Jak profesorowie symulowali katastrofę?

Katastrofa w teorii
Do sporu o przyczyny i okoliczności katastrofy smoleńskiej coraz głośniej przyłączają się naukowcy różnych dziedzin. Jak należy rozumieć ich postulaty?
Scięta brzoza w Smoleńsku - przedmiot ciągłych kontrowersji i podejrzeń.
Lech Gawuć/Reporter

Scięta brzoza w Smoleńsku - przedmiot ciągłych kontrowersji i podejrzeń.

Fragment komputerowej symulacji wypadku prezentowany wraz z raportem tzw. komisji Millera.
Andrzej Iwańczuk/Reporter

Fragment komputerowej symulacji wypadku prezentowany wraz z raportem tzw. komisji Millera.

Wśród ekspertów pierwszoplanowe role odgrywają teraz dwaj profesorowie pracujący w USA: Wiesław Binienda z University of Akron i Kazimierz Nowaczyk z University of Maryland. W styczniu 2012 r. za pomocą telemostu połączyli się z zebranymi w Sejmie członkami Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej (zwanego w skrócie zespołem Macierewicza) i przedstawili swoje opinie na temat tego, co miało się wydarzyć w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r.

Dowodzili, na podstawie sporządzonej przez siebie symulacji komputerowej, że samolot nie mógł się zderzyć z brzozą, bo znajdował się wyżej nad ziemią, niż podały MAK i komisja Millera; a gdyby nawet się zderzył, to powinien ściąć drzewo i lecieć dalej (do takiego wniosku już wcześniej doszedł prezes Jarosław Kaczyński). Kolegów zza Oceanu wsparł fizyk z Politechniki Gdańskiej prof. Marek Czachor, twierdząc, iż fragment skrzydła, który miała oderwać brzoza, nie mógł upaść aż 111 m od niej.

W trakcie tej prezentacji prof. Binienda przywołał opinię kolejnego eksperta – dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego, pracującego w Australii. Twierdzi on, na podstawie oględzin zdjęć wraku samolotu, że na pokładzie musiało dojść do dwóch wybuchów.

Polski głos

W sprawie katastrofy smoleńskiej uaktywniają się także krajowi akademicy. Jak choćby przywołany już prof. Marek Czachor. Kiedyś aktywny działacz opozycji (m.in. Solidarności Walczącej), wielokrotnie aresztowany za czasów PRL, w ostatnich latach osoba bliska PiS, dziś jest członkiem Instytutu Polska Racja Stanu 2010 im. Lecha Kaczyńskiego, czyli think tanku partii Jarosława Kaczyńskiego. Z kolei prof. Piotr Witakowski z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (specjalista od budownictwa betonowego) w czerwcu 2010 r. zwrócił się wraz z dwoma innymi uczonymi do Komitetu Mechaniki PAN o powołanie zespołu, który zająłby się analizą katastrofy smoleńskiej. Inicjatorzy otrzymali dyplomatyczną odmowę: komitet nie dysponuje ani środkami finansowymi, ani osobowością prawną, by coś takiego zorganizować.

Inicjatywa prof. Witakowskiego rozrosła się jednak do kilkunastu uczonych. W 2011 r. rozesłali oni apel o wsparcie do szefów polskich placówek badawczych, zajmujących się mechaniką i innymi dziedzinami mogącymi pomóc w ponownej analizie katastrofy. Nie zyskali poparcia. Grupa prof. Witakowskiego postanowiła więc za własne pieniądze zorganizować 22 października 2012 r. w Instytucie Podstaw Informatyki PAN konferencję na temat katastrofy smoleńskiej. Akces zgłosiło już 52 uczonych – informuje gazeta „Nasz Dziennik”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną