Nauka

Przy nadziei

Gdy mężczyzna jest bezpłodny

Ethan Sykes / Unsplash
Do czego plemnikom potrzebne są witaminy, czyli jak się doczekać upragnionego potomka.
Niemożność poczęcia dziecka w połowie dotyczy kobiet i mężczyzn.Science Picture Co./Corbis Niemożność poczęcia dziecka w połowie dotyczy kobiet i mężczyzn.
U co trzeciego niepłodnego mężczyzny źródeł problemu nie daje się ustalić.Vukxxx/PantherMedia U co trzeciego niepłodnego mężczyzny źródeł problemu nie daje się ustalić.

Artykuł w wersji audio

Mężczyźni nie lubią, kiedy to ja odbieram od nich pojemniczek z nasieniem – wyznaje młody pracownik jednej z klinik leczących niepłodność. Gdy zaczynał pracę w tutejszym laboratorium, wydawało mu się, że magistrowi biologii w białym fartuchu będzie łatwiej skruszyć męskie zawstydzenie. – Ale jest odwrotnie, lepiej reagują na koleżanki w recepcji – narzeka.

Przed pokojem, w którym odbywa się „pobór materiału” (jesteśmy w placówce medycznej, więc nikt nie napisze na drzwiach, że to „pomieszczenie do masturbacji”), na swoją kolej czeka trzech smutnych panów. Obok jednego nawet kobieta, najpewniej żona, która przyszła dodać otuchy mężowi, a być może za chwilę zniknie z nim za drzwiami. Pozostali będą mogli liczyć na kilka filmów, kolorowe świerszczyki, no i własną wyobraźnię. Następnie muszą zanieść „materiał” do rejestracji i tu okazuje się, że gdy odbiera go Marek, mężczyźni wstydliwie spuszczają wzrok. – Jakby się obawiali, że gdy powierzą mi swój cenny dar, będę z politowaniem zerkał, ile go wyprodukowali – wyznaje.

Po pierwsze – poddać się badaniu

W klinikach leczących niepłodność pryska mit męskiej wszechmocy. Jak trudno namówić mężczyzn do zbadania nasienia, najlepiej widać na forach internetowych, gdzie nie oni, tylko ich partnerki – zakłopotane przedłużającym się wyczekiwaniem na ciążę – wymieniają poglądy w tej sprawie. „Jeśli mu opiszę cały przebieg badania, to może szybciej podejmie decyzję” – zastanawia się Aga, licząc na podpowiedzi od bardziej doświadczonych internautek, jakiego powinna użyć fortelu. „Opowiedz mu swoje wizyty u ginekologa – sugeruje jedna z nich. – Co ty musisz przełamać w sobie, idąc na taką wizytę”. Iwin dzieli się innym pomysłem: „Wiecie, jak mój mąż przekonał się do badania nasienia? Odeszłam na chwilę od komputera, a na ekranie zostało to forum z tematem o duphastonie (hormon podawany kobietom przy zagrażającym poronieniu – przypis PW). Mąż chciał na chwilę skorzystać z kompa, nawinął się na to forum i przekonały go problemy, które tu zobaczył. Myślę, że dopiero wtedy zrozumiał, co czują kobiety mające problem z zafasolkowaniem. Wtedy to wszystko do niego dotarło. I poszedł, chociaż wcześniej uważał, że to jest bardzo upokarzające dla mężczyzny”.

Mężczyzna nie płacze, mężczyzna jest silny, mężczyzna spłodzi syna. A jak mu nie wychodzi, to na pewno winna jest kobieta – wyjawia obiegowe stereotypy dr Jan Karol Wolski, konsultant ds. andrologii z warszawskiej Przychodni Leczenia Niepłodności Novum, pracujący na co dzień w Klinice Nowotworów Układu Moczowego warszawskiego Centrum Onkologii. Tymczasem niemożność poczęcia dziecka w połowie dotyczy kobiet i mężczyzn, choć takich jak Jarosław trzeba nieraz długo wyprowadzać z błędu. – Wydawało mi się, że skoro mam wzwód i wytrysk, to muszę być płodny – zwierza się ten czterdziestolatek, który po długich staraniach żony dał się w końcu zaciągnąć na badanie nasienia. Nie przyszło mu do głowy, że problem nie tkwi w objętości ejakulatu (co swoją drogą też brane jest pod uwagę), lecz w jego niewidocznej zawartości, którą trzeba sprawdzić pod mikroskopem.

Pierwsze opracowane przez Światową Organizację Zdrowia normy dla prawidłowego nasienia pochodzą z 1980 r. Były dużo bardziej restrykcyjne niż obecne, co pokazuje, że cywilizacja nie sprzyja jakości plemników ani ich ruchliwości – parametry gwarantujące płodność musiano pięć lat temu złagodzić. – Ale plemniki stanowią tylko 510 proc. ejakulatu – zauważa dr Wolski. – Reszta pochodzi z wydzieliny gruczołu krokowego oraz pęcherzyków nasiennych – i też powinna być zdrowa.

Czynniki infekcyjne, zapalne, urazy mogą zaburzać wytwarzanie prawidłowych żołnierzy – jak nieraz kolokwialnie nazywa się męskie komórki płciowe w prywatnych rozmowach i na portalach społecznościowych. Zgodnie z przeświadczeniem, iż o męskości świadczy waleczność plemników, ich siła i nieustępliwość w wędrówce, a raczej sprincie do celu. W kilka sekund potrafią rozpędzić się przez półmetrowe zwinięte nasieniowody, wpaść do cewki moczowej, zanurzyć w płynie nasiennym, by następnie pokonać przeszkodę w postaci galaretowatego śluzu pochwy, utrudniającego dostęp do komórki jajowej. Trudne zadanie – a tu taka przykra wiadomość: ich liczba i tężyzna systematycznie spada.

Groźne zanieczyszczenia

Uczeni od 50 lat przyglądają się z niepokojem rosnącemu wpływowi zanieczyszczeń środowiska na obniżanie jakości plemników, przypisując główną winę estrogenom (np. obecnym w soi), środkom owadobójczym i pestycydom przedostającym się do artykułów spożywczych. Mylące mogą być więc obawy, że jądrom szkodzi bardziej ciężki przemysł niż życie na łonie natury, skoro jest ona dziś w coraz większym stopniu skażona chemią. Podczas październikowej konferencji Polskiego Towarzystwa Andrologicznego przedstawiono wyniki wskazujące na większe stężenie kadmu w nasieniu mężczyzn z woj. lubelskiego niż Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, uznanego tradycyjnie za region o najwyższym zatruciu metalami ciężkimi w Polsce. Ale to właśnie mieszkańcy Lubelskiego mają w nasieniu niższe stężenie plemników, a także niższy odsetek plemników prawidłowych i ruchliwych w porównaniu z mieszkańcami Górnego Śląska.

Niestety, u co trzeciego niepłodnego mężczyzny źródeł problemu nie da się ustalić. U co piątego winne są żylaki powrózka nasiennego, na ogół spowodowane brakiem zastawek w żyle jądrowej, zapobiegających cofaniu się krwi oraz jej zaleganiu wokół jąder. Ma to trojakie niekorzystne znaczenie: zastój krwi niepotrzebnie podgrzewa gonady (ponieważ noszenie zbyt obcisłych spodni i bielizny również podnosi temperaturę w tej okolicy ciała, opinającą odzież uważa się za czynnik sprzyjający obniżaniu płodności), zmniejsza poziom testosteronu i upośledza spermatogenezę, czyli produkcję zdrowych plemników.

Dodajmy do tego zaburzenia genetyczne lub rozwojowe, które zawsze należy brać pod uwagę podczas poszukiwania przyczyn niepłodności – wymienia dr Wolski. Tylko stres w przypadku spermatogenezy nie odgrywa najprawdopodobniej większego znaczenia, choć zdolność do prokreacji upośledza pośrednio: sprzyjając przedwczesnemu wytryskowi lub hamując erekcję. Ale w literaturze fachowej można znaleźć prace, które przeczą takiemu poglądowi – stres aktywuje przecież niektóre hormony, które obniżają produkcję testosteronu, co w konsekwencji prowadzi do zaburzeń spermatogenezy. Podobne dyskusje trwają wokół wpływu stresu na jajeczkowanie u kobiet. Zdaniem jednych badaczy oddziaływanie to jest bezdyskusyjne, według innych – teorie o psychogennym podłożu niepłodności odchodzą do lamusa i blokada psychiczna, mająca być barierą przy zajściu w ciążę, nie istnieje. Ponieważ jednak diagnoza niepłodności wyzwala podobne reakcje jak informacja o chorobie nowotworowej, jej kompleksowe leczenie – z udziałem androloga, ginekologa, embriologa, ale też psychologa – powinno stać się w Polsce takim samym standardem jak na Zachodzie.

Tymczasem większość spośród 50 ośrodków leczenia niepłodności koncentruje się wyłącznie na realizacji procedur in vitro, bez zapewniania pacjentom wsparcia psychologicznego, zarówno na etapie diagnostyki, jak i leczenia. Z ogłoszonego niedawno raportu „Wspieramy płodność”, opracowanego przez Koalicję na rzecz Kompleksowej Terapii Niepłodności, można się dowiedzieć, że blisko 75 proc. par spośród tych, którym udaje się zajść w ciążę w ramach terapii, uzyskuje taki efekt na etapie poprzedzającym zabieg in vitro.

A może kuracja witaminowa?

Podobne kontrowersje związane są ze stosowaniem witamin i minerałów mających poprawiać płodność. Kobietom przygotowującym się do ciąży tego typu preparaty są polecane zazwyczaj, by zapobiegać wadom rozwojowym płodu. Ale jaką rolę mogą odgrywać u niepłodnych mężczyzn – czy rzeczywiście poprawiają jakość nasienia?

Dr Jan Karol Wolski jest współautorem pracy sumującej dotychczasowe wyniki badań na ten temat, opublikowanej w „Central European Journal of Urology”, która uzyskała największą liczbę cytowań w ubiegłym roku. – To pokazuje, że witaminy rozpalają emocje i interesuje się nimi wielu naukowców – podkreśla nasz rozmówca.

Interesują się nimi również pacjenci, bo to przecież wygodne: łykasz kolorową drażetkę, a ona w cudowny sposób wzmacnia kości, stymuluje odporność, dodaje mięśniom siły, a teraz jeszcze dodaje plemnikom wigoru. – Większość par już na pierwszej wizycie przyznaje się do przyjmowania witamin, co nie zawsze wychodzi jednak na zdrowie, gdyż sięgają po nie chaotycznie i w nadmiarze – mówi dr Wolski. Dwie tabletki dziennie, które podsunęła żona, jedna od teściów, kolejna z reklamy. Przewitaminizowanie blokuje wątrobę niemogącą przekształcić całej tej tablicy Mendelejewa w związki, które zostałyby wykorzystane we właściwy sposób. – Dlatego trzeba się zdecydować na jedną multiwitaminę, dobrze przebadaną pod kątem wykorzystania u niepłodnych mężczyzn, w której dobrano składniki we właściwych proporcjach. Podajemy ją przez dwa cykle spermatogenezy, czyli na ogół przez sześć miesięcy, a następnie konieczna jest przerwa, aby nie dopuścić do kumulacji w organizmie.

Selen, cynk, miedź, chrom oraz przeciwutleniacze: witaminy A, E, C – to najważniejsze komponenty zalecanych mieszanek mogące poprawić jakość plemników. Ich główna rola polega na neutralizacji wolnych rodników i zmniejszeniu niekorzystnego wpływu stresu oksydacyjnego w komórkach, który uszkadza DNA, białka oraz lipidy. Wszystko zaś sprowadza się do tego, by za pomocą antyoksydantów zobojętnić skutki działania szkodliwych substancji trafiających do organizmu (takich jak wspomniane wcześniej metale ciężkie i rozmaite chemikalia), które zaburzają prawidłową produkcję plemników.

Kuracja witaminowa, podobnie jak psychoterapia wyprowadzająca z depresji i stresu, jest leczeniem wspomagającym. Nie usunie konkretnych przyczyn niepłodności, jeśli takie zostaną odkryte. Skoro jednak aż u 30 proc. par starających się o dziecko nie można ich ustalić, pozostaje metoda, o której przynajmniej już wiadomo, że nie jest zwykłym placebo. Poza udowodnionym wpływem na proces tworzenia męskich komórek płciowych korzystnie oddziałuje również na psychikę – i to obojga partnerów. On czuje, że nie czeka na potomka bezczynnie, a ona – że w zmaganiu z niepłodnością nie jest osamotniona.

Polityka 46.2015 (3035) z dnia 08.11.2015; Nauka; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Przy nadziei"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną