Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Król festynów

Król festynów, czyli Elvis według Luhrmanna

Austin Butler jako Elvis Presley w filmie Buza Luhrmanna. Austin Butler jako Elvis Presley w filmie Buza Luhrmanna. Warner Bros.
„Elvis”, historia kariery najsłynniejszego w dziejach piosenkarza rock’n’rollowego opowiadana z perspektywy jego menedżera, „Pułkownika” Toma Parkera, wpisuje się w tendencję ugrzeczniania wizerunków gwiazd.
Kadr z filmu „Elvis”Warner Bros. Kadr z filmu „Elvis”

Film Baza Luhrmanna, australijskiego reżysera słynącego z zamiłowania do stylistycznej przesady („Moulin Rouge!”), chyba nie rości sobie pretensji do rangi dzieła biograficznego odkrywającego nieznane epizody z życia bohatera czy choćby pokazania go w jakiś oryginalny sposób. Chwyt polegający na uczynieniu narratorem cynicznego i powszechnie nielubianego impresaria nie wnosi właściwie żadnej nowej wiedzy do tego, co „od zawsze” wiadomo o Elvisie Presleyu. No może poza sceną, kiedy Parker, wspominając występ 19-letniego Elvisa na lokalnym festynie, mówi: „To był najlepszy festynowy popis, jaki widziałem”. Otóż to! Początki kariery Presleya kojarzymy najchętniej z nagraną przezeń w 1953 r. amatorską płytką z dwiema piosenkami dedykowanymi mamie z okazji jej urodzin, ale przecież nie z festynami. Biografowie Elvisa, owszem, wspominali o jego okazjonalnych występach na zabawach tanecznych dla młodzieży, co wydawało się oczywiste w przypadku przyszłej gwiazdy rock’n’rolla, ale festyn z kowbojami, grillem i piosenkami w stylu country and western zupełnie do tego nie pasuje.

A przecież festyny w Missisipi, gdzie Elvis zaczynał, były imprezami, na których grało się głównie country i gdzie generalnie dominował gust niewybrednych białych farmerów tudzież właścicieli małomiasteczkowych biznesów – stacji benzynowych, warsztatów samochodowych, salonów fryzjerskich i niewielkich sklepów z mydłem i powidłem. Z pewnością nie była to publika, która mogłaby się zachwycić jakimikolwiek wpływami czarnej muzyki w jakichkolwiek przebojach młodzieżowych. A te właśnie wpływy łatwo dawały się odkryć w znanych już wtedy utworach Billa Haleya, jednego z pierwszych wykonawców rock’n’rolla, starszego od Elvisa o całą dekadę.

Polityka 26.2022 (3369) z dnia 21.06.2022; Kultura; s. 82
Oryginalny tytuł tekstu: "Król festynów"
Reklama