Czy da się uratować Palmyrę – klejnot starożytności z pustyni syryjskiej

Córka Wschodu i Zachodu
Palmyra, starożytne miasto cud pośrodku syryjskiej pustyni, znalazła się na linii frontu. Baśniowe ruiny stały się zakładnikami w wojnie o pamięć, w której niebagatelną rolę odgrywa wątek polski.
Palmyra, 2008 r.
Cezary Aszkiełowicz/Agencja Gazeta

Palmyra, 2008 r.

Od góry: świątynia Baalszamina przed wysadzeniem i już po zniszczeniu w sierpniu tego roku.
Digital Globe/Getty Images

Od góry: świątynia Baalszamina przed wysadzeniem i już po zniszczeniu w sierpniu tego roku.

Podróżnik Wacław Rzewuski, który dotarł do Palmyry w XIX w.
Biblioteka Narodowa

Podróżnik Wacław Rzewuski, który dotarł do Palmyry w XIX w.

Polscy badacze Palmyry –  prof. Kazimierz Michałowski (w środku) i prof. Michał Gawlikowski (z prawej); lata 70. XX w.
Irena Jarosińska/Forum

Polscy badacze Palmyry – prof. Kazimierz Michałowski (w środku) i prof. Michał Gawlikowski (z prawej); lata 70. XX w.

audio

AudioPolityka Jan Kwapisz - Córka Wschodu i Zachodu

Pod koniec sierpnia media obiegły wiadomości o wysadzeniu w powietrze przez islamistów ruin starożytnych świątyń Bela i Baalszamina, a 4 października – starożytnego łuku triumfalnego z przełomu II i III w. Zniszczenia w Palmyrze widać na zdjęciach satelitarnych. Dla tych, którzy nigdy tam nie byli, jest to jedyny sposób na jej oglądanie. By poznać historię miasta, warto sięgnąć po książki napisane przez polskich badaczy, którzy pracowali w Palmyrze od 1959 r. do wybuchu syryjskiej wojny domowej w 2011 r.

Dla uczczenia półwiecza polskich wykopalisk w Palmyrze 2010 r. ogłoszono Rokiem Palmyreńskim. Prof. Michał Gawlikowski, kierujący polską misją archeologiczną przez blisko cztery dekady, wydał wówczas książkę „Palmyra”, m.in. z artykułem o podróżach do tej starożytnej syryjskiej stolicy, zilustrowanym rycinami z końca XVIII w., zestawionymi z podobnie wykadrowanymi fotografiami współczesnymi. Konie i wielbłądy ustąpiły miejsca samochodom, zmienił się ubiór Palmyreńczyków, ale malownicze ruiny i wyrastające nad pustynią szeregi kolumn były niezmienne. Ta nieprzemijalność okazała się złudzeniem. Gdyby do albumu dodać kadry najświeższe, zobaczylibyśmy obrazy jak z albumów o zniszczeniach Warszawy podczas ostatniej wojny.

W 1968 r., na dziesięciolecie prac w Syrii ekipy kierowanej przez legendę polskiej archeologii Kazimierza Michałowskiego, Wiedza Powszechna wydała książeczkę „Palmyra – narzeczona pustyni”. Jej autorką była zmarła w 2004 r. Anna Sadurska – filolog klasyczny i archeolog o międzynarodowej renomie. Ilustrowany czarno-białymi fotografiami tomik wciąż prezentuje się zgrabnie. Jeśli zsuniemy kolorową obwolutę z ruinami, na płóciennej okładce ukaże się zarys kobiecej twarzy. Ten sprytny zabieg edytorski sugeruje, że Palmyra skrywa tajemnice. Kobieta z okładki to Zenobia, słynna królowa Palmyry, która w III w. niczym Kleopatra rzuciła zuchwałe wyzwanie potędze Rzymu.

Wehikuł słowa

Sadurska zaczyna tak: „Palmyra – to miasto wspaniałe dzięki położeniu, bogactwom ziemi i rozkosznym źródłom. Ze wszystkich stron rozległa pustynia otacza jej pola; jest więc jak gdyby wyłączona z naturalnego środowiska. W szczególny sposób znalazła się pomiędzy dwiema największymi potęgami: Rzymian i Partów, we wzajemnych konfliktach stając się pierwszą ich troską” (bo królestwo partyjskie, następca potęgi perskiej, było dla Rzymian na Wschodzie ciągłym zagrożeniem). To cytat z dzieła rzymskiego encyklopedysty z I w. Pliniusza Starszego. Magia Palmyry oddziaływała już w starożytności. Już wtedy dostrzegano jej strategiczne położenie pomiędzy Wschodem i Zachodem. Palmyra rozkwitła jako port dla karawan na szlaku wiodącym z egzotycznego Wschodu do świata śródziemnomorskiego.

„Świat, a zwłaszcza kula ziemska zmniejsza się w dość szybkim tempie. Być może za dalszych lat dziesięć każdy czytelnik tych słów będzie mógł bez większych trudności dotrzeć do Palmyry i obejrzeć na własne oczy, cośmy tam zdziałali. Ale na razie podróż to trudna i kosztowna. Może więc odłożymy ten wyjazd na później, a na razie wykorzystamy pewien środek lokomocji, o którym już starożytni Grecy mawiali, że jest niezastąpiony, najpotężniejszy, przedziwny. Tym wehikułem zdolnym nas przenosić zarówno na krańce świata, jak w najdalszą przeszłość jest logos – słowo...” – to głos Sadurskiej z czasów późnego Gomułki. Dziś miasto ruin w sercu syryjskiej pustyni przywodzi na myśl zasiedlony przez sługi Saurona Mordor, a słowa uczonej mają wydźwięk proroczy, choć w sposób inny, niż zamierzyła. Książka to dziś jedyny bezpieczny środek transportu do Palmyry. W dodatku tej już nieistniejącej.

Między fiction a science

Wysadzone przez fanatyków świątynie zbudowano na modłę grecko-rzymską, ale czczono w nich palmyreńskie bóstwa o wschodnim rodowodzie, co było rezultatem położenia Palmyry na styku kultur. Gdy Sadurskiej wymyka się myśl, że majestatyczna świątynia Bela „została po wsze czasy największym ośrodkiem kultowym Palmyry”, tu znów można zadumać się nad tym, jak ciężko być prorokiem na Bliskim Wschodzie. Głównej palmyreńskiej świątyni nie uratowało przed wysadzeniem nawet to, że w XII w. przebudowano ją na meczet. W tym świetle trudno się dziwić, że religijni fundamentaliści nie mieli litości dla sanktuarium Baalszamina, według autorki „niewielkiego, ale prześlicznego”, na którego dziedzińcach odbywały się uroczystości religijne, polegające na wspólnej konsumpcji wina.

Sadurska najpierw pozwala sobie wyobrazić w miejscu ruin nietknięte budowle, a potem zaludnia je starożytnymi Palmyreńczykami. Dowiadujemy się, że Zenobia nie ustępowała mężczyznom w alkoholowych ekscesach, choć umiała się też od picia powstrzymać. A palmyreńska prostytutka w czasach rzymskich odprowadzała do cesarskiej kasy podatek w wysokości uzależnionej od własnego cennika, tak że raz w miesiącu uprawiała seks na rzecz odległej stolicy imperium. Zaawansowanie cywilizacyjne wspólnoty palmyreńskiej objawiało się nawet na cmentarzach – grobowce rozmieszczano na tyle daleko od sąsiednich, żeby wykopanie jednego nie spowodowało zapadnięcia się pozostałych.

Wydarta piaskowi mozaika pozwala odmalować sceny z życia codziennego – grecki rzemieślnik objaśnia sens mitologicznego obrazu, który układa z kamyków na zamówienie słabo wykształconego palmyreńskiego nuworysza. Odkopany grobowiec umożliwia rekonstrukcję rozbudowanej sagi sprzed blisko dwóch tysięcy lat, której rozdziały wyznacza śmierć kolejnych członków rodziny. „Może tak nie było, ale tak być mogło” – powtarza Sadurska, zręcznie balansując na styku sciencefiction.

Jak to się stało, że ludne i zamożne miasto przeistoczyło się w opuszczone ruiny? Palmyra przeżyła swoją zagładę jeszcze w starożytności. W 273 r., po upadku Zenobii i wybuchu rebelii przeciw rzymskim okupantom, cesarz Aurelian krwawo i ostatecznie rozprawił się z niepokornymi mieszkańcami Palmyry. Rzymski historyk wymyśla list Aureliana, w którym miałby się przyznać do pewnej nadgorliwości w działaniach odwetowych: „Dosyć już zgładzono Palmyreńczyków i zamordowano. Nie oszczędziliśmy kobiet, wymordowaliśmy dzieci, wyrżnęliśmy starców, zabiliśmy rolników. Komu w końcu pozostawimy ziemię i miasto?”. Rzymianie pozostawili miasto pustyni. Wprawdzie po dokonanej rzezi utrzymywali tam jeszcze garnizon, ale Palmyra już się nie podniosła.

Rzewuski i Niobe

W ostatnim półwieczu wokół ruin urosło centrum turystyczne, zamieszkane przez 50 tys. ludzi. Wcześniej szczątki starożytnego portu pośrodku pustyni zasiedlała garstka Arabów. O sentymentalnym instynkcie naszej cywilizacji wiele mówi to, że pierwsza ekspedycja angielska dotarła do ruin Palmyry, na przekór niebezpieczeństwom, już pod koniec XVII w. Według Sadurskiej wyprawy XVIII-wieczne miały dickensowską atmosferę. Pykają fajeczki, krążą czarki z kawą, a przygotowania polegają na studiowaniu klasyków w przytulnych bibliotekach. Ryciny przedstawiające ruiny Palmyry pobudzają wówczas wyobraźnię salonów Europy. Sądzono na przykład, że takie sztychy mogły być inspiracją dla kolumnady teatru na wodzie w warszawskich Łazienkach. Tak rozkręcała się fabryka pamięci, która ruszyła pełną parą, gdy w XX w. Palmyra, jak wiele innych starożytnych miast, stała się domeną archeologów profesjonalistów.

Pierwszym Polakiem w Palmyrze był podróżnik Wacław Rzewuski, który dotarł do niej pod koniec drugiej dekady XIX w. Notuje o Palmyrze, że „zachwyca na przemian umysł i serce”. Znamy taką relację z jego podróży, utrzymaną w tonie komiczno-münchhausenowskim: Rzewuski pośród ruin Palmyry, otoczony Arabami, potyka się o zagrzebany w piasku antyczny posąg. Rozpoznaje w nim figurę Niobe. Odkrywca jest w rozterce, świadom, że gdy zwróci uwagę na znalezisko, jego gospodarze w mig rozbiją Niobe na kawałki jako pogańskiego bałwana. Ucieka się więc do fortelu. Odsłaniając posąg, wygłasza do swoich przygodnych towarzyszy patetyczną, acz nieco mętną mowę o marności dawnych wierzeń w fałszywe bożki i o tym, że północny lud, z którego on sam się wywodzi, to w zasadzie odłam wahabitów, zatem jego obowiązkiem jest zabrać pogańskiego idola ze sobą, by mógł go unicestwić wespół z pobożnymi pobratymcami. Jednak jeden z Arabów chwyta za kamień i utrąca Niobe kamienną głowę. Arabowie świętują triumf nad pogańskimi bóstwami przez trzy dni, ale w końcu Rzewuskiemu udaje się wywieźć uszkodzony posąg z Palmyry. Okrężną drogą, przez morza i lądy, rzeźba trafia do świątyni Sybilli w Puławach. Potwierdza to katalog z 1828 r., jednak dalsze losy palmyreńskiej Niobe nie są znane.

Męczennik palmyreński

Egzaltując się ruinami Palmyry i ich obecnością w kulturze europejskiej, zbyt łatwo można zapomnieć o współczesnych Palmyreńczykach, strażnikach jej pamięci. Dzięki nim tak niepodzielnie królowała do niedawna w okolicy ruin pokonana przez Rzymian Zenobia. Jej imię nosił jedyny przez długi czas hotel w mieście, położony naprzeciw świątyni Baalszamina (ostatnia recenzja w popularnym internetowym portalu dla turystów nosi datę 3 października 2011 r.). Wizerunek królowej buntowniczki, kształtującej syryjską tożsamość, znalazł się na banknocie syryjskim. Imię Zenobii dał jednej z córek Chalid al-Asad, nestor syryjskiej archeologii, wieloletni opiekun Palmyry, z którym stale współpracowali także polscy archeolodzy. W 1999 r. odznaczyliśmy go Orderem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. To on złożył Palmyrze największą ofiarę, odmawiając jej opuszczenia, gdy u bram stanęli barbarzyńcy. Poniósł z ich rąk męczeńską śmierć w tym samym czasie, w którym zagładzie uległy palmyreńskie świątynie.

Co możemy dziś zrobić dla Palmyry? Może odbudować wysadzone w powietrze świątynie w parku archeologicznym w Polsce, np. pod patronatem UNESCO, mamy przecież bogatą dokumentację i niezłomność ducha, która pozwoliła nam podźwignąć z ruin Warszawę. Ale prof. Gawlikowski tonuje naiwny zapał. – Wierzę, że panowanie fanatyków niedługo się zakończy i przyjdzie czas, gdy zniszczone budowle zostaną odbudowane na swoim miejscu z oryginalnego materiału. Oby w tę stronę zmierzały wysiłki świata, a Polacy, których historia tak mocno związała z Palmyrą, będą mieli swój udział w przyszłej odbudowie.

Gdy na ekranach kin oglądamy polskich żołnierzy w Iraku, nasze misje archeologiczne pozostają zaniedbane przez rodzimą kulturę. Może w przyszłości któryś z naszych powieściopisarzy napisze kryminał o Palmyrze w stylu „Śmierci na Nilu” Agathy Christie albo powieść fantastyczną przypominającą „Amerykańskich bogów” Neila Gaimana.

Napisy na starożytnych palmyreńskich nagrobkach przybierają konwencjonalną formę. Po imieniu zmarłego następuje formuła wyrażająca żal: „Rami, syn Mokimo, niestety”. Epitafium dla miasta układa się samo: „Palmyra, córka Wschodu i Zachodu, niestety”.

***

Dr Jan Kwapisz jest filologiem klasycznym z Instytutu Filologii Klasycznej Uniwersytetu Warszawskiego i finalistą 15. edycji Nagród Naukowych POLITYKI.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną