Filipiny testują modyfikowaną odmianę ryżu

Wojna o złoty ryż
W sporze o roślinę, w której stworzeniu uczestniczył prof. Ingo Potrykus, padają najcięższe oskarżenia: skażenie środowiska, dzieci w roli królików doświadczalnych, zbrodnia przeciw ludzkości. Kto tu jest zbrodniarzem?
Złoty ryż może znacznie zmniejszyć deficyt witaminy A tam, gdzie ryż jest podstawą żywienia.
AN

Złoty ryż może znacznie zmniejszyć deficyt witaminy A tam, gdzie ryż jest podstawą żywienia.

Złoty ryż, przetworzony genetycznie, i zwykły, klasyczny biały ryż.
International Rice Research Institute/Wikipedia

Złoty ryż, przetworzony genetycznie, i zwykły, klasyczny biały ryż.

Tygodnik „Time” z lipca 2000 r. z prof. Ingo Potrykusem na okładce.
Internet

Tygodnik „Time” z lipca 2000 r. z prof. Ingo Potrykusem na okładce.

Z okładki amerykańskiego tygodnika „Time” spogląda mężczyzna z charakterystyczną siwiejącą i krótko przystrzyżoną brodą. W tle widać zielone kłosy zboża. Napis wielkimi literami sugeruje, o jaką roślinę chodzi: „Ten RYŻ mógłby uratować milion dzieci rocznie”. Niżej, mniejszą czcionką, redakcja dopisała: „…ale protestujący wierzą, że taka genetycznie zmodyfikowana żywność jest zła dla nas i naszej planety”. Pod twarzą mężczyzny można zaś przeczytać drobnym drukiem: szwajcarski profesor Ingo Potrykus ze swoim wzbogaconym w beta-karoten ryżem. Data wydania „Time’a”: 31 lipca 2000 r.

Dlaczego, po ponad 13 latach, wracamy do okładki amerykańskiego tygodnika? Powody są przynajmniej dwa. Rok 2014 może okazać się przełomowy dla ryżu prof. Potrykusa. Po drugie, jego historia to kolejny przykład, jak ludzie, w imię wyznawanej ideologii, gotowi są ryzykować życie i zdrowie tysięcy, a nawet milionów innych.

Zlikwidować VAD

„Time” zasugerował swoją okładką, że to prof. Ingo Potrykus jest ojcem owego cudownego ryżu. Ale to nieścisłość. Ojców jest dwóch: prof. Potrykus i jego kolega prof. Peter Beyer. Obydwaj są Niemcami (choć Potrykus sporą część naukowej kariery spędził w Szwajcarii) i biologami, pracującymi w publicznych wyższych uczelniach.

Historia z ryżem, mającym ratować miliony dzieci, zaczęła się w latach 80. i 90., gdy prof. Potrykus zainteresował się możliwościami uzyskania odmian roślin bogatych w żelazo i witaminę A. Ich niedobór w diecie powoduje bowiem m.in. osłabienie układu odpornościowego i jest ogromnym problemem milionów mieszkańców Azji i Afryki.

Sam tylko brak witaminy A odpowiada rocznie, jak szacuje Światowa Organizacja Zdrowia WHO, za 250–500 tys. przypadków nieodwracalnej ślepoty u dzieci. Brytyjskie czasopismo medyczne „The Lancet” wyliczyło z kolei, że na skutek VAD (angielski skrót od „Vitamin A deficiency”) umiera 668 tys. dzieci poniżej piątego roku życia. W sumie niedobór witaminy ­A w organizmie i różne tego skutki zdrowotne mogą dotyczyć nawet 250 mln dzieci na całym świecie.

Ten ogromny humanitarny problem bierze się m.in. stąd, że w wielu krajach Azji głównym dostarczycielem kalorii jest ryż – np. w Bangladeszu stanowi on 72 proc. diety, niewiele mniej w Indonezji i Laosie, a ponad 40 proc. na Filipinach, Madagaskarze i w Sierra Leone. Tymczasem ziarna tej rośliny nie zawierają witaminy A. Biednych ludzi nie stać zaś na wzbogacenie posiłków w produkty (m.in. warzywa) będące bogatym źródłem beta-karotenu (organizm człowieka potrafi przekształcić ten związek chemiczny właśnie w witaminę A i dlatego jest on nazywany prowitaminą A).

Organizacje charytatywne i rządy krajów azjatyckich od lat prowadzą akcje wzbogacania diety za pomocą pastylek z witaminą A lub dodawania jej np. do mąki pszennej. Na Filipinach przyniosło to efekty w postaci znacznej redukcji VAD, ale nadal dotyka on ponad 15 proc. dzieci w wieku od pół roku do 6 lat. W sumie to nadal ogromny problem dla 17,5 mln filipińskich dzieci oraz pół miliona kobiet w ciąży, jak i tych karmiących piersią. Suplementacja nie dociera bowiem do wszystkich, ponadto tego typu akcje są bardzo kosztowne. Dlatego świetnym rozwiązaniem byłoby uzyskanie ryżu, który sam produkowałby beta-karoten.

Geny żonkila i  bakterii

Nie da się tego jednak zrobić tradycyjnymi metodami uzyskiwania nowych odmian roślin, powszechnie stosowanymi w rolnictwie od dawna. Czyli za pomocą krzyżówek czy wywoływania mutacji w DNA promieniowaniem jonizującym lub substancjami chemicznymi. Ale w latach 70. XX w. zaczęły powstawać narzędzia inżynierii genetycznej, a przede wszystkim nauczono się przenosić geny z jednych organizmów do drugich.

Prof. Potrykus, do którego z czasem dołączył prof. Beyer, dostrzegł tę nową szansę i postanowił podjąć próbę modyfikacji ryżu. Było to bardzo trudne zadanie, gdyż nawet zastosowanie metod inżynierii genetycznej nie gwarantowało sukcesu. Trzeba było bowiem spowodować, by roślina w określonym miejscu – swoich nasionach – wytwarzała substancję, którą normalnie produkuje wyłącznie w zielonych częściach.

A jednak – nawet trochę ku zaskoczeniu obu naukowców – próby te zakończyły się sukcesem (warto dodać, że przyczynił się do tego również polski uczony, prof. Jerzy Paszkowski, który współpracował z Potrykusem, a obecnie jest na uniwersytecie w Genewie). Naukowcy dołożyli ryżowi po jednym genie pochodzącym od żonkila oraz pewnej bakterii. I to zadziałało. Za sprawą owej modyfikacji ryż, oprócz wytwarzania beta-karotenu, zmienił kolor swoich nasion na żółty. Dlatego naukowcy nazwali go „złotym ryżem”.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną