsi ode mnie. Po latach, w „Gazecie Wyborczej”, byli ludzie młodsi ode mnie o pokolenie. Tylko POLITYKA – to my byliśmy. To były moje sprawy, moje iluzje, moje rozczarowania, moje utrapienia, moje zmagania z cenzurą. I odchodzenie z POLITYKI w stanie wojennym – też „my”. Myśmy się naradzali, myśmy nie wiedzieli, co robić, płakaliśmy, że trzeba odejść, i płakaliśmy na myśl, że zostajemy. Od 1966 r. pisałam do POLITYKI korespondencje z Moskwy. Miałam szczęście, że byłam wtedy w Moskwie, bo ominął mnie polski Marzec.

Polityka 37.2020 (3278) z dnia 08.09.2020; Kultura; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Nieprzyzwoitość formy"
Reklama