Czym naprawdę jest rolnictwo ekologiczne

Ekościema, czyli mity zdrowej żywności
Żywność ekologiczna jest dużo droższa, ale dzięki niej ani nie chronimy zdrowia, ani środowiska. Dopłacamy do ekorolnictwa, którego zwolennicy pod pewnymi względami przypominają sektę.
Spośród wszystkich pestycydów spożywanych przez człowieka 99,9 proc. ma naturalne pochodzenie.
Leszek Zych/Polityka

Spośród wszystkich pestycydów spożywanych przez człowieka 99,9 proc. ma naturalne pochodzenie.

W ciągu ostatnich 15 lat uprawy oparte na biotechnologii przysłużyły się znacznie bardziej ochronie środowiska niż rolnictwo ekologiczne przez ponad pół wieku swojego istnienia.
Bryan Reinhart/Masterfile/EAST NEWS

W ciągu ostatnich 15 lat uprawy oparte na biotechnologii przysłużyły się znacznie bardziej ochronie środowiska niż rolnictwo ekologiczne przez ponad pół wieku swojego istnienia.

Biobazar na terenie dawnej fabryki Norblina w Warszawie.
Bartosz Krupa/EAST NEWS

Biobazar na terenie dawnej fabryki Norblina w Warszawie.

Supermarket. Półka z nabiałem. Twaróg „normalny”: 2,89 zł, „ekologiczny”: 6,22 zł. Takie różnice – od kilkudziesięciu do nawet kilkuset procent więcej za produkty z półki „ekologiczne” – chyba nikogo już dziś nie dziwią. I coraz mniej odstraszają – według badań jedna trzecia Polaków jest gotowa, przynajmniej od czasu do czasu, sięgnąć głębiej do portfela, by kupić ekoprodukty.

Wartość światowego rynku eko w 2012 r. wyniosła ok. 63 mld dol., czyli cztery razy więcej niż 14 lat wcześniej. Choć na razie Polska ze swoim ekologicznym rynkiem szacowanym na 100–150 mln dol. prezentuje się dość mizernie na tle światowych potentatów, czyli USA (29 mld dol.) i Niemiec (9 mld dol.), to jest na wznoszącej fali. Notuje bowiem roczny wzrost ekorynku o 20–30 proc.

Dlaczego jesteśmy gotowi płacić więcej za ekologiczne warzywa, owoce, mleko i mięso? A także bez mrugnięcia okiem godzimy się na to, by Unia Europejska hojnie dotowała rolnictwo ekologiczne? Badania opinii konsumentów w różnych krajach pokazują niemal to samo: króluje przekonanie, że ekożywność nie zawiera szkodliwej chemii, a więc przede wszystkim środków ochrony roślin (pestycydów). Na drugim miejscu jest chęć zakupu produktów zdrowszych, czyli zawierających więcej witamin, mikroelementów etc., a jednocześnie mających lepszy smak. Wreszcie, choć znacząco niżej w rankingach, plasuje się obawa o środowisko naturalne – rolnictwo ekologiczne, jak podpowiada nazwa, ma być przyjazne przyrodzie.

Wyższości jedzenia ekologicznego starają się dowodzić nie tylko jego producenci i wspierające ich organizacje zielonych, ale również media. Telewizyjni kucharze celebryci jak mantrę powtarzają, że dobre i zdrowe jedzenie można przygotować wyłącznie z ekoproduktów. Nikt tych twierdzeń nie kwestionuje, nie dziwi zatem, że w masowej wyobraźni żywność ekologiczna to dziś synonim zdrowej żywności.

A skoro na sceptycyzm nie ma miejsca, to do opinii publicznej prawie nie dociera głos specjalistów od toksykologii, żywienia, chemii, rolnictwa i ekologii. A szkoda, bo większość naszych przekonań na temat ekożywności to mity.

Energia z Księżyca

Rolnictwo ekologiczne narodziło się w pierwszej połowie XX w., ale nie na uczelniach czy w instytutach naukowych, poddane rygorom empirycznych badań, tylko w aurze niemalże okultystycznej. Za jego ojca uznaje się Rudolfa Steinera – austriackiego filozofa, mistyka, ezoteryka i twórcę antropozofii, czyli parareligii odrzucającej zmysłowe i racjonalne poznanie świata na rzecz duchowego wtajemniczenia oraz wiary w reinkarnację. W 1924 r. w Kobierzycach (wówczas należących do Niemiec) wygłosił on serię wykładów wymierzonych w rodzące się wówczas, głównie za sprawą wynalezienia nawozów sztucznych, wysokowydajne rolnictwo. Stosowanej w nim sztucznej chemii Steiner przeciwstawił to, co dobre i naturalne – czyli np. nawożenie odchodami zwierząt gospodarskich czy kompostem (wytwarzanym z odpadów roślinnych i zwierzęcych). Twierdził również, że ziemię i rosnące w niej rośliny trzeba traktować jak jeden organizm napędzany tajemniczą energią z kosmosu. Dlatego uprawa płodów rolnych powinna być np. zharmonizowana z fazami Księżyca.

Tak narodziło się tzw. rolnictwo biodynamiczne, będące prekursorem ekologicznego. Dziś zaś stanowiące jego odłam, w którym nadal żywa pozostaje choćby wiara w siłę kosmicznej energii. Rolnicy biodynamiczni wierzą, że wnika ona w bydło poprzez rogi. Więc jednym z zabiegów agrotechnicznych jest zakopywanie w uprawianej ziemi rogów wypełnionych bydlęcymi odchodami.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną