Czy wystarczy nam energii, żywności, wody?

Koniec świata odwołany
Gdy liczba ludzi na Ziemi przekracza kolejny miliard, powraca pytanie: czy starczy energii, żywności, wody, surowców? Owszem, pod warunkiem, że dobrze wykorzystamy rozum.
W 2035 r. globalny popyt na energię  wzrośnie aż o jedną trzecią.
Miles Erthan/EAST NEWS

W 2035 r. globalny popyt na energię wzrośnie aż o jedną trzecią.

Podstawą do optymizmu jest teoria Juliana Simona, nieżyjącego już amerykańskiego ekonomisty. Spierając się z prorokami apokalipsy, wieszczącymi, że surowce naturalne nieodwracalnie się wyczerpują, przekonywał, że o ile Ziemia nie jest z gumy, o tyle jednak ludzki geniusz i inwencja nie znają ograniczeń.

W latach 90. ubiegłego stulecia Amerykanie lamentowali, że gwałtownie kończą się ich zasoby gazu ziemnego. Ruszyły olbrzymie inwestycje w terminale gazu skroplonego, szejkowie w Katarze zacierali już ręce na myśl o świetnym biznesie, gdy nagle, w ciągu dekady, wszystko się zmieniło. Na scenę wkroczył gaz łupkowy, jeszcze do końca XX w. uznawany za mrzonkę – jego udział w amerykańskich dostawach gazu wynosił w 2000 r. zaledwie 1 proc. W 2011 r. odsetek ten wzrósł do 25, w ciągu dwóch dekad osiągnie połowę.

Zmieniło się wszystko, zauważa Amerykanin Daniel Yergin, najwybitniejszy światowy znawca rynków energii, w swej nowej książce „The Quest”. Od geopolityki po wewnętrzny amerykański rynek energetyczny. Pojawiła się nagle alternatywa dla elektrowni węglowych, dostarczających w USA połowę elektryczności. I wyrosła też konkurencja dla energetyki jądrowej; gaz okazuje się tańszy i politycznie bezpieczniejszy od atomu.

Kiedy koniec ropy?

Podobnie odsuwa się w czasie wizja peak oil, czyli moment maksymalnego wydobycia ropy naftowej, po którym jej produkcja będzie już tylko spadać. Geologowie przekonują, że ropy w ziemi nie brakuje. Kolejne innowacje technologiczne: wiercenie horyzontalne, wydobycie ze źródeł ultragłębokich, coraz lepsze metody eksploatacji piasków bitumicznych – powodują, że i z tego powodu zmienia się energetyczna przyszłość świata i geopolityka. Brazylia, do niedawna jeszcze energetyczny parias, dzięki odkryciom podmorskich zasobów ropy u swych wybrzeży wyrasta na globalnego gracza. Kanada, dzięki zasobom ropy ukrytej w piaskach bitumicznych, szykuje się do roli drugiej Arabii Saudyjskiej.

Julian Simon swoją teorię oparł na prostym przekonaniu ekonomistów, które nie do końca rozumieją inżynierowie.Gdy zasoby jakiegoś surowca zaczynają się wyczerpywać, rynek reaguje na to wzrostem cen. A to jest sygnałem dla kapitału, że warto zwiększyć strumień pieniędzy na badania i poszukiwanie rozwiązań alternatywnych. I tak się dotychczas składało, że zwiększone nakłady na innowacje owocowały przełomowymi wynalazkami, odsuwającymi widmo kryzysu.

Tak jest jednak w sytuacji idealnej, gdy nic nie zakłóca pracy niewidzialnej ręki rynku. Nigdy jednak rynek, zwłaszcza surowców energetycznych, nie był wolny. Trudno o sferę życia bardziej skorumpowaną i uwikłaną w politykę. To właśnie polityka powoduje, że rządy wielu państw dotują sektor energetyczny jawnymi i ukrytymi subsydiami. „IEA Energy Outlook 2011” – najnowszy raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) – szacuje, że wielkość dopłat do paliw ze źródeł kopalnych osiąga na świecie 400 mld dol. Inne organizacje mówią jednak, że pełny rachunek (jeśli do niego wliczyć np. koszty zaangażowania militarnego USA na Bliskim Wschodzie) to nawet 800 mld dol. Dla porównania, na wspomaganie rozwoju technologii energetycznych wykorzystujących źródła odnawialne przeznaczono zaledwie 64 mld dol. Nikt nie wie, jak duże są subwencje dla energetyki jądrowej: po części ukrywają je programy zbrojeń nuklearnych, po części tkwią w zobowiązaniach państw na wypadek takich katastrof jak w Fukuszimie. Wiadomo, że szacowane na 75 mld dol. koszty likwidacji skutków awarii pokryją w dużej mierze japońscy podatnicy.

Tak rozchwiany rynek energetyczny nie wysyła odpowiednio czytelnych sygnałów cenowych, co przekłada się m.in. na zaniedbania inwestycji w poszukiwanie nowych źródeł i technologii. IEA szacuje, że w świecie, w którym w 2035 r. żyć będzie o 1,7 mld ludzi więcej niż dziś, popyt na energię wzrośnie o jedną trzecią. By sprostać temu wyzwaniu, potrzebne są inwestycje na poziomie 38 bln dol.! Po to tylko, żeby nadążyć za rosnącym apetytem na gaz i ropę (w 2035 r. jeździć będzie po drogach 1,7 mld samochodów), trzeba wydać 20 bln dol. Trzeba też pamiętać, że ciągle jeszcze 1,3 mld ludzi, a więc blisko piąta część ludzkości, nie ma dostępu do elektryczności, a dla 2,7 mld podstawowym źródłem energii jest spalana w domowych paleniskach biomasa: drewno i nawóz zwierzęcy.

Inwestycje = energia

Eksperci IEA nie mają wątpliwości, że jeśli nie zabraknie inwestycji, nie zabraknie też energii. W pierwszej kolejności rosnący energetyczny głód zaspokajać będą paliwa kopalne, zwłaszcza węgiel, który w najbliższych latach stanie się głównym surowcem, detronizując ropę naftową. Sprawcą takiego trendu są głównie Chiny, przy wydatnym wsparciu Indii. W dłuższej jednak perspektywie królem rynku energii zostanie gaz, choć generalnie udział paliw kopalnych zacznie się zmniejszać – do 75 proc. w 2035 r., pozostałą ćwierć dostarczą źródła odnawialne oraz energetyka jądrowa.

Jak widać, prawo Simona działa – podaż innowacji nie ustaje, bilans się zgadza, koniec świata odwołany. Ale sprawa nie jest taka prosta, jak by wynikało z beznamiętnego bilansowania liczb obrazujących popyt i podaż. Rynek energetyczny zależy od polityki, ta zaś musi brać pod uwagę ludzkie namiętności i obawy. Prognoza IEA oparta jest na wizji jądrowego renesansu, zgodnie z którą produkcja energii z elektrowni atomowych ma wzrosnąć do 2035 r. o 70 proc. W rzeczywistości jednak francuski koncern Areva, przodujący na świecie budowniczy reaktorów, szykuje się do „nuklearnej zimy” i planuje zwolnienia pracowników. Dlaczego? Efekt Fukuszimy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną