Film

Nieumarli z gorąca

Recenzja filmu: „Truposze nie umierają”, reż. Jim Jarmusch

„Truposze nie umierają”, reż. Jim Jarmusch „Truposze nie umierają”, reż. Jim Jarmusch LMK / BEW
Mistrz ponowoczesnej narracji powraca do tematu rozczarowania, śmierci i upiornej rzeczywistości, z której nie ma innej ucieczki, jak tylko poprzez jej zniszczenie.

Niestety tym razem wraca w formie mało jak na siebie błyskotliwej komedii z wyraźnie politycznym przesłaniem, uderzającym w Amerykę Trumpa i opakowanym w dość kiczowatą formę horroru o umarłych powstających z grobu. Wędrowcom po Jarmuschowej ziemi jałowej zabraknie w tym filmie finezji i poezji, ale oszukani poczują się także widzowie nastawieni bardziej rozrywkowo.

Bohaterami, jak to u Jarmuscha, są dziwacy zamieszkujący niewielką, senną mieścinę – cmentarzysko z domem pogrzebowym przy głównej ulicy i opustoszałym barem – usytuowaną w sercu odstręczającej krainy o nieprzypadkowej nazwie Centerville. Smętne Centerville to kumulacja wszystkiego, czego Jarmusch nie znosi: siedlisko pijaków, hipsterów i rasistów. Jeden z nich, grany przez Steve’a Buscemiego, nosi czerwoną czapeczkę z hasłem prezydenckiej kampanii Trumpa „Uczyńmy Amerykę znowu wielką”. Zaglądając w oczy czarnoskóremu sąsiadowi, skarży się, że „kawa jest za czarna”. Jedyny pies w tym towarzystwie wabi się Rumsfeld – od nazwiska sekretarza obrony USA w gabinecie prezydenta George’a W. Busha, odpowiedzialnego za wojnę w Iraku.

Pojawiają się też grube aluzje do kultu „Gwiezdnych wojen”, wyśmiane zostają opowieści science fiction o kosmitach, przywołana niby tajemnicza sceneria dreszczowców („Nosferatu”, może nawet „Psychoza”). Większość negatywnych odniesień dotyczy oczywiście „Nocy żywych trupów” George’a Romero z 1968 r. – klasycznej pozycji kina gatunkowego, która wprowadziła zombie na salony. A Jarmusch starannie konwencję tego filmu powtarza, delikatnie ją modyfikując w kierunku niezbyt niestety odkrywczej, postmodernistycznej metafory upadku cywilizacji Zachodu początku XXI w. Umarli w filmie Jarmuscha powstają z grobów na skutek ocieplenia klimatu i zmiany prędkości poruszania się Ziemi wokół własnej osi. Naturalnie jest to żart, jednak Jarmusch opowiada go na swój ponuracki i tym razem mało wysublimowany sposób, mrugając do widza i co rusz wysyłając sygnały, że równolegle toczy się gra na innym, wyższym poziomie.

Truposze nie umierają (Dead Don’t Die), reż. Jim Jarmusch, prod. USA, 103 min

Polityka 30.2019 (3220) z dnia 23.07.2019; Afisz. Premiery; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Nieumarli z gorąca"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną