Książki

Reportaż jak horror

Recenzja książki: Alicja Lugen, „Tragedia na przełęczy Diatłowa. Historia bez końca”

materiały prasowe
Reportaż operujący faktami trzyma w napięciu jak horror.

To historia prawie tak głośna jak katastrofa reaktora w Czarnobylu, a na pewno bardziej zagadkowa. W styczniu 1959 r. grupa turystów, głównie studentów, wzięła udział w ekspedycji na szczyt Otorten w Uralu Północnym. Przy uczelniach działały sekcje turystyczne, szczyty zdobywano na wyścigi, co ambitniejsi zostawali kierownikami wypraw, ubiegając się o tytuł Mistrza Sportu ZSRR w Turystyce. O tym marzył Igor Diatłow, organizator ekspedycji na Otorten. A były to czasy niedokładnych map, ważących 40 kg podręcznych bagaży i nieprzetartych szlaków. Wytrzymałość fizyczna i lojalność wobec partii to był typowy repertuar cech młodego pokolenia. Dlatego nawet górska ekspedycja z formalnego punktu widzenia odbywała się na cześć zjazdu partii.

Alicja Lugen, Tragedia na przełęczy Diatłowa. Historia bez końca, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020, s. 280

Polityka 23.2020 (3264) z dnia 02.06.2020; Afisz. Premiery; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Reportaż jak horror"

Czytaj także

Kultura

Butelki z benzyną w formacie JPG, czyli sztuka protestu

Od kilkunastu lat chodzę na demonstracje dopominające się o prawa kobiet czy mniejszości. Grzecznie już było – mówi grafik Jarek Kubicki, twórca plakatów, które stały się wizualnymi symbolami obecnego protestu.

Jakub Knera
28.10.2020