Gdy mężczyzna jest bezpłodny

Przy nadziei
Do czego plemnikom potrzebne są witaminy, czyli jak się doczekać upragnionego potomka.
Niemożność poczęcia dziecka w połowie dotyczy kobiet i mężczyzn.
Science Picture Co./Corbis

Niemożność poczęcia dziecka w połowie dotyczy kobiet i mężczyzn.

U co trzeciego niepłodnego mężczyzny źródeł problemu nie daje się ustalić.
Vukxxx/PantherMedia

U co trzeciego niepłodnego mężczyzny źródeł problemu nie daje się ustalić.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Przy nadziei

Mężczyźni nie lubią, kiedy to ja odbieram od nich pojemniczek z nasieniem – wyznaje młody pracownik jednej z klinik leczących niepłodność. Gdy zaczynał pracę w tutejszym laboratorium, wydawało mu się, że magistrowi biologii w białym fartuchu będzie łatwiej skruszyć męskie zawstydzenie. – Ale jest odwrotnie, lepiej reagują na koleżanki w recepcji – narzeka.

Przed pokojem, w którym odbywa się „pobór materiału” (jesteśmy w placówce medycznej, więc nikt nie napisze na drzwiach, że to „pomieszczenie do masturbacji”), na swoją kolej czeka trzech smutnych panów. Obok jednego nawet kobieta, najpewniej żona, która przyszła dodać otuchy mężowi, a być może za chwilę zniknie z nim za drzwiami. Pozostali będą mogli liczyć na kilka filmów, kolorowe świerszczyki, no i własną wyobraźnię. Następnie muszą zanieść „materiał” do rejestracji i tu okazuje się, że gdy odbiera go Marek, mężczyźni wstydliwie spuszczają wzrok. – Jakby się obawiali, że gdy powierzą mi swój cenny dar, będę z politowaniem zerkał, ile go wyprodukowali – wyznaje.

Po pierwsze – poddać się badaniu

W klinikach leczących niepłodność pryska mit męskiej wszechmocy. Jak trudno namówić mężczyzn do zbadania nasienia, najlepiej widać na forach internetowych, gdzie nie oni, tylko ich partnerki – zakłopotane przedłużającym się wyczekiwaniem na ciążę – wymieniają poglądy w tej sprawie. „Jeśli mu opiszę cały przebieg badania, to może szybciej podejmie decyzję” – zastanawia się Aga, licząc na podpowiedzi od bardziej doświadczonych internautek, jakiego powinna użyć fortelu. „Opowiedz mu swoje wizyty u ginekologa – sugeruje jedna z nich. – Co ty musisz przełamać w sobie, idąc na taką wizytę”. Iwin dzieli się innym pomysłem: „Wiecie, jak mój mąż przekonał się do badania nasienia? Odeszłam na chwilę od komputera, a na ekranie zostało to forum z tematem o duphastonie (hormon podawany kobietom przy zagrażającym poronieniu – przypis PW). Mąż chciał na chwilę skorzystać z kompa, nawinął się na to forum i przekonały go problemy, które tu zobaczył. Myślę, że dopiero wtedy zrozumiał, co czują kobiety mające problem z zafasolkowaniem. Wtedy to wszystko do niego dotarło. I poszedł, chociaż wcześniej uważał, że to jest bardzo upokarzające dla mężczyzny”.

Mężczyzna nie płacze, mężczyzna jest silny, mężczyzna spłodzi syna. A jak mu nie wychodzi, to na pewno winna jest kobieta – wyjawia obiegowe stereotypy dr Jan Karol Wolski, konsultant ds. andrologii z warszawskiej Przychodni Leczenia Niepłodności Novum, pracujący na co dzień w Klinice Nowotworów Układu Moczowego warszawskiego Centrum Onkologii. Tymczasem niemożność poczęcia dziecka w połowie dotyczy kobiet i mężczyzn, choć takich jak Jarosław trzeba nieraz długo wyprowadzać z błędu. – Wydawało mi się, że skoro mam wzwód i wytrysk, to muszę być płodny – zwierza się ten czterdziestolatek, który po długich staraniach żony dał się w końcu zaciągnąć na badanie nasienia. Nie przyszło mu do głowy, że problem nie tkwi w objętości ejakulatu (co swoją drogą też brane jest pod uwagę), lecz w jego niewidocznej zawartości, którą trzeba sprawdzić pod mikroskopem.

Pierwsze opracowane przez Światową Organizację Zdrowia normy dla prawidłowego nasienia pochodzą z 1980 r. Były dużo bardziej restrykcyjne niż obecne, co pokazuje, że cywilizacja nie sprzyja jakości plemników ani ich ruchliwości – parametry gwarantujące płodność musiano pięć lat temu złagodzić. – Ale plemniki stanowią tylko 510 proc. ejakulatu – zauważa dr Wolski. – Reszta pochodzi z wydzieliny gruczołu krokowego oraz pęcherzyków nasiennych – i też powinna być zdrowa.

Czynniki infekcyjne, zapalne, urazy mogą zaburzać wytwarzanie prawidłowych żołnierzy – jak nieraz kolokwialnie nazywa się męskie komórki płciowe w prywatnych rozmowach i na portalach społecznościowych. Zgodnie z przeświadczeniem, iż o męskości świadczy waleczność plemników, ich siła i nieustępliwość w wędrówce, a raczej sprincie do celu. W kilka sekund potrafią rozpędzić się przez półmetrowe zwinięte nasieniowody, wpaść do cewki moczowej, zanurzyć w płynie nasiennym, by następnie pokonać przeszkodę w postaci galaretowatego śluzu pochwy, utrudniającego dostęp do komórki jajowej. Trudne zadanie – a tu taka przykra wiadomość: ich liczba i tężyzna systematycznie spada.

Groźne zanieczyszczenia

Uczeni od 50 lat przyglądają się z niepokojem rosnącemu wpływowi zanieczyszczeń środowiska na obniżanie jakości plemników, przypisując główną winę estrogenom (np. obecnym w soi), środkom owadobójczym i pestycydom przedostającym się do artykułów spożywczych. Mylące mogą być więc obawy, że jądrom szkodzi bardziej ciężki przemysł niż życie na łonie natury, skoro jest ona dziś w coraz większym stopniu skażona chemią. Podczas październikowej konferencji Polskiego Towarzystwa Andrologicznego przedstawiono wyniki wskazujące na większe stężenie kadmu w nasieniu mężczyzn z woj. lubelskiego niż Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, uznanego tradycyjnie za region o najwyższym zatruciu metalami ciężkimi w Polsce. Ale to właśnie mieszkańcy Lubelskiego mają w nasieniu niższe stężenie plemników, a także niższy odsetek plemników prawidłowych i ruchliwych w porównaniu z mieszkańcami Górnego Śląska.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną