Recenzja książki: Dorota Karaś, „Cybulski. Podwójne salto”

Diament w popiele
Bohater „Podwójnego salta” to postać wewnętrznie skomplikowana i tragiczna. Urodzony społecznik, który wybrał najbardziej egoistyczny zawód na świecie.
materiały prasowe

Wpadł pod koła pociągu ruszającego o godz. 4.20 z wrocławskiego dworca w kierunku Warszawy. Od tragicznego 8 stycznia 1967 r. minie wkrótce 50 lat. W historii kina to epoka, a przecież Zbigniew Cybulski wciąż pozostaje największym aktorem, jakiego stworzyła polska kinematografia, czego efektem są opracowania poświęcone jego fenomenowi. Kolejne trafia właśnie na księgarskie półki. Powiedzmy od razu, „Cybulski. Podwójne salto” to książka znakomita, autorka łączy bowiem dwie cechy wcale nie tak często występujące razem – pisarski talent i ogromną pracowitość. Jeżeli komuś wydawało się (jak niżej podpisanemu), że dużo wie o aktorze, po przeczytaniu dzieła Doroty Karaś przyzna, że jego wiedza była co najmniej niekompletna. Autorka postanowiła pokazać „całego Cybulskiego”, także te rozdziały z jego życiorysu, które dotychczas były pomijane, choćby lata dzieciństwa (urodził się w majątku Kniaże na Kresach). Wreszcie dowiemy się też, jaki rodzaj pokrewieństwa łączył aktora z generałem Jaruzelskim (który zresztą też nosił ciemne okulary, choć z innych powodów i co innego one znaczyły).

Bohater „Podwójnego salta” to postać wewnętrznie skomplikowana i tragiczna. Urodzony społecznik, który wybrał najbardziej egoistyczny zawód na świecie. Podziwiany amant, który nie pokazywał się na plaży bez szlafroka, ponieważ miał kompleks krótkich nóg i wielkiego tyłka. Wierny katolickiej tradycji i jednocześnie lekceważący przynajmniej kilka przykazań. Otoczony gromadą wielbicieli, lecz coraz bardziej samotny. Człowiek sukcesu, który pod koniec życia, a zginął, mając lat niespełna czterdzieści, pogrążał się w poczuciu życiowej klęski. Nie zagrał w filmach, w których widział siebie (np. w „Lalce”), zapominali o nim reżyserzy, którym wcześniej dał siebie w prezencie, krytycy drwili z jego mniej znaczących ról, pisząc, że znowu chciał zagrać tak jak w „Popiele i diamencie”. Dramat Cybulskiego polegał w istocie na tym – co wynika także z książki Karaś – iż on nie był wcale Maćkiem Chełmickim. To Maciek Chełmicki był nim.

Dorota Karaś, Cybulski. Podwójne salto, Wydawnictwo Znak, s. 414

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną