Recenzja filmu: „Diabeł ubiera się u Prady 2”, reż. David Frankel
Wypolerowany na pełny połysk „Diabeł 2” niczego nie pali ani nie oświetla, ale wciąż ładnie wygląda.
Wypolerowany na pełny połysk „Diabeł 2” niczego nie pali ani nie oświetla, ale wciąż ładnie wygląda.
Jeśli ktoś wyjdzie z kina z myślą, że niczego nowego się o Michaelu Jacksonie nie dowiedział – o to mogło chodzić realizatorom najnowszego, gładkiego, płaskiego i nijakiego filmu o gwieździe.
Wiele scen czerpie dynamikę z poetyckich fantazji, w których wyczuwa się lepką atmosferę rodzącego się pożądania lub dziecięcych lęków, co skutkuje olśniewającymi, a niekiedy trudnymi do wytrzymania obrazami.
Zendaya i Robert Pattinson nie pierwszy raz udowadniają, że należą do najbardziej utalentowanych gwiazd swojego pokolenia.
Pięknie sfilmowany obraz ma w sobie melancholijny urok staroświeckiego romansu.
Pełen rozmachu film w bezpretensjonalny sposób mówi o chorobie, na jaką zapadła Brazylia, ale też o świecie często zapominającym o swoich winach.
Sercem intymnego, wizjonerskiego dramatu rodzinnego osadzonego w dystopijnym mieście we Francji jest tajemniczy wirus przypominający AIDS, który zamienia swoje ofiary w marmurowe posągi.
Mądre, empatyczne kino z dojrzałymi kreacjami młodych aktorów, bez łatwych diagnoz.
Desperacja podszyta rozpaczą rzadko bywa tak atrakcyjna w oglądaniu.
Efektowne pojedynki oraz jaskinie pełne pułapek, jakich nie powstydziłby się Kevin sam w domu, to cokolwiek za mało, żeby odświeżyć gatunek pirackiego kina starej przygody.
Film o obsesji kontroli, „Dobry chłopiec” drażni i rodzi wiele pytań, poczynając od starego jak świat: „Czy cel uświęca środki?”.
Solidny, intelektualny thriller, którego stawką jest nie tylko honor i godność, ale i przyszłość ojczyzny oraz Europy.
Mistrzowska reżyseria, wybitne aktorstwo, świetnie puentująca emocje muzyka Hani Rani złożyły się na jeden z najpiękniejszych filmów sezonu.
W czasach politycznego zamętu potrzebujemy czasem pozytywnych bodźców, ale ten film budzi jedynie irytację.
Powiedzieć, że ten film jest miejscami gorzko zabawny, to nic nie powiedzieć.
Minimalistyczna tragikomedia o rozliczaniu irańskiej dyktatury ma wymiar ponadczasowego moralitetu.
Efekt jest do przewidzenia – po wyjściu z kina amnezja gwarantowana.
Jeśli ktokolwiek jeszcze wierzy, że w Ameryce prawa człowieka są szanowane, a demokracja kwitnie, obejrzawszy ten film, przestanie mieć złudzenia.
Intymny dramat osnuty wokół nierozwiązywalnych dylematów wygląda, jakby był syntezą dotychczasowego dorobku autora „Wielkiego piękna”.
Nieczęsto można zobaczyć, jak jedna z największych aktorek brytyjskich strzela do ludzi zamienionych w potwory przez toksyczne grzyby.