Nauka

Morituri te salutant, Ministra!

17 września Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowało wreszcie listę czasopism punktowanych.

Wreszcie, bo miała ukazać się w czerwcu. Lista ta podzielona na części A, B i C jest, w moim rozumieniu, niezgodna z Konstytucją RP i zdrowym rozsądkiem.

Po pierwsze, oparcie listy A na Journal Citation Report (JCR) jest dla dyscyplin takich jak historia polski, filologia klasyczna, polonistyka, historia sztuki, religioznawstwo po prostu niesprawiedliwe; po drugie, wprowadza zupełnie absurdalne z naszego punktu widzenia wartościowanie związane z geografią.

Lista JCR pomija jedną a premiuje inne dziedziny naukowe. Każdy socjolog, psycholog czy pedagog może więc znaleźć na liście A kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt czasopism do wyboru z punktacją od 15 do 50, ale historyk sztuki, religioznawca czy filolog klasyczny – żadnego, musi się zadowolić listą C, gdzie maksymalnie otrzyma punktów 14. Historyk będzie w niewiele lepszej sytuacji, bowiem większość czasopism historycznych z listy A dotyczy krajów anglosaskich albo historii biologii, medycyny czy pielęgniarstwa. Zajmowanie się historią Polski czy europy starożytnej albo średniowiecznej jest znacznie mniej korzystne niż pisanie o historii Ameryki. Bo znów, tam 50, 40, 30, 20 punktów a tu najwyżej 14, a najczęściej 12, 10, 9, 6, 4. Czy to znaczy, że mam się przekwalifikować, Pani Minister? Mówi mi Pani w ten sposób: Weź Pan, doktorze Toczko, skończ z tym europejskim antykiem, a zajmij się historią pielęgniarstwa, napisami w damskich toaletach lub… giń.

Jest nawet na JCR kilkadziesiąt wysoko-punktowanych (do 45 punktów) czasopism filozoficznych, ale większość z nich dotyczy filozofii biologii, medycyny a nawet sportu, a nie np. historii filozofii czy, broń Boże, metafizyki albo estetyki, za które dostaniemy maksymalnie 14 punktów ( z wyjątkiem Philosophical Magazine – 30 pkt i Philosphical Magazine Letters 25 pkt). Czy naprawdę artykuły na temat filozofii sportu albo pielęgniarstwa są jakościowo dwa razy lepsze niż na temat filozofii Kanta albo Tomasza z Akwinu? 

30 punktów dostanę, jeśli opublikuję artykuł w Gender, Place and Culture: Journal of Feminist Geography. To tam właśnie znaleźć można artykuły analizujące napisy w toaletach australijskiej Victorii. Zapewne taki artykuł jest większym osiągnięciem naukowym i wymaga większych kwalifikacji badawczych niż odkrycie czegoś nowego w twórczości Homera, Platona albo Kanta, nad którymi tęgie głowy ślęczą od setek lat. A może jest błąd w tym rozumowaniu? Może publikacja na temat geografii feministycznej nie musi być jakościowo 4 razy lepsza niż świetne studium o poematach dygresyjnych Słowackiego, za które dostaniemy 7 punktów w Litteraria Copernicana. A poza tym nie rozumiem, dlaczego badanie toalet australijskich ma być j naukowo bardzie „opłacalne” niż badanie toalet pompejańskich. Podejrzewam, pełen dobrej woli, że w Ministerstwie opracowano jakiś znakomity algorytm, który wyjaśni taką niesprawiedliwość. Ale są i inne problemy.

Jedynym czasopismem, które traktuje o starożytności, a znajduje się na liście A jest American Antiquity; za publikację w tym periodyku można dostać 35 pkt. Za artykuły w najlepszych czasopismach traktujących o starożytności europejskiej można dostać najwyżej 14 pkt. Absurd? O ile wiem, mieszkam w Europie, o ile wiem idee religijne Azteków, pismo sznurkowe Inków w mniejszym stopniu ukształtowały mój i twój świat niż pisma Cycerona, poezja Jana Kochanowskiego czy malarstwo renesansowych Włoch. A jednak za publikację o tych pierwszych możemy dostać  35 punktów. Czy mam przypuszczać, że jakość tamtych artykułów jest trzykrotnie większa niż jakość artykułu z wydawanych od 100 lat Journal of Roman Studies czy Journal of Theological Studies, za które dostaniemy odpowiednio 14 i 10 punktów?

O co mi chodzi? Na liście JCR znajduje się wiele dziedzin, w tym modnych, poprawnych politycznie i bliskich osobom, które tę listę wymyśliły – to znaczy przedstawicielom nauk społecznych. Dlaczego brak na niej historii sztuki, klasyki, a są women studies? Dlaczego jest czasopismo o historii Niemiec czy Izraela, a nie ma o historii Polski albo Czech? Thomson Reuters, autorzy JCR  mają prawo do takich arbitralnych decyzji, bo nie tworzyli listy po to, żeby jakiekolwiek ministerstwo na jej podstawie rozstawiało ludzi po kątach: na zasadzie feminiści, socjolodzy – cacy, literaturoznawcy, historycy – be. Ale żadne ministerstwo nie ma prawa nagradzać kogoś za to, że zajmuje się akurat badaniem starożytności amerykańskich raczej niż europejskich. No chyba, że ministerstwo amerykańskie.

Dlaczego MNiSW przez to, że mechanicznie korzysta z tej pozbawionej wielu dziedzin listy, pozwala bałkanistom zdobyć nawet 50 punktów (jedno czasopismo), slawistom 30, romanistom 20, a klasykom i polonistom 14? Przecież często pracujemy na tych samych wydziałach, rywalizujemy o te same premie, podlegamy jednej parametryzacji. To znaczy, że niektórym łatwiej będzie zdobywać granty i premie – nie dlatego, że ich badania są lepsze jakościowo, ale dlatego, że uprawiają dyscypliny, które mają lepszą reprezentację w wybiórczej bazie JCR. To znaczy, że, aby zdobyć 200 punktów zagranicznymi publikacjami w świetnych periodykach filolog klasyczny, mediewista będzie musiał opublikować 18-20 artykułów, badacz damskich toalet, socjolog wsi albo historyk nauki nawet trzykrotnie mniej. Czy to jest zdaniem Ministry Barbary Kudryckiej demokratyczne i sprawiedliwe? Bo moim zdaniem to jest dyskryminacja ze względu na pole badawcze, jakim się zawodowo zajmuję. A takie działanie jest, w moim przekonaniu, niezgodne z Konstytucją RP[1].

Mogę podpowiedzieć rozwiązanie, a nawet dwa. Czasopisma z tych wszystkich dyskryminowanych dziedzin znajdują się na ISI Master Journal List, opracowywanej także przez firmę Thomson Reuters i można przecież z tego powodu umieścić je na liście A. Nawiązując do dyskusji o indeksie Hirscha, fakt, że Thomson Reuters nie robi dla nich raportu cytowań, wiele mówi na temat ilości cytowań w tych naukach – jest ona znacznie mniejsza, ponieważ dziedzinami tymi zajmuje się mniejsza liczba osób. Z tego też powodu filolog klasyczny będzie miał prawie zawsze niższy indeks Hirscha niż socjolog tej samej rangi. Ministerstwo może też skorzystać z narzędzi alternatywnych, jak darmowe Scimago Journal Rankings, które podaje statystyki cytowań także dla dziedzin pominiętych przez JCR: http://www.scimagojr.com/. Tutaj czarno na białym widać także – jeśli użyje się narzędzia ‘compare’, jak różna jest liczba cytowań i indeks Hirscha w różnych dziedzinach nauki i w różnych częściach świata.

Ministerstwo mogło i powinno było uwzględnić wszystkie dziedziny w wykazie czasopism wysoko punktowanych, bo inaczej dążenie do obiektywizacji osiągnięć naukowych jest pustosłowiem. Dla urzędników oczywiście wygodne jest przekopiowanie jednej gotowej listy, nie przeczę, ale czy dla wygody urzędników wolno dyskryminować przedstawicieli licznych dyscyplin naukowych bez rozsądnego uzasadnienia merytorycznego? Jako filolog klasyczny czuję się ostatnio wobec decyzji ministerstwa jak gladiator na arenie wpatrujący się w ministerialny kciuk.  Moriturus te salutat, Ministra. 

 

Rafał Toczko

Katedra Filologii Klasycznej
Uniwersytet Mikołaja Kopernika

 

 

 


[1] Konstytucja RP, Rozdział II, Artykuł 32

1.       Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

2.       Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak traumy z dzieciństwa wpływają na dorosłe życie

Czy warto wciąż pytać rodziców: Jak mogliście mi to zrobić?

Anna Tylikowska
13.11.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną