Wały na Ropie
W warownej Trzcinicy koło Jasła, w skansenie Karpacka Troja można będzie zobaczyć, dotknąć, posmakować – a wkrótce też powąchać – przeszłość tej ziemi.
W trzcinickim grodzie mieszkano juz na początku epoki brązu
Muzeum Pokarpackie w Krośnie

W trzcinickim grodzie mieszkano juz na początku epoki brązu

Wśród 90 tys. znalezisk trzcinickich dominują wyroby ceramiczne.
Muzeum Pokarpackie w Krośnie

Wśród 90 tys. znalezisk trzcinickich dominują wyroby ceramiczne.

Skansen miał być otwarty w ubiegłym roku, ale powódź wyrządziła szkody, których usuwanie trwało rok.
Bartosz Nowacki/Polityka

Skansen miał być otwarty w ubiegłym roku, ale powódź wyrządziła szkody, których usuwanie trwało rok.

Srebrne okucie pochwy miecza. Jedno z bardziej cennych znalezisk.
Muzeum Pokarpackie w Krośnie

Srebrne okucie pochwy miecza. Jedno z bardziej cennych znalezisk.

Czekan z brązu.
Muzeum Pokarpackie w Krośnie

Czekan z brązu.

Przed wrogami i dzikimi zwierzętami człowiek chował się za płotami, wałami i murami. Tam gdzie było płasko, musiały one być wyjątkowo mocne i wysokie, ale są miejsca – wysokie góry, wyspy czy cyple – naturalnie nadające się do takich umocnień. Jedno z najstarszych założeń obronnych w Polsce zbudowano w Trzcinicy koło Jasła na cyplu wcinającym się w dolinę rzeki Ropy. Nie można było znaleźć w okolicy lepszego miejsca na założenie osady – tylko od południa na szczyt wzgórza prowadziła wygodna droga, a z góry widać było rozciągającą się u jego podnóża rozległą równinę.

O tym, że ludzie umacniali wzgórze w przeszłości, wiedziano od dawna, bo zarysy wałów były bardzo wyraźne. Ponieważ jednak nie zachowały się żadne teksty mówiące o trzcinickim grodzie, nikt nie wiedział, kto i kiedy je zbudował. Okoliczni nazwali je Wałami Królewskimi zakładając, że tak potężne umocnienia musiał wznieść ktoś znaczny. Pierwsza i, przez długi czas, jedyna notatka o trzcinickim grodzie pojawiła się w początkach XIX w., gdy odkryto tam figurki słowiańskich bóstw pogańskich. Oczywiste wydało się zatem, że wały zbudowali Słowianie, co potwierdziły badania prowadzone w Trzcinicy w latach 50. XX w. Potem pojawiły się przesłanki do przypuszczeń, że Wały Królewskie mogą być znacznie starsze, ale dopiero rozpoczęte w 1991 r. badania Jana Gancarskiego, dyrektora Muzeum Podkarpackiego w Krośnie, dowiodły, że trzcinickie umocnienia mają 4 tys. lat.

Znajomi Agamemnona

W Trzcinicy zatem mieszkano już na początku epoki brązu. Wokół mającej 60 arów osady zbudowano wówczas szeroki na 2,5 m wał drewniano-ziemny. 30 tys. znalezionych zabytków dowodzi, że jej mieszkańcy uprawiali ziemię, hodowali zwierzęta, polowali, łowili ryby, tkali i lepili całkiem zgrabne garnki. Ponieważ osada leżała na szlaku handlowym, mogła być miejscem, przez które szły na południe transporty bursztynu. Na kontakty z południem wskazują gliniane modele kół do wózków wotywnych i figurki zwierząt, charakterystyczne dla sztuki anatolijsko-bałkańskiej. Ale o rewolucji kulturalnej można mówić w momencie, gdy w Trzcinicy zamieszkali przedstawiciele kultury zwanej Otomani-Füzesabony (od nazwy pierwszych stanowisk archeologicznych, gdzie odkryto ślady tej kultury, w Rumunii i na Węgrzech).

Nasze wyobrażenie, że w II tysiącleciu p.n.e. cała cywilizacja skupiała się wokół Morza Śródziemnego, jest błędem, bo w tzw. Kotlinie Karpackiej (wewnętrzny łuk Karpat) kwitła wysoko rozwinięta kultura. Może Otomańczycy nie budowali kamiennych twierdz, jak w Mykenach czy Tirynsie, ale ich osady ulokowane na wzniesieniach w pobliżu rzek też były umocnione wałami, fosami i rozbudowanymi bramami. Bogate groby pełne złotej biżuterii, narzędzi i eleganckiej ceramiki świadczyły o rozwarstwieniu społeczeństwa, a dekoracje i wzory – o rozwiniętej symbolice i potrzebach duchowych. Kontakty ze światem śródziemnomorskim były na tyle intensywne, że sprowadzano stamtąd anatolijskie przenośne piecyki gliniane, modele wozów czy ozdoby z kłów dzika (naszywane na skórzane czapy lub kaftany służyły wojownikom jako hełmy i napierśniki). Otomańczycy – pośrednicy w handlu jantarem – z pewnością często gościli w miastach znanych z „Iliady”.

Około 1650 r. p.n.e. przekroczyli linię Karpat i dotarli w okolice Jasła. Raczej nie użyli siły. Ich zaawansowana kultura materialna była na tyle atrakcyjna, że mieszkańcy Trzcinicy (i kilku innych osad, jak Trepcza nad Sanem czy Bóbrka nad Jasiołką) szybko ich zaakceptowali. To oni wzmocnili w Trzcinicy stare wały, wybudowali drogę wjazdową i bramę. Gdy osada spłonęła, odbudowano ją, poszerzając i podwyższając wał, dobudowano podgrodzie otoczone palisadą oraz fosą, przez co osada rozrosła się do 2 ha. – Spośród aż 90 tys. zabytków tego okresu na wpływy i kontakty z cywilizacją śródziemnomorską wskazują gliniane figurki zwierząt, elementy modeli wozów, ceramika oraz brązowy czekan
– mówi Jan Gancarski. Przyczyny upadku tej karpackiej Troi nie są znane, ale wyludniła się jeszcze 150 lat przed wybuchem wojny trojańskiej, czyli ok. 1350 r. p.n.e.

Słowianie rozrośnięci

Przez 2 tys. lat nikt nie zainteresował się cyplem w Trzcinicy. Dopiero w 770 r. n.e. pojawili się tu Słowianie, którzy zbudowali większość umocnień. Ich gród był jeszcze większy, bo dobudowali dwa dodatkowe podgrodzia, otaczając je nowymi wałami, które tu i ówdzie mogły osiągać wysokość nawet 10 m. Z badań wynika, że wały zbudowane były z ziemi i drewna w trzech różnych technikach – przekładkowej, plecionkowej i palisadowej.

W IX w. gród trzcinicki znalazł się pewnie w obrębie Wielkiego Państwa Morawskiego, którego wpływy sięgały Małopolski, potem mógł znaleźć się pod wpływem Państwa Czeskiego, ale ponieważ nie mamy żadnych tekstów, są to tylko nasze przypuszczenia, bo archeologom trudno uchwycić zmiany polityczne – tłumaczy Gancarski. Bez problemu natomiast potrafią opowiedzieć, jak wyglądało życie w słowiańskim grodzie, jak gospodarowano, co jedzono i czym się zajmowano.

W Trzcinicy do najcenniejszych zabytków należy skarb, w którym oprócz monet, srebrnych ozdób i siekańców znalazło się wspaniałe srebrne okucie pochwy miecza wykonane w stylu bałtyjskim. Skarb porzucono pewnie w momencie ostatecznej zagłady grodu, prawdopodobnie spowodowanej nie tyle atakiem wrogów z zewnątrz, ile wewnętrzną rewoltą. – Gród upadł w połowie XI w., co można wiązać z buntem religijnym i najazdem Brzetysława w 1038 r. Ponieważ jednak nie ma żadnej obcej broni ani dowodów na zdobywanie grodu, przypuszczalnie mieszkańcy ocaleni z pożogi wyprowadzili się z grodu i przenieśli do osady otwartej, czyli do dzisiejszej wioski Trzcinica – zaznacza odkrywca. Rozległość założeń obronnych pozwala przypuszczać, że gród mógł być siedzibą lokalnego władcy. Jego imię, język i bogowie zostaną pewnie tajemnicą, tym bardziej że w najbliższym czasie nie są planowane w Trzcinicy żadne wykopaliska. Powstał tu bowiem nowoczesny skansen archeo­logiczny Karpacka Troja.

Aż się prosiło, by zrobić tu drugi Biskupin z rekonstrukcją fragmentów wałów grodu, muzeum i skansenem, gdzie mogłyby się odbywać nie tylko festyny, ale i konferencje naukowe. Marzyło mi się, by Trzcinica stała się nie tylko ważnym obiektem przyciągającym turystów, lecz także centrum archeologii doświadczalnej – mówi Gancarski. Prace trwały kilka lat, ale w zeszłym roku plany otwarcia pokrzyżowała powódź. Gdy po majowych ulewach trzeba było spuścić wodę na zaporze w Klimkówce, woda w Ropie podniosła się tak, że zalała prawie już gotowe do otwarcia muzeum i dolny skansen. Przez rok udało się naprawić zniszczenia i na 24–26 czerwca w Trzcinicy szykowana jest huczna inauguracja.

Ulep garnek

Moda na rekonstrukcje grodzisk kwitnie w najlepsze. Ale nie wszystkie są zgodne z najnowszymi standardami. Wielu rekonstruktorów zapomina o głównym przykazaniu – „nie szkodzić”. To dlatego nie powinno się kopać ponad miarę, bo każde badania archeologiczne niszczą zabytek, należy badać tylko tyle, ile potrzeba, by poznać dany obiekt i zachować jak najwięcej dla potomności, która będzie dysponować lepszymi metodami badawczymi. Ważne jest też, by nie ingerować w krajobraz archeologiczny i pamiętać, że wszelkie rekonstrukcje, nawet te naukowo udokumentowane, to tylko nasze wizje i nigdy nie mamy pewności, że dany obiekt naprawdę tak wyglądał.

Wiosną słusznie oburzano się, pisząc w polskiej prasie o zniszczeniach w Tumie pod Łęczycą, gdzie w związku z budową skansenu postanowiono przebadać jak największą powierzchnię stanowiska, a wpuszczony na wczesnośredniowieczne wały ciężki sprzęt zniszczył ich strukturę. Wielu konserwatorów zabytków twierdzi wręcz, że rekonstrukcje nie powinny w ogóle być dokonywane na terenie stanowiska.

W Trzcinicy muzeum i skansen są zbudowane u podnóża zabytkowego cypla, ale rekonstrukcje wałów stoją bezpośrednio na oryginalnych umocnieniach. Jan Gancarski już teraz odpiera ewentualne zarzuty. – Wały odtworzyliśmy w większości na miejscach przebadanych archeologicznie, poza tym stoją one na betonowych kotwach rozmieszczonych co 2,5 m, które nie naruszają nawarstwień historycznych i które w każdej chwili można zdemontować. Podczas prac używaliśmy jedynie taczek i ogrodniczych traktorków. A co najważniejsze, całe grodzisko jest ogrodzone i turyści będą mogli je zwiedzać tylko z przewodnikiem, chodząc po wyznaczonych ścieżkach. Dzięki czemu nikt nie będzie rozdeptywał oryginalnych wałów, tam gdzie się one jeszcze zachowały.

Po zwiedzeniu grodu turysta może pójść do muzeum, które w nowoczesny sposób pokazuje, jak udało się zrekonstruować historię Trzcinicy i życie codzienne jej kolejnych mieszkańców. Oglądając zaaranżowane scenki i modele rozrastającej się osady, widać, że z przebarwień w ziemi i fragmentów ceramiki archeolog potrafi wyczytać więcej o życiu i ludziach z przeszłości niż ze złotych czy srebrnych skarbów, które najczęściej się z jego pracą kojarzą. Spacer po dolnym skansenie uświadamia, że historia wcale nie musi rozwijać się liniowo – podczas gdy otomańskie domy z epoki brązu są duże i wygodne, jednoizbowe chatki przybyłych 2 tys. lat później Słowian są więcej niż skromne. – Każdy może w karpackiej Troi przeszłość nie tylko zobaczyć, ale i dotknąć
– samemu lepiąc garnki, czy posmakować – jedząc pradawne potrawy, ale planujemy się rozwijać – chcemy hodować zwierzęta takie, jak żyły tu w epoce brązu i we wczesnym średniowieczu, zadbamy też o prawdziwe pradziejowe zapachy
– zapowiada Gancarski.

Plan imprez związanych z otwarciem skansenu (www.karpackatroja.pl/festiwal) jest imponujący. Miejmy nadzieję, że w tym roku już żadna powódź ani inne nieszczęście nie zagrożą Troi spod Jasła.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną