Nauka

Księżniczka internetu

Nowa szefowa Yahoo!

O sobie mówi, że nie jest kobietą, tylko „geekiem”, czyli kujonem i pracoholikiem głodnym wiedzy. O sobie mówi, że nie jest kobietą, tylko „geekiem”, czyli kujonem i pracoholikiem głodnym wiedzy. Michael Tippett / Wikipedia
Marissa Mayer współtworzyła potęgę Google. Dziś stara się przywrócić dawną świetność portalowi Yahoo!
Dla Google porzuciła karierę akademicką, a teraz dla Yahoo! Google.Martin Klimek/ZUMA Press/Corbis Dla Google porzuciła karierę akademicką, a teraz dla Yahoo! Google.

Artykuł w wersji audio

Bóg, rodzina, Yahoo! – trzy priorytety Marissy Mayer, 38-letniej szefowej legendarnego portalu internetowego Yahoo! Funkcję tę objęła w lipcu 2012 r., z dnia na dzień porzucając pracę w Google. A wydawało się, że zrosła się z tą firmą na zawsze, jako pracownik numer 20 należąc do starej gwardii. Dla Google właśnie porzuciła w 1999 r. karierę akademicką – Mayer ukończyła studia informatyczne na Uniwersytecie Stanforda, zapleczu intelektualnym Krzemowej Doliny. Wybrała młodą, mającą wtedy zaledwie rok firmę, tzw. start-up, o dziwnej nazwie, założoną przez Sergeya Brina i Larry’ego Page’a, doktorantów Stanforda. Była pierwszą informatyczką na pokładzie przyszłego internetowego giganta, szybko wypracowała sobie pozycję kluczowej osoby w błyskawicznie rozwijającej się firmie.

O sobie mówi, że nie jest kobietą, tylko geekiem, czyli genialnym kujonem, pracoholikiem głodnym wiedzy. Biznesowi kronikarze podliczają, że odpowiadała za rozwój i wprowadzenie do obiegu około stu najważniejszych usług Google – kto korzysta z poczty Gmail, ma okazję docenić projektancki zmysł Mayer. Prostota, wręcz ascetycznie skromna estetyka w połączeniu z funkcjonalnością, to naczelna zasada. W życiu codziennym superinformatyczki bizneswoman zasada ta przekłada się na zamiłowanie do dizajnerskich ubrań – magazyn „Vogue” wymienia jej ulubione marki: Oscar, Carolina, Etro, Angel Sanchez, Armani, na jej nogach dopatrzyć się można Manolo Blachnika.

Ciekawsze, niż co nosi, jest to, jak się zaopatruje w najnowsze kreacje. To jeden z wielu procesów, jakimi Marissa Mayer zarządza żelazną ręką i z bezwzględną precyzją: dwa razy w roku wybiera się na zakupy do domu towarowego Bergdorf Goodman, gdzie w towarzystwie prywatnego doradcy zakupowego uzupełnia swoją garderobę. Wizyty u fryzjera i kosmetyczki aranżowane są z równą precyzją, z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. W uznaniu dla tego talentu, w którym inżynierska pasja optymalizacji każdego ruchu łączy się z estetycznym wyczuciem, „Vogue” nazwał blond gwiazdę Krzemowej Doliny „geekiem z szykiem”. W wywiadzie dla dziennikarza „Gazety Wyborczej” Vadima Makarenki uznała to określenie za wyszukany komplement, dodając skromnie, że jest tylko geekiem kochającym ładne ciuchy.

130-godzinny tydzień pracy

Nie to jednak przyniosło jej sławę i uznanie w kręgach globalnego biznesu i świecie zaawansowanych technologii. Swoją pozycję wypracowała dzięki nieprzeciętnemu intelektowi, jeszcze większej pracowitości i niezwykłej zdolności do określania priorytetów, a następnie podejmowaniu zgodnych z nimi decyzji.

W dzieciństwie spędzonym w Wausau w Wisconsin intensywnie angażowała się w balet – ćwiczyła nawet 40 godzin tygodniowo. Zapowiadano jej taneczną karierę, zrezygnowała z niej z dnia na dzień, uznając, że przyszłość jest gdzie indziej – do dziś jednak podkreśla znaczenie dziecięcej pasji. To dzięki niej nauczyła się żelaznej dyscypliny i zdolności do koncentracji.

Gdy zaczęła pracować w Google, pokazała, że 130-godzinny tydzień pracy nie jest czymś nadzwyczajnym, jeśli trzeba dokończyć i wdrożyć w życie strategiczny projekt. Jak jednak pogodzić taki reżim z naturalnie ograniczoną przecież ilością czasu? Odpowiada Makarence: wystarczy trochę krócej spać, mniej niż cztery godziny raczej się nie da, ale dłużej niż sześć nie ma sensu. Poza tym laptop pod ręką w każdej chwili umożliwia wykorzystywanie wszystkich nieoczekiwanych przerw, by popchnąć sprawy do przodu.

A sprawne zarządzanie każdą minutą umożliwia także realizację bardziej prywatnych projektów, jak miłość i dziecko. Projekt miłość to Zachary Bogue, prawnik i kalifornijski inwestor, podobnie nadaktywny jak partnerka – maratony, triatlon i pracoholizm łączą parę z równą siłą jak inne aspekty intymnej relacji.

Mayer nauczyła swego wybranka krócej spać, a odzys­kany w ten sposób czas przeznaczają na wspólną pasję – gotowanie. Teraz doszło dziecko, chłopiec, ale jak wyznała Mayer w jednym z wywiadów: baby is easy (dziecko to łatwizna). Pewnie, jeśli ma się możliwość wybudowania w pobliżu swojego prezesowskiego gabinetu żłobka, komentują złośliwi.

Fakt, że obecna szefowa Yahoo! opuściła Google z fortuną szacowaną na ponad 300 mln dol.; ile zarabia w nowej firmie, nie wiadomo, na pewno jednak w milionach dolarów. Informacja o odejściu z Google na rzecz Yahoo! zaskoczyła świat biznesu – legenda legendą, ale Yahoo! to jednak gorsza liga, a przyszłość zdaje się należeć do giganta z Mountain View.

Dla biznesowych analityków sprawa jednak była jasna – po błyskotliwej początkowo karierze Mayer zaczęła się w Google dusić i uderzać głową w sufit. Gdy pojawiła się okazja objęcia stanowiska prezesa w słabszym dziś, lecz ciągle wielkim portalu, Mayer nie mogła zmarnować szansy.

Darmowe posiłki i smartfony

Jedna z pierwszych decyzji nowej prezes zaskoczyła, podobnie jak odejście z Google. Mayer uznała, że kończy firmowy eksperyment z teleworkingiem, czyli pracą na odległość. Wydawać by się mogło, że akurat takie przedsiębiorstwo jak portal internetowy predestynowane jest do wdrażania nowych form pracy – wystarczy przecież laptop i internet, by móc robić w domu to, co za biurkiem. Krytykowana za ten anachronizm nowa szefowa tłumaczy: owszem, w pojedynkę pracuje się wydajniej, jednak wspólnie wymyśla się lepsze, bardziej innowacyjne produkty. Poza tym za utraconą elastyczność dwustu spośród 12 tys. pracowników wszyscy zyskali bezpłatne posiłki w firmowych stołówkach (standard skopiowany z Google), smartfony i prawo do przedłużonych urlopów rodzicielskich.

Szefowa Yahoo! ma przed sobą jeszcze długą karierę. Efekty jej pracy jako globalnej klasy menedżera będzie dość łatwo zmierzyć, przeliczając na wartość akcji kierowanych przez nią spółek na giełdzie. Mniej wymierny, lecz nie mniej ważny jest przykład, jaki daje – nie ma powodów dla istnienia szklanych sufitów dla kobiet.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną