Nauka

Opisać świat od nowa

Alain Touraine: nowy początek nestora socjologii

Alain Touraine uważa, że jako społeczeństwo znajdujemy się w samym środku głębokiej transformacji. Alain Touraine uważa, że jako społeczeństwo znajdujemy się w samym środku głębokiej transformacji. Eric Ferrer/Starface / Forum
Alain Touraine to nestor współczesnej socjologii. Jednak, zbliżając się do dziewięćdziesiątki, uznał, że tak naprawdę dopiero zaczyna.
materiały prasowe

Touraine, gwiazda francuskiej nauki, jak każdy rasowy socjolog od początku kariery zastanawiał się nad pytaniami: jak powstaje i zmienia się społeczeństwo; co pcha ludzi do zbiorowego działania; dlaczego wolimy być razem niż osobno? Trzy lata temu w rozmowie z POLITYKĄ stwierdził: „Nauki społeczne, jakie znaliśmy, klasyczna socjologia – zajmująca się przez ponad sto lat analizą społeczeństw rozwijających się w ramach państw narodowych – umarła. Potrzebujemy nowego paradygmatu, który pozwoli dojrzeć wyłaniający się nowy świat. Jestem przekonany, że znajdujemy się w samym środku procesu zerwania ciągłości rozwoju społecznego i głębokiej transformacji. Od wewnątrz bardzo trudno proces ten analizować – widać wyraźnie, że za zmianami nie nadąża nie tylko nauka, lecz także polityka. Dziś o wiele więcej można dowiedzieć się o współczesnym społeczeństwie, obserwując życie prywatne i kulturę masową, niż badając formy życia publicznego”.

Uczony wcale jednak nie sprawiał wrażenia zmartwionego, gdy mówił o śmierci uprawianej przez siebie przez ponad pół wieku dyscypliny. Przeciwnie, martwił się jedynie, że zabraknie mu czasu, by opisać świat, który nadchodzi. Dwa lata później zaskoczył monumentalnym opracowaniem „La fin des sociétés” („Koniec społeczeństw”). Zapowiadając je na swym blogu, napisał w grudniu 2013 r.: „Nie wiedziałem, że ta książka będzie dla mnie punktem początku, zwieńczeniem trwającego 65 lat okresu przygotowawczego”. Okresu, trzeba przyznać, imponującego: ponad 40 książek, ponad 200 tłumaczeń i ponad 20 doktoratów honoris causa.

Jeffrey C. Alexander, wybitny socjolog amerykański, który blisko współpracował z Tourainem, wyznał, że nie rozumie swojego starszego kolegi. Czy to nie przesada ogłaszać na starość nadejście końca społeczeństw? Rzeczywiście, czy francuski badacz nie próbuje przypadkiem przebić słynnej tezy Francisa Fukuyamy, który oznajmił w 1989 r. koniec historii? Jaki koniec społeczeństw, skoro przecież ciągle Polacy są Polakami, a Francuzi Francuzami, i nawet jeśli narzekają, to jednak w swoich językach, jedząc swoje ulubione potrawy i oglądając filmy rodzimej produkcji.

Badać, by odkrywać

Kto śledzi dzieło Touraine’a, a poświęcono mu już całe monografie, nie powinien być zaskoczony. To ten typ badacza, który uprawia naukę, by odkrywać rzeczywistość, a nie po to, by potwierdzać swoją pozycję w akademickiej hierarchii. Jedno nie musi przeszkadzać drugiemu, ale coraz częściej to właśnie strach przed blamażem powoduje, że uczeni wolą siłą własnego statusu potwierdzać ważność i aktualność swych osiągnięć, niż wszczynać rewolucje na swoim podwórku.

Francuski socjolog zawsze jednak bardziej przywiązany był do życia niż naukowej struktury i starał się być tam, gdzie społeczeństwo przez swe działanie otwierało nowe rozdziały historii. Gdy w 1980 r. wybuchła w Polsce Solidarność, spakował walizki i ruszył za żelazną kurtynę, by wspólnie z polskimi naukowcami zbadać niezwykły fenomen. Uczony wspomina ten czas: „Nie ukrywam, że wcześniej Polska i szerzej Europa Środkowa nie interesowały mnie szczególnie. Interesowałem się naukowo kwestią samopowstawania aktorów, czyli bytów społecznych zdolnych do samodzielnego tworzenia własnej historii i podmiotowości, a przez to podejmujących realne działania zbiorowe kształtujące rzeczywistość. Na Zachodzie patrzono na Polskę jak na kraj, którego społeczeństwo i kultura w wyniku kolejnych historycznych klęsk naznaczonych rozbiorami, przegranymi powstaniami i katastrofami wojennymi praktycznie umarły, przestały żyć autentycznym życiem.

To, co zobaczyliśmy w 1980 r., przypominało dosłownie, w sensie wręcz religijnym, zmartwychwstanie. Miałem wrażenie, jakbym widział krew zaczynającą krążyć w martwym ciele narodu, które ożywa i powstaje, by wrócić do historii. Chciałem zrozumieć, co się stało, nie miałem bowiem wątpliwości, że w Polsce odbywa się niezwykle ważny proces dla całej socjologii wolności”.

Alain Touraine do dziś nie ma wątpliwości, że Solidarność była najważniejszym ruchem społecznym XX w., otworzyła z hukiem nowy etap historii, kiedy na scenę wkroczył społeczny aktor nieposługujący się kategorią interesu, lecz jako podmiot świadomy, że „ma prawo mieć prawa”.

Tyle tylko, że i ten etap historii dobiegł końca, kolejna fala ruchów społecznych, jakim Touraine przyglądał się z wielką uwagą – Occupy Wall Street, Indignados, arabska wiosna – potwierdziła intuicje przedstawione w pracach publikowanych przez socjologa w pierwszej dekadzie XXI w. Na scenie historii pojawił się nowy aktor – upodmiotowiona, zindywidualizowana jednostka. To nie egoistyczny indywidualista, dążący do maksymalizacji użyteczności, który jest bohaterem myśli liberalnej. To, podobnie jak Solidarność 30 lat wcześniej, podmiot kierujący się imperatywem etycznym, tyle że płynącym z wewnętrznego, indywidualnego poczucia godności. Ten podmiot widać było wyraźnie w grudniu 2013 r. na kijowskim Majdanie, gdy zgromadzeni tłumnie protestujący krzyczeli, stojąc obok siebie, każdy jednak osobno: „Ukraina to ja!”.

Nowy podmiot

Ten podmiot powstał w odpowiedzi na proces destrukcji sfery społecznej i politycznej, jakiej dokonał neoliberalny kapitalizm, w którym dominującą siłą stał się kapitał finansowy. Cyrkulując bez kontroli po zglobalizowanym świecie, nie potrzebuje on już społeczeństwa, by się namnażać. W epoce przemysłowej kapitaliści potrzebowali robotników, tak jak robotnicy potrzebowali kapitalistów. W napięciu antagonizmu i symbiozy między pracą i kapitałem tworzyło się nowoczesne społeczeństwo, zorganizowane w partie polityczne, związki zawodowe, stowarzyszenia.

Dziś te zbiorowe reprezentacje społeczeństwa, nawet jeśli istnieją, nie odgrywają dawnej roli, nie są już źródłem zbiorowego działania. Jeśli do niego dochodzi, to – tak jak na Majdanie i na placu Tahrir – w wyniku połączenia pojedynczych energii jednostek, decydujących się podjąć walkę w obronie naruszonej godności, w obronie prawa do posiadania praw.

Alain Touraine skończy w 2015 r. 90 lat. W historii myśli społecznej ma już zapewnione godne miejsce, wypełnione nie tylko dziesiątkami tomów, lecz także ważnymi osiągnięciami teoretycznymi, by wspomnieć teorię nowych ruchów społecznych. Opracowana przez uczonego metoda interwencji socjologicznej, jaką zastosował m.in. podczas badań nad Solidarnością, stała się ważnym narzędziem nauki uczestniczącej, w której badacz przestaje udawać, że może być neutralnym obserwatorem i podejmuje aktywną współpracę z badanym podmiotem. Jak twierdzi sam Touraine, przydałoby się jeszcze z 50 lat życia, żeby dostrzec rezultaty obecnej rewolucji. W jej wyniku na gruzach społeczeństwa, jakie znaliśmy, wyłoni się coś nowego. Co? Tego nie wie nikt, nawet Alain Touraine. Ale jeśli ma rację, to najciekawsze dopiero przed nami.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rozmowa z Davidem Martelo, uczestnikiem rewolucji goździków

O portugalskiej rewolucji goździków sprzed 45 lat opowiada jej uczestnik David Martelo.

Krzysztof Kubiak, Tadeusz Zawadzki
23.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną