Ludzie i style

Madka Polka

Roszczeniowe matki

Madka to „kobieta wykorzystująca fakt posiadania dzieci do roszczeń socjalnych i prób podniesienia statusu społecznego; często odznaczająca się prowincjonalnością, brakiem kultury osobistej i aktywnym uczestnictwem na forach internetowych”. Madka to „kobieta wykorzystująca fakt posiadania dzieci do roszczeń socjalnych i prób podniesienia statusu społecznego; często odznaczająca się prowincjonalnością, brakiem kultury osobistej i aktywnym uczestnictwem na forach internetowych”. Mirosław Gryń / Polityka
Internet opanowały wyśmiewane figury „madek” i ich „bombelków”. Czy to powszechny hejt na macierzyństwo, czy może obraz socjologiczny dzisiejszej Polski?
Kto jest odpowiedzialny za konflikt, w którym głównymi bohaterkami są matki? Prowokują obie strony.Mirosław Gryń/Polityka Kto jest odpowiedzialny za konflikt, w którym głównymi bohaterkami są matki? Prowokują obie strony.

Artykuł w wersji audio

Chce dostać coś za darmo, nagminnie i bez refleksji dzieli się zdjęciami swoich dzieci w sieci, a osoby bezdzietne traktuje jak wrogów – to krótka definicja „madki”. Figury popularnej w sieci, która do realnego świata trafiła, gdy w przestrzeni publicznej zaczęto wyznaczać „strefy wolne od dzieci”. Czyli niedostępne dla jej „bombelków”.

Chodzi o głośną sprawę poznańskiej restauracji Parma i Rukola (a potem kolejnego lokalu w tym samym mieście, Papavero), która ogłosiła, że nie chce już gościć u siebie rodzin z dziećmi poniżej 6. roku życia, ponieważ poprzednie wizyty nierzadko wiązały się ze szkodami. Z kolei właściciele warszawskiego Viet Street Food zdecydowali się z podobnych powodów zlikwidować „kącik dziecięcy”.

– Kiedyś miejsca przestrzeni publicznej – kawiarnie, teatry, filharmonie – należały do dorosłych. Nie zabierało się zwykle dzieci do restauracji, a jeśli tak się zdarzyło, to one siedziały na baczność. Teraz dzieci są wszędzie. I to dobrze, bo dzięki temu mamy nie są uwięzione w domu – mówi Edyta Broda, autorka książki „Szczerze o życiu bez dzieci” i bloga bezdzietnik.pl, gdzie opisuje swoje życie i poglądy jako kobieta, która świadomie zrezygnowała z macierzyństwa. Sugeruje, że jeśli ktoś chce stworzyć miejsce do pracy i skupienia, to lepiej już zapraszać dorosłych poszukujących ciszy, a nie wypraszać dzieci.

Nawet jeśli – jak twierdzi autorka bezdzietnik.pl – nie jest to jeszcze konflikt na linii dzietni–bezdzietni, to nie wszystkim łatwo jest zaakceptować mamy i ich pociechy we wspólnej przestrzeni. Matkom obrywa się ostatnio częściej i mocniej. Stąd właśnie to nowe pojęcie, które ma oddawać niechęć do tej grupy społecznej: „madka”.

Szalona matka

Określenie „madka” doczekało się już definicji Obserwatorium Językowego Uniwersytetu Warszawskiego: „kobieta wykorzystująca fakt posiadania dzieci do roszczeń socjalnych i prób podniesienia statusu społecznego; często odznaczająca się prowincjonalnością, brakiem kultury osobistej i aktywnym uczestnictwem na forach internetowych”. Samo słowo powstało z połączenia dwóch innych – „matka” i angielskiego „mad” (szalona, wściekła, wkurzona). – To kobiety, które urodziły dziecko i straciły dystans do rzeczywistości. Myślą, że jest ono pępkiem świata. Oczywiście, że mój syn jest dla mniej najważniejszy, ale moim zadaniem jako matki jest wprowadzić w życie osobę, która będzie umiała zachować się wśród innych, szanując ich pracę, ich potrzeby, wybory – twierdzi Magda Grzebyk, autorka bloga Krytyka Kulinarna i prywatnie mama, która – jak sama mówi – urodziła późno jak na polskie standardy, bo w wieku 37 lat.

Roszczeniowość „madek” łączy się z modami na inne językowe konstrukcje: „mam horom curke” i „dej”, wyśmiewające internetowe próby wyłudzania za darmo różnych przedmiotów na litość: „na samotną matkę” albo „na chore dzieci”, które bywały zwykłą próbą oszustwa. Ale nie bez znaczenia dla wzrostu popularności „madek” jest system 500+. – Polityka państwa wzmacnia napięcia. Nie tylko 500+, ale pomysł na podatek od singla, czyli tzw. bykowe. To jest jasny sygnał, że posiadanie dzieci jest lepsze niż nieposiadanie. Zwłaszcza jeśli pojawiają się pomysły, żeby karać za brak dzieci – mówi dr Marta Bierca, socjolożka z Uniwersytetu SWPS, zajmująca się m.in. badaniem macierzyństwa i ojcostwa.

– Stereotyp, że kobieta powinna jak najszybciej urodzić i mieć dzieci, bo dopiero wtedy będzie prawdziwą kobietą, jest silny kulturowo. Również politycy chcą nakierować uwagę społeczeństwa na to, jak powinna wyglądać prawdziwa polska rodzina, niekiedy agresywnie odnosząc się do tych, którzy w tym schemacie się nie mieszczą – wyjaśnia dr Jakub Kuś, psycholog z SWPS, zajmujący się zjawiskiem agresji internetowej. „Madkom” zarzuca się wykorzystywanie wsparcia państwa, tzw. socjalu, który uzyskują, rodząc kolejne dzieci, a same „madki” uważają, że osoby bezdzietne, od których nie udaje im się uzyskać pomocy, to „lambadziarze” (od hitu „Lambada” z końcówki lat 80.) i „unikający odpowiedzialności wygodniccy”.

Czy to już hejt?

„Madce” zwykle towarzyszą „tateł” i „bombelek”. Warto zwrócić uwagę, że dwa ostatnie słowa nie budzą już tak negatywnych konotacji jak pojęcie przypisane mamom. „Tateł”, czyli ojciec, kojarzy się z „piesełem” (seria memów, których bohaterem jest pies rasy Akita), a więc kimś poczciwym, nieprzesadnie rozgarniętym, kto nie do końca zawsze czuje się dobrze w powierzonej mu roli. Z kolei „bombelek” – jak możemy przeczytać na Nonsensopedii – to pieszczotliwe określenie potomka, zniekształcone przez „madki” stojące na bakier z poprawną polszczyzną. Nonsensopedia w wyśmiewaniu idzie dalej: możemy się tu dowiedzieć, że ciąża to „bombolica” i jest dla „madki” ósmym cudem świata, a dziecko najlepiej nazwać imieniem Brajan lub Dżesika. Ponadto „madka” poluje na słodziaki w Biedronce i cierpi często na „pieluszkowe zapalenie mózgu”, czyli „zaburzenia pracy mózgu kobiet wynikające z natłoku informacji o wychowywaniu niemowlaków pochodzących z gazetek dla matek, portali społecznościowych, forów internetowych i od innych chorych kobiet”. A wszelkie niepowodzenia wynagradza jej „uśmiech bombelka”.

Czy język, którego używamy w związku z tym zjawiskiem i samo określenie „madka”, to jeszcze satyra czy może już hejt? – Internet lubi się „nabijać” ze wszystkiego, z czego tylko może. Zjawisko „madek” jest więc kolejnym obszarem, w którym internauci tworzą różne memy zaczerpnięte najczęściej z życia codziennego. Wydaje mi się, że w rzeczywistości tylko część tego może być uznana za hejt – mówi dr Jakub Kuś. Edyta Broda widzi w tym jednak język nienawiści: – Sądzę, że nie powinniśmy wprowadzać takiej ostrej granicy pomiędzy doświadczeniem matek a niematek, aby nie dzielić kobiet. Jestem feministką, chciałabym, żeby kobiety były solidarne. Matki są łatwym celem, społeczeństwo zawsze ma im coś za złe. A mówiąc „madka”, zwalniamy się z empatii. Nie musimy zastanawiać się, co ta konkretna kobieta czuje, z czym się boryka, bo to tylko „madka” – tłumaczy.

Krytykowana przez Brodę postawa pojawiała się już wcześniej w przestrzeni publicznej – choćby wtedy, gdy prof. Zbigniew Mikołejko w felietonie dla „Wysokich Obcasów” opisał pewien rodzaj uciążliwych dla otoczenia matek słowem „wózkowe”.

Granica pomiędzy ironią, satyrą a hejtem jest bardzo cienka i trudna do wychwycenia, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że internet w dużej mierze tworzony jest przez „pokolenie beki”, wyśmiewające wszystko i wszystkich. To sprawia, że czasem nie sposób jest też odróżnić, co jest prawdziwym postem „madki”, a co podszywaniem się, trollingiem. Przykłady? Kiedy ostatnio panowała moda wśród mam na zwiększenie udziału żelaza w codziennej diecie, ktoś rzucił pomysł na nadziewanie jabłka gwoździami, potem ich wyjmowanie, a na końcu zjadanie… jabłka już bogatego w żelazo, dzięki temu, że „przegryzło” się z gwoźdźmi.

Internet nie zapomina

Permanentny lęk o dzieci bywa silniejszy niż trzeźwa ocena sytuacji. Wielu rodziców nie ma świadomości tego, że chcąc dla dzieci jak najlepiej, mogą im wyrządzić krzywdę. Choćby publikując fotografie ich narządów intymnych albo dziecięcych kupek – i pytając w sieci innych użytkowników, czy wszystko z nimi w porządku. Sharenting, czyli dzielenie się w internecie zdjęciami czy filmami z wizerunkiem swoich pociech i informacjami o nich, to bardzo częsta praktyka wśród rodziców. Jak wynika z pierwszego raportu w Polsce na temat wizerunku dzieci w internecie przeprowadzonego na zlecenie Clue PR w 2019 r., zjawisko dotyczy ponad jednej trzeciej polskich rodziców. A zaledwie 25 proc. tych, którzy takie materiały publikują, pyta swoje potomstwo (o ile ich wiek na to pozwala) przed publikacją materiału z ich podobizną o zgodę. – Internet nie zapomina, a dzieciaki potrafią być bezlitosne. Niektóre mogą ponieść konsekwencje tego, że mama dzieli się zbyt otwarcie ich prywatnością – przestrzega Magda Grzebyk.

Z drugiej strony matki narażone są na ciągłe komentarze i oceny płynące zewsząd. – Kobieta powinna pracować, bo kiedy nie pracuje, jest wygodna i leniwa. Powinna też opiekować się dzieckiem, bo to jej obowiązek jako matki Polki, ale i dbać o dom, bo taka jest przecież jej rola. Oczekiwania wobec matek są bardzo wysokie – kwituje dr Bierca. – Kobiety są surowiej oceniane niż mężczyźni, a to ma przełożenie na postrzeganie matek i ojców w społeczeństwie – dodaje Edyta Broda. Stąd skrajne oceny: matka w ocenie innych jest albo za bardzo przejęta swoim macierzyństwem, albo je lekceważy.

Bogaty już słowniczek zjawiska można więc uzupełnić o jeszcze jedno określenie: mom-shaming. Oznacza ono – jak wyjaśnia Alicja Wysocka-Świtała, partner zarządzający firmy badawczej Clue PR – poddawanie matek krytycznej ocenie, głównie w sieci: – Może przybierać różne formy, od pozornie troskliwych pytań o to, czy dziecku uwiecznionemu na zdjęciu nie jest zimno bez czapki, po obraźliwe komentarze pod zdjęciem karmiącej matki. Trend jest tak naprawdę odbiciem spotykanej w tzw. realnym życiu tendencji do udzielania młodym matkom rad i pouczeń przez inne matki i niematki, teściowe, siostry i koleżanki. Częste są uwagi odnośnie do metody i długości karmienia dziecka, z naciskiem na karmienie piersią, sposobu ubierania dzieci, zostawiania ich pod opieką osób trzecich, ale również zbyt szybkiego lub zbyt wolnego powrotu lub braku powrotu do tzw. formy po urodzeniu dziecka. Matki są dla siebie nawzajem często najsurowszymi sędziami.

O prawa matek

Kto jest w takim razie odpowiedzialny za konflikt, w którym głównymi bohaterkami są matki? Prowokują obie strony. Same matki, jeśli uważają, że należy im się taryfa ulgowa z uwagi na sam fakt posiadania dziecka i kwitując jego wszystkie poczynania, nawet te nieakceptowalne dla innych, słowami „przecież to tylko dziecko”. Z kolei osoby bezdzietne nie chcą zrozumieć potrzeb rodziców, tracą szybko cierpliwość wobec dzieci oraz utożsamiają brak potomstwa z wolnością i unikaniem patriarchatu, co krzywdzi tę drugą stronę, bo ustawia ją w pozycji – matka znaczy gorsza. Punktem zapalnym jest twierdzenie, że nieposiadanie dzieci to nieodpowiedzialność, bo „na starość nikt nam szklanki wody nie poda”. A w sferze konfliktu mamy jeszcze kwestie szczepień czy karmienia piersią w miejscach publicznych. Myślenie o kobietach w kategorii „madki” pogłębia różnice społeczne w Polsce i jest – według dr Biercy – przejawem klasizmu. To pojęcie zresztą można postawić obok takich wzmacniających stereotypy internetowych określeń na różne grupy, jak „janusze”, „grażyny”, „sebixy” czy „karyny”.

„Madka” – jak mówi dr Bierca – to jednak w pewnym sensie postawa nowoczesna. – Matki zdały sobie sprawę ze swoich praw i się ich domagają – chcą być w przestrzeni publicznej, chcą wynagrodzenia za rolę, którą pełnią, ale z drugiej strony, jeśli przyjrzeć się temu, jak one to macierzyństwo praktykują, to wyłania nam się z tego taka „matka Polka do kwadratu” – dodaje. Rozładować napięcia można w prosty sposób: wystarczy nie sprowadzać matki do jednej roli. Z perspektywy samych matek – zwracać uwagę na inne sfery życia, takie jak hobby czy praca. Internet lubi stygmatyzować i przejaskrawiać. A my bardzo lubimy mu w tym pomagać.

***

Autorka jest redaktor prowadzącą Rozrywka.Blog.

Polityka 48.2019 (3238) z dnia 26.11.2019; Ludzie i style; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Madka Polka"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zofia Posmysz – nikt w taki sposób jak ona nie napisał o Auschwitz

Te książki najlepiej czytać razem: wywiad rzekę z Zofią Posmysz „Królestwo za mgłą” i jej wznowioną powieść – arcydzieło „Wakacje nad Adriatykiem”.

Justyna Sobolewska
14.02.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną