Recenzja książki: Robert Macfarlane, „Czy rzeka żyje?”
Po górach, podziemiach i bezdrożach, opisywanych w poprzednich książkach przez angielskiego klasyka literatury przyrodniczej Roberta Macfarlane’a, przyszedł wreszcie czas na rzeki.
Po górach, podziemiach i bezdrożach, opisywanych w poprzednich książkach przez angielskiego klasyka literatury przyrodniczej Roberta Macfarlane’a, przyszedł wreszcie czas na rzeki.
Pisząc siedem lat temu „Czerwień”, autorka nie spodziewała się, że na prośbę wydawcy będzie to zaczątek „kolorowej” serii, a dwie jej części zostaną zekranizowane.
Wiele lat temu dostaliśmy jego opowiadania „Oto początek naszej historii” i „Chłopięce lata”, ale Tobias Wolff wciąż nie jest u nas tak znany, jak na to zasługuje.
Autor „Drogi krwi” jest jednym z tych, dzięki którym retrokryminał zdobył w Polsce olbrzymią popularność, i do dziś porusza się w ramach tego gatunku z zaiste profesorską pewnością.
Ta książka okazuje się opowieścią nie tylko o tym, do czego zdolny jest człowiek, ale też o tym, ile może zrobić wiersz.
Choć deliryczno-oniryczne Chicago spowija w książce mrok, to nie jest to rzeczywistość czarno-biała, nie ma złych i dobrych szeryfów.
Jak zawsze proza Wita Szostaka jest jednocześnie rzeką i muzyką.
Podobno nie ma przypadków, są tylko znaki, ale życie Istvána toczy się siłą rozpędu, a jego losy mocno zależą od tego, kogo akurat spotyka.
Powieść, początkowo rozwlekła, nabiera tempa, a na koniec już nie wiemy, czego się złapać.
Należy liczyć, że Jędrzej Malko dobrze zarobi na swojej historii pieniędzy, bo mu się to po prostu należy.
W wierszach pojawiają się bardzo subtelne nuty kontemplacyjne.
„Czarne Morze” nie udaje, że jest czymś więcej niż rozrywką, lecz przynajmniej to rozrywka naprawdę dobrze poukładana.
Wspaniała Kiran Desai długo kazała na siebie czekać.
Nie wiemy na pewno, co tu jest zmyśleniem, a co zostało wiernie odtworzone, ale wiemy, że wszystko jest prawdziwe.
W „Symultanie” Czubaj dał barwny i przekonujący portret miasta, w którym nadzieja miesza się z nieufnością i paranoją.
Gdy w lasach deszczowych Brazylii pojawiają się potężni przybysze, głodni ziemi, drogocennych minerałów, drewna i kauczuku, dochodzi do tragedii.
Niewielu jest twórców komiksowych, którzy z równą maestrią prostymi rysuneczkami potrafią oddać złożoność historii.
W Polsce czyta się to znakomicie. Również dlatego, że droga tzw. społecznego awansu wyglądała i czasem wciąż wygląda tu podobnie.
Jeszcze przed premierą wydawnictwo promowało nową książkę Wojciecha Chmielarza jako horror, lecz groza dawkowana jest tu oszczędnie.
Nikt nie pisze tak jak Wołodymyr Rafiejenko, ukraiński pisarz, autor „Najdłuższych czasów”, jednej z najciekawszych powieści ostatnich lat.