Nagrody Naukowe POLITYKI - rozmowa z laureatką

O pożytkach z grafomana Cycerona
Rozmowa z prof. Katarzyną Marciniak, laureatką Nagrody Naukowej POLITYKI z dziedziny humanistyki, o szukaniu śladów antyku w dzisiejszym świecie.
Prof. Katarzyna Marciniak - tegoroczna laureatka Nagrody Naukowej POLITYKI. Humanistyka.
Leszek Zych/Polityka

Prof. Katarzyna Marciniak - tegoroczna laureatka Nagrody Naukowej POLITYKI. Humanistyka.

Cyceron przemawiający w Senacie. Cesare Maccari - fresk z 1889 r.
Palazzo Madama

Cyceron przemawiający w Senacie. Cesare Maccari - fresk z 1889 r.

Agnieszka Krzemińska: – Zacznijmy od liczb. Pierwsza magisterka – 22 lata, druga – 25, doktorat – 26, habilitacja – 31. Dziś ma pani 34 lata i stanowisko profesora nadzwyczajnego na Wydziale „Artes Liberales” na Uniwersytecie Warszawskim. To kariera o zawrotnym tempie.
Katarzyna Marciniak: – Nie robiłam takiego zestawienia. Za dużo liczb, jak na początek rozmowy o humanistyce, choć oczywiście Platon uważał matematykę za jedną z najważniejszych nauk. Ale tak na poważnie, po prostu robię to, co lubię, i nie myślę o tym w kategoriach kariery czy nawet pracy. Szukam śladów obecności kultury antycznej w naszym życiu. Próbuję pokazać, że antyk towarzyszy nam wszystkim, tylko nie zawsze jesteśmy tego świadomi.

Pani książka „Mitologia grecka i rzymska” zdobyła Nagrodę Klio właśnie dlatego, że nie jest po prostu kolejną wersją mitologii.
Istnieje wiele znakomitych ujęć mitologii. Mity Parandowskiego, Markowskiej czy Kubiaka stanowią część naszej kultury i nie chciałam się z nimi mierzyć. Skupiłam się na recepcji mitów – zagadnieniu, które dotychczas pojawiało się na marginesie opracowań z dziedziny mitologii. Żyjemy wśród mitów i nie obowiązują tu podziały na kulturę wyższą czy niższą. Na ulicy mijamy salon fryzjerski Olimp, czytamy „Trylogię rzymską” Jacka Bocheńskiego, słuchamy piosenki zespołu U2 nawiązującej do mitu Ikara i oglądamy serial o Heraklesie. Starałam się przy tym pisać językiem współczesnym. Stosowałam też nietypowe śródtytuły, jak „Grecki doktor House” czy „James Bond wśród centaurów”.

Czy to nie krok do tabloidyzacji antyku?
Chciałam zaintrygować czytelników, żeby dali mi szansę i pozwolili się zabrać do niezwykłego świata mitów. Starałam się jednak dbać o zachowanie decorum – starożytnej zasady ładu, tak ważnej zwłaszcza dzisiaj, gdy tyle mówi się o tabloidyzacji kultury w ogóle. Moim zdaniem ludzie wcale nie potrzebują ani nawet nie chcą uproszczeń. Między prostotą a uproszczeniem jest wielka różnica. Trzeba się starać, by nie zbanalizować ważnego przekazu, a jednocześnie wyrazić go w jasny i zrozumiały sposób.

A nie drażnią pani, jako filologa klasycznego i znawczynię kultury antycznej, wszystkie błędy, niedociągnięcia i przeinaczenia w scenariuszach filmów o starożytności?
Nie, bo w badaniach nad recepcją właśnie te nieścisłości mają kluczowe znaczenie. Antyk od ponad dwóch tysięcy lat stanowi kod kulturowy, z którym ma kontakt mnóstwo ludzi na świecie. Przynależność do cywilizacji grecko-rzymskiej nie jest bowiem przynależnością geograficzną, tylko duchową. Dzięki temu kultura antyczna może służyć jako zwierciadło, w którym przeglądają się kolejne pokolenia, także nasze. Każde czerpie z antyku inaczej, więc obserwacja tych różnic dostarcza wiedzy o zmieniających się poglądach i ideałach.

Zaczęła pani klasycznie, od łaciny i Cycerona, najbardziej rozpoznawalnego autora rzymskiego, którego dialogami męczono na lekcjach łaciny kolejne pokolenia uczniów. W dodatku zajęła się pani jego poezją, którą wielu uważało za średnią. Po co?
Już w starożytności istniał stereotyp Cycerona jako poety grafomana. Atrakcyjny, bo w pewnym sensie pozwalał na odreagowanie kontaktu z ideałem. Proszę sobie wyobrazić, jaką radość na myśl o poetyckiej klęsce tego rzymskiego mówcy musieli odczuwać uczniowie, którzy studiowali złote zasady jego prozy! Uśmiechali się także badacze, i to nawet jego wielbiciele, jak Kazimierz Morawski, filolog klasyczny i kandydat na prezydenta II RP. Morawski twierdził, że Cyceron jako poeta trapił Muzy i harcował na kulawym Pegazie.

Mnie interesuje jednak tabu religijno-polityczne, które łamał Cyceron, kiedy pisał poematy o sobie samym. Przedstawiał się w nich jako mąż opatrznościowy, zesłany przez bogów, by ocalić rzymską republikę. Ciekawa jest też recepcja stereotypu Cycerona poety. Na przykład Wolter, który sam pisał wiersze, uwielbiał jego poezję i podzielał wiarę, że słowo może naprawić świat. Chętnie cytował myśl z cycerońskiego poematu: „Niech oręż ustąpi słowu...”. A to przesłanie, które przecież i dziś nie straciło na aktualności. Inaczej relacja z Cyceronem poetą wyglądała w przypadku Petrarki, który na polu poezji wolał naśladować Wergiliusza.

Ale uwielbiał Cycerona jako prozaika i uważał za swego mistrza.
Cyceron dość szybko stał się autorytetem moralnym. Czytano jego traktaty i podziwiano zasady, które w nich przedstawiał. Ten posągowy Cyceron oddalał się jednak coraz bardziej od ludzi przeczuwających świt renesansu. I właśnie wtedy Petrarka odkrył go na nowo. W jednej z bibliotek znalazł jego listy. W trakcie lektury nie mógł powstrzymać łez. To było straszliwe rozczarowanie. Nagle okazało się, że Cyceron, uważany za stoickiego mędrca, miał mnóstwo słabości. Nie potrafił podejmować decyzji i rozpaczał po śmierci córki. W końcu jednak Petrarka zrozumiał, że właśnie te słabości czynią Cycerona bardziej ludzkim. I mnie interesują przede wszystkim emocje, które można wyczytać w tekstach Cycerona.

Cyceron stworzył model republiki idealnej. Dziś wiemy, że nigdy ona nie istniała, ale przez wieki uważano ją za wzór państwa wolności i prawa.
To mit, który Cyceron stworzył ku pokrzepieniu serc swoich współczesnych, a także jako rodzaj testamentu dla potomnych. Na republikę rzymską powoływano się w trakcie rewolucji francuskiej. Camille Desmoulins pisał, że bunt przeciwko monarchii był nieunikniony, bo młodym ludziom kazano żyć w kraju despotycznym, a dano do czytania Cycerona. Jego wizja republiki była też wzorem dla ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, a wcześniej dla twórców Republiki Florenckiej i polskiej szlachty.

Ale chyba teksty Cycerona czytają dziś tylko nieliczni?
Stale wracamy do Cycerona, nawet jeśli nie do jego tekstów, to do jego idei. Cyceron twierdził, że czysta retoryka, technika przemawiania jest nic niewarta, gdy nie stoi za nią wszechstronne wykształcenie. Pisał o artes liberales – sztukach wyzwolonych. W określeniu tym znajduje się słowo liber – wolny. Wolność daje wiedza, która pozwala nam na świadome podejmowanie wyborów i chroni nas przed manipulacją. Myśli Cycerona są niesłychanie współczesne i aktualne. Powracają nawet w bestsellerowej trylogii Roberta Harrisa, który odwołuje się do cycerońskiego Rzymu, by opisać fenomen Ameryki jako kraju będącego jednocześnie imperium i demokracją.

Swego czasu zajęła się pani też innym, bardziej nam bliskim mitem – legendą o Wandzie. Co z niej pani wyczytała?
Analiza legendy o Wandzie pozwala na śledzenie zmian w stosunkach polsko-niemieckich. W legendę wplatano też wątki feministyczne – Wanda niczym Amazonka nie chce się podporządkować mężczyźnie. Ostatnio pojawiła się Wanda ekolożka, walcząca ze „smogiem”, a hasłem roku polsko-niemieckiego 2005/06 było: „Nie bądź Wandą, polub Niemca”. To pokazuje, że śledząc mity i legendy w kulturze, mamy szansę poznać lepiej samych siebie. Może właśnie w tym należy upatrywać sensu humanistyki.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną