Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Nauka

Alfa(bet) i omega

Rewolucja w Google: Koncern wejdzie w skład holdingu nowej wielkiej firmy

Twitter
Oto na scenę wkracza nowa firma – Alphabet, Inc. – która będzie holdingiem skupiającym w swym portfelu m.in. starego, lecz odchudzonego Google’a. Po co to wszystko?
Google

W świecie, w którym wszyscy podsłuchują wszystkich, a mniej lub bardziej kontrolowany przeciek staje się normą – trudno być zaskoczonym. A jednak Larry Page, dotychczasowy szef Google, zdołał zaskoczyć. Konkretnie – swoim wpisem na korporacyjnym blogu.

Notatka o niewinnym tytule „G jak Google”, opublikowana w poniedziałek po zamknięciu notowań na giełdzie, poruszyła światem analityków biznesu i zaawansowanych technologii. Oto bowiem na scenę wkracza nowa firma, Alphabet, Inc., która będzie holdingiem skupiającym w swym portfelu m.in. starego, lecz odchudzonego Google’a (będzie nim kierował Sundar Pichai, wschodząca gwiazda zarządzania w Krzemowej Dolinie).

Po co to wszystko? Jak pisze Page, prezes Alphabet, chodzi o zwiększenie operacyjnej efektywności i klarowności zarządzania korporacją, która z wyszukiwarki internetowej rozrosła się do hiperprzedsiębiorstwa zajmującego się już niemal wszystkim – z projektowaniem autonomicznych samochodów, badaniami biomedycznymi, automatyką domową, sztuczną inteligencją, długowiecznością i wieloma tematami, o których nawet nie wiemy, bo są prowadzone w głębokiej tajemnicy.

Wprowadzenie Alphabetu umożliwia rozdział biznesów tak, żeby inwestorzy nie czuli się zagubieni, nie wiedząc, czy z zysków nie są aby finansowane przedsięwzięcia zbyt ryzykowne lub szalone. Bo przecież Google, choć niewątpliwie jest firmą sukcesu, to jednak droga doń usłana była wieloma porażkami.

Rozdzielenie pod względem operacyjnym i zarządczym różnych marek i obszarów działania pozwoli także na skuteczniejszą grę z instytucjami regulacyjnymi, które coraz częściej patrzyły na Google jak na monopolistę. To przecież Parlament Europejski puścił w zeszłym roku sygnał o tym, że internetowego giganta należałoby podzielić.

Nie minęło 20 lat od powstania Google, Inc. – założona przez Sergeya Brina i Larry’ego Page’a w 1998 r. firma szybko stała się ikoną nowego, cyfrowego kapitalizmu. W 2004 r. w wielkim stylu weszła na giełdę, z czasem stając się jedną najdroższych marek – w rankingu BrandZ Top100 logo Google warte było w 2015 r. 173 mld dolarów, ustępując tylko Apple (247 mld). Z kolei wartość giełdowa osiągnęła (wynik z 11 sierpnia tego roku) 445 mld dolarów. Czy cokolwiek lub ktokolwiek jest w stanie zatrzymać giganta z Mountain View? Wielu analityków wskazuje na Facebooka, choć sukces tej firmy polega na odmiennym pomyśle na biznes.

Nazwę nowej firmy – Alphabet – można odczytywać również symbolicznie, jako wyraz nigdy nieskrywanych ambicji twórców Google, by zbudować korporację totalną, stanowiącą centralny punkt świata, którego najważniejszym tworzywem i zasobem jest informacja.

Alphabet, alfa i omega nadchodzącej przyszłości? W głównej mierze zależy to od nas, użytkowników, konsumentów i obywateli w końcu. Od tego na ile damy się uwieść coraz atrakcyjniejszej ofercie i na ile wygodę korzystania z kolejnych usług potrafimy połączyć z krytyczną refleksją nad konsekwencjami wykorzystania nowych technologii.

Reklama

Czytaj także

Kultura

Samotność noblistki. Jak nas podzieliła Olga Tokarczuk

Wydłużony miesiąc miodowy w kontaktach Polaków i laureatki najwyraźniej się skończył. Przy okazji okazało się, że Olga Tokarczuk, autorka koncepcji „czułego narratora”, ma bardzo wyczulonego czytelnika.

Bartek Chaciński, Aleksandra Żelazińska
12.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną