Pan samolocik opowiada

Z głową w chmurach
Rozmowa z inż. Andrzejem Frydrychewiczem, konstruktorem samolotów, o tym, dlaczego łatwiej jest pokonać opór powietrza niż ludzi
Andrzej Frydrychewicz, autor najlepszych powojennych polskich konstrukcji lotniczych.
Tadeusz Późniak/Polityka

Andrzej Frydrychewicz, autor najlepszych powojennych polskich konstrukcji lotniczych.

Marcin Rotkiewicz: – Ten rysunek za panem to chyba projekt samolotu bezzałogowego?
Andrzej Frydrychewicz: – Tak, przygotowujemy na Politechnice Warszawskiej całą rodzinę takich maszyn.

Dla armii?
Raczej dla Straży Granicznej, służb morskich – aby kontrolować, czy statki nie wylewają czegoś do morza, jak również do patrolowania lasów, rurociągów i monitorowania linii wysokiego napięcia. Samoloty te będą mogły latać 20 godzin bez przerwy. Mamy już chętnych na ich produkcję.

Polskie wojsko interesuje się tymi projektami?
Nie bardzo. Woli kupować za granicą. Najlepsi pod tym względem są Izraelczycy. Postawili na samoloty bezzałogowe już w latach 70., zwłaszcza na rozwój elektroniki do nich. Produkują całą gamę świetnych maszyn: od małych, rozpoznawczych, wyrzucanych z ręki przez żołnierza i wyposażonych w kamerę (używano ich m.in. podczas wojny w Zatoce Perskiej), po duże, uzbrojone w rakiety.

Byłby pan w stanie zaprojektować coś konkurencyjnego?
Oczywiście. Mam tu rysunek samolotu o udźwigu 70 kg. To odpowiednik amerykańsko-izraelskiego Huntera, którego kilka sztuk nasze wojsko kupiło dla misji w Afganistanie.

A moglibyśmy wyprodukować takie bezzałogowe samoloty jak Predator, używany przez Amerykanów od Bałkanów po Afganistan?

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną