Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kultura

Uśmiech przyszłości

Lech Janerka dla „Polityki” po 18 latach przerwy: Pod czaszką mi się gotuje, ale trzymam dystans

Lech Janerka Lech Janerka Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl
Doradzałem, że jak ktoś z muzyków się bardzo interesuje polityką, powinien założyć partię. Posłuchał tylko Kukiz – opowiada Lech Janerka, muzyk, kompozytor, autor tekstów.
„Zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle jest sens robienia kolejnej płyty, aż zobaczyłem w internecie jakąś totalną manifestację gdzieś w Barcelonie...”.Krzysztof Zatycki/Forum „Zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle jest sens robienia kolejnej płyty, aż zobaczyłem w internecie jakąś totalną manifestację gdzieś w Barcelonie...”.

MIROSŁAW PĘCZAK: – Twoja nowa płyta „Gipsowy odlew falsyfikatu”, podobnie jak wydany właśnie album Rolling Stonesów, ukazuje się 18 lat po poprzedniej, a do światowych mediów dociera najnowsza piosenka Beatlesów. Przypadek, magia czy logiczna kolej rzeczy?
LECH JANERKA: – Podejrzana koincydencja. Jeżeli chodzi o Beatlesów, to pierwsza moja piosenka, debiut zespołu Klaus Mitffoch, doszła do 17. miejsca na liście Trójki. I „Love Me Do”, debiut Beatlesów, też w swoim czasie doszedł do 17. miejsca listy przebojów. I na tym podobieństwa się kończą, niestety, a może i stety.

Ale wpisujesz się w fenomen długiego trwania, trochę jak Stonesi, chociaż Jagger jest od ciebie starszy.
Podkreśliłbym przy tym, że inaczej niż Jagger muzyką zacząłem się zajmować na poważnie późno, bo w wieku 30 lat. A Jagger faktycznie jest ode mnie starszy o 10 lat.

Dlaczego na twój nowy album musieliśmy czekać aż 18 lat?
Po prostu w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że dosyć już tego dobrego, dosyć tych presji typu dwie płyty rocznie albo płyta co rok… Nie ma obowiązku nagrywania płyt, nigdy też nie miałem takiego kontraktu, który by mnie poganiał. Zespół koncertował, nie za gęsto, w takim naturalnym dla siebie tempie, piosenki się zbierały. Przyszedł taki moment, że mieliśmy tych piosenek wystarczająco dużo, żeby z tego zrobić płytę, no więc wysyłałem producentowi Bartkowi Straburzyńskiemu, który jest jednocześnie gitarzystą, z którym pracuję, pomysły – zazwyczaj to była wiolonczela, trochę basu, głos, czasami szczątki harmonii. No i on mi odsyłał via internet wyprodukowaną piosenkę, ja się temu przysłuchiwałem, kiedy widziałem w tym coś fajnego, robiłem lekkie modyfikacje… Właściwie karaoke do całej płyty, czyli podkłady, były gotowe po dwóch miesiącach.

Polityka 48.2023 (3441) z dnia 21.11.2023; Kultura; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Uśmiech przyszłości"
Reklama