Nauka

Będę walczył o odszkodowanie

Co dalej, hodowco kukurydzy GMO?

Akcja Greenpeace w Lubomii w 2009 r., gdzie zdaniem tej organizacji uprawiano nielegalną kukurydze GMO. Akcja Greenpeace w Lubomii w 2009 r., gdzie zdaniem tej organizacji uprawiano nielegalną kukurydze GMO. Andrzej Grygiel / PAP
Rozmowa z Dariuszem Matuszką, rolnikiem z gminy Lubomia koło Raciborza.
Dariusz Matuszka: „Kukurydza MON810 dawała znacznie lepsze plony, poza tym nie musiałem jej pryskać żadną chemią zabijająca szkodniki.”swanksalot/Flickr CC by SA Dariusz Matuszka: „Kukurydza MON810 dawała znacznie lepsze plony, poza tym nie musiałem jej pryskać żadną chemią zabijająca szkodniki.”

Marcin Rotkiewicz: – Od kiedy uprawia pan genetycznie zmodyfikowaną kukurydzę MON810?
Dariusz Matuszka: – Od sześciu lat.

Dużo pan jej wysiewał?
Dwa lata temu 185 ha, a mam gospodarstwo liczące 430 ha.

Ale w ubiegłym roku nie chciał pan już uprawiać takiej kukurydzy?
Bardzo chciałem, tylko nie miałem gdzie kupić nasion. Firmy z Czech i Niemiec przestraszyły się, że już w 2012 r. wejdzie u nas w życie zakaz upraw MON810, i przestały sprzedawać ją polskim rolnikom.

Dlaczego kupował pan w sąsiednich krajach, a nie w Polsce?
Bo w Polsce ustawa o nasiennictwie zabraniała rejestracji i obrotu nasionami roślin GMO. Tyle że było to niezgodne z unijnym prawem. Więc u nas nasion kukurydzy MON810 nie mogłem kupić, za to w Niemczech czy Czechach bez problemu. Całkowicie legalnie, na fakturę. Żadne przepisy nie zabraniały też wysiewania kukurydzy zmodyfikowanej genetycznie zarejestrowanej w Unii Europejskiej.

Z jakich powodów zdecydował się pan na uprawianie MON810?
Bo słyszałem, że jest dobra. Kupiłem nasiona i eksperymentowałem, tzn. obsiałem małe poletka w moim gospodarstwie, żeby zobaczyć, jaki daje plon i jakiej jest jakości. Po prostu – czy to się opłaca.

I co pan stwierdził?
Po pierwsze, nie musiałem jej pryskać żadną chemią zabijającą szkodnika kukurydzy, czyli omacnicę prosowiankę. Po drugie, dawała znacznie wyższe plony – około dwóch ton więcej z hektara. Jak się tylko spojrzało na pola, gdzie rosła kukurydza konwencjonalna i ta zmodyfikowana, to od razu było widać, że ta druga jest o wiele zdrowsza. Dlatego każdy rolnik łatwo rozpoznawał, kto w okolicy ma MON810, a kto zwykłą – np. u sąsiadów łodygi łamały się, bo drążyła je omacnica.

Jaki miał pan z tego zysk?
Nasiona MON810 są droższe o 100 zł na hektar, ale przy wyższym plonowaniu miałem 800 zł zysku z hektara – i to bardzo ostrożnie licząc.

W uzasadnieniu do wchodzącego właśnie w życie zakazu upraw MON810 w Polsce rząd przyznaje, że przepisy te mogą spowodować „utrudnienia dla rolników uprawiających kukurydzę”.
Utrudnienia?! Ja będę miał stratę 800 zł na jednym hektarze, nie licząc kosztownych oprysków chemicznych, które teraz muszę znów robić. Dlatego nie zamierzam siedzieć z założonymi rękami – kieruję sprawę do sądu o odszkodowanie za poniesione straty, bo rząd nie pozwala mi korzystać z bezpiecznej i dopuszczonej w Unii Europejskiej technologii. A zakaz uzasadnia kompletnie bzdurnymi argumentami.

A co by pan powiedział tym, którzy boją się genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy w żywności?
Dwa lata temu pewna firma produkująca kaszki dla dzieci oparte na mączce kukurydzianej wzięła ode mnie z pól próbki kukurydzy MON810 i tej konwencjonalnej. Potem przysłali mi wyniki badań. Okazało się, że ta GMO jest zdrowsza! Z prostego powodu – jak kukurydzę zaatakuje omacnica, to pojawiają się na niej również grzyby produkujące rakotwórcze toksyny. To ich należy się bać!

Ten producent kaszek dla dzieci wolałby kupić od pana kukurydzę GMO?
Oczywiście, że by wolał. Tylko jej nie kupi, bo musiałby na opakowaniu napisać, że to kukurydza zmodyfikowana genetycznie. A ludzie dali się nastraszyć, więc pewnie by z GMO nie kupowali.

Pan nie miał problemów ze sprzedażą MON810?
Żadnych, choć nie chciały jej kupować Polskie Młyny tylko dlatego, że jest genetycznie zmodyfikowana. Natomiast bardzo chętnie brali ją na paszę producenci drobiu, których mamy sporo w okolicy. Widzieli gołym okiem, że ziarno jest o wiele zdrowsze. Bez problemu sprzedawałem też do Niemiec na biopaliwa.

W 2009 r. przed pańskim gospodarstwem protestowali działacze Greenpeace. Mieli m.in. transparent: „Uprawy GMO = zysk korporacji i wyzysk rolników”.
Jaki wyzysk, jak ja miałem znacznie większy zysk?! Z tego się można tylko śmiać, bo tu przyjechali protestować ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o rolnictwie, a już szczególnie o uprawianiu kukurydzy.

Miał pan po tych protestach jakieś nieprzyjemności?
Nie, choć oczywiście pojawiły się różne kontrole, ale nic złego nie stwierdziły. Tylko ludzie w okolicy przestali się przyznawać, że uprawiają zmodyfikowaną genetycznie kukurydzę.

A ilu rolników w pańskiej okolicy wysiewało MON810?
Oj, wielu, przynajmniej stu. Więc jak słyszę, że w całej Polsce obsiewano MON810 tylko 3 tys. ha rocznie, to mi się śmiać chce. Takich upraw było ze 30 tys. ha, a może jeszcze więcej.

Myśli pan, że będziemy krajem wolnym od GMO, jak chce rząd i organizacje zielonych?
Mam nadzieję, że te głupie i szkodliwe zakazy zostaną uchylone. Bo biotechnologia jest przyszłością rolnictwa. Gdyby nie ta histeria wokół GMO, to mielibyśmy jeszcze większe możliwości. Ja np. bardzo czekam, aż zostanie w Europie dopuszczona do upraw kukurydza odporna na środki chwastobójcze. Zużywałbym ich mniej i płacił za odchwaszczenie jednego hektara nie 400 zł, jak muszę dzisiaj, tylko 100 zł. Kolejny zysk i dla rolnika, i dla środowiska.

rozmawiał Marcin Rotkiewicz

Polityka 05.2013 (2893) z dnia 29.01.2013; Nauka; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Będę walczył o odszkodowanie"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną