Międzynarodowe Czytanie

Fragment książki: „Renesans psychodeliczny”

Współczesna psychiatria jest tam, gdzie medycyna ogólna znajdowała się jakieś sto lat temu.
materiały prasowe

Żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Można by wręcz rzec, że apokaliptycznych. Prawdopodobnie każde pokolenie jest przekonane co do wyjątkowości momentu, w którym żyje, ale trudno zaprzeczyć temu, że akurat teraz mierzymy się z kryzysami na niespotykaną wcześniej skalę: globalnym ociepleniem, międzykontynentalnymi waśniami religijnymi, niezmienną wizją zagrożenia nuklearnego, wojnami o ropę, wojnami o wodę, załamaniem systemu społecznego i możliwym upadkiem kapitalizmu w świetle nadchodzącego wielkiego światowego kryzysu finansowego. Połowa świata głoduje, podczas gdy druga połowa, znajdująca się o jedno kliknięcie myszki dalej, umiera z obżarstwa. Nie dałoby się tego wymyślić.

„Renesans psychodeliczny”materiały prasowe„Renesans psychodeliczny”

Nowe technologie stale bombardują nas bodźcami wpływającymi na naszą świadomość. Z jednej strony kurczy się nasz świat, z drugiej poszerza nasza percepcja. Obcujemy z coraz bardziej homogeniczną kulturą, namawiającą nas do tego, byśmy byli tacy sami. Jednocześnie wmawia się nam, że żyjemy w świecie powszechnej demokracji. Od niechcenia zmieniamy nasze statusy na Facebooku, kiedy archaiczni dyktatorzy ustępują miejsca kolejnym konkursom mody, erupcjom ksenofobii i wykluczenia funkcjonującym pod płaszczykiem symboli pozornego postępu.

W środku tego całego zamieszania znajduje się człowiek świata Zachodu: targany niepokojem, zepsuty kulturą masową, znudzony kolejnymi modami, przeciążony i pełen pytań na temat sensu życia. Liczy na to, że coś lub ktoś mu pomoże, jednak ani religia, ani polityka nie dostarczają mu gotowego rozwiązania. Zmuszony jest już raczej do szukania wielu rozwiązań na raz. Skoro nikt nie podsuwa mu recept na dręczące go problemy, co może zrobić jako jednostka?

[…] Tematem tej książki są substancje psychodeliczne. Żadna z nich nie sprawi, że wasze życie nagle przepełni się znaczeniem, lecz dzięki nim można uzyskać inny, bardziej twórczy obraz rzeczy i w świeższy sposób zmierzyć się z tymi samymi pytaniami, które nękają ludzkość od wieków.

Psychodeliki to znakomite narzędzia do mierzenia się z problemami. Taka jest właśnie istota doświadczenia psychodelicznego oraz miejsce tych substancji w ewolucji naszej kultury. Sam rdzeń doświadczenia psychodelicznego wypełnia bowiem pragnienie zgłębienia najbardziej podstawowych zagadnień dotyczących natury ludzkiej. Świetnie wyraża je tekst piosenki pewnego znanego zespołu psychodeliczno-folkowego: „Czym jest to, na co się składamy? I kim tak naprawdę jesteśmy?”. To podstawa duchowości – tego osobliwego elementu rozwiniętej świadomości, bez którego nie ma religii, mistycyzmu, antropologii, kultury i polityki, nie mówiąc już o neuronauce, dyscyplinie szczególnie nas interesującej w kontekście omawianych tutaj zagadnień. Wygląda więc na to, że można sporo się dowiedzieć dzięki tym prehistorycznym roślinom, zwierzętom i grzybom.

Jestem doktorem medycyny, szanuję zatem procedury naukowe i obiektywną metodologię badań. […] Żywię nadzieję, że dzięki tej książce moi czytelnicy przekonają się o dobroczynnym wpływie psychodelików na rozwój nauki i medycyny. Przy tej okazji muszę zastosować cudzysłów, ponieważ moje badania nad rolą psychodelików w medycynie uzmysłowiły mi kilka niemiłych faktów dotyczących stanu, w jakim znajduje się obecnie „nauka”.

Współczesna psychiatria jest bowiem tam, gdzie medycyna ogólna znajdowała się jakieś sto lat temu. Pod koniec dziewiętnastego wieku notowano masowy pomór w związku z licznymi epidemiami, nie znano bowiem antybiotyków. Nasza wiedza na temat ospy, szkorbutu i różnych pooperacyjnych infekcji była co prawda imponująca, jednak nie wiedzieliśmy jak zaradzić tym poszczególnym plagom. Wszystko to uległo radykalnej zmianie wraz z wynalezieniem antybiotyków. Po raz pierwszy w dziejach ludzkości zaczęliśmy wygrywać ze stanami chorobowymi.

W podobnej sytuacji znajduje się współczesna psychiatria. Jesteśmy ekspertami od diagnozy, klasyfikacji i kategoryzacji chorób umysłowych. Wiemy, że traumy przeżyte w dzieciństwie odpowiadają za większość zaburzeń. Ale nie potrafimy ich leczyć nawet za pomocą najskuteczniejszych dostępnych nam narzędzi. Jedyne, co mamy, to zestaw medykamentów przeciwobjawowych: antydepresantów, stabilizatorów nastroju, antypsychotyków i hipnotyków. Wszystkie te substancje jedynie maskują symptomy, nie docierając do samego rdzenia problemów psychicznych. Nie pomagają uporać się z traumą. Jedyna z nich korzyść to zysk ekonomiczny. Współczesna psychiatria przypomina więc opiekę paliatywną – koi zamiast leczyć.

Czemu tak się dzieje? Odpowiedź jest stosunkowo prosta: przez wiele lat nie dysponowaliśmy środkami umożliwiającymi mierzenie się z niemiłymi wspomnieniami, ale obecnie już je mamy. Są nimi psychodeliki. Dzięki tym potężnym substancjom pacjenci mogą docierać do samego rdzenia swych problemów psychicznych i rozwiązywać je w stosunkowo bezpiecznych warunkach. Psychodeliki mogą więc odegrać podobną rolę w przywracaniu zdrowia psychicznego jednostek, jaką dawniej pełniły w medycynie antybiotyki. Jeśli współczesna psychiatria wykorzysta tę szansę, będziemy mieć do czynienia z renesansem psychodelicznym.

Ben Sessa, Renesans psychodeliczny, przeł. Maciej Czuchra i Dariusz Misiuna, Okultura

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Olimpiada inna niż wszystkie

Potwierdza się reguła: drugi tydzień olimpijskiej rywalizacji jest dla Polaków bardziej udany niż pierwszy. Ale wiele wskazuje na to, że do niedużej średniej jedenastu medali z poprzednich igrzysk tym razem nie dociągniemy.

Marcin Piątek
03.08.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną